120 lat to może niezbyt wiele jak na zabytek, ale dla młodych Maniewicz ten budynek to prawdziwy patriarcha. Dworzec kolejowy w Maniewiczach jest wizytówką miasteczka, symbolem jego narodzin, najstarszym budynkiem i niewątpliwie najpiękniejszym.
Nie dziwi więc, że dworzec stał się ulubionym motywem maniewickiej kroniki fotograficznej. Na setkach archiwalnych zdjęć widać, jak mieszkańcy pozując na jego tle zawsze byli dumni ze swojego zabytku.
Dworzec został wzniesiony w 1905 r., zaledwie trzy lata po uruchomieniu linii kolejowej łączącej Kijów z Kowlem. Trudno dziś wyobrazić sobie, że 120 lat temu wokół tego urokliwego «zameczku» na szczycie łagodnej wydmy rosły jedynie rozłożyste sosny. Maniewicze dopiero się kształtowały, a dworzec stał się punktem, od którego miasteczko zaczęło się rozrastać.

Pierwsza znana fotografia dworca, ok. 1905–1906
Dworce na tej linii budowano przez kilka lat po otwarciu kolei. Ich architektura świadczy, że wiele z nich zaprojektował ten sam autor. Wskazują na to zarówno podobieństwa w rzutach i bryłach budynków, jak i poszczególnych elementów, takich jak wieże, kute balustrady, pseudostrzelnice, ceglane ornamenty, gzymsy czy łukowe obramowania okien. Badacze przypuszczają, że twórcą tych projektów był młody architekt Eugeniusz Stanilewicz.
Na początku XX wieku wzdłuż linii Kijów–Kowel powstały dworce kilku typów, oparte na podobnych projektach. Maniewicki również nie był wyjątkiem – jego wierną kopią był dworzec w Malinie, oddalonym o 100 km od Kijowa. Niestety, tamten został zniszczony podczas II wojny światowej i odbudowany później w innej formie. Dzięki temu dworzec w Maniewiczach jest dziś niepowtarzalny nie tylko w skali regionu, ale i całej Ukrainy, co czyni go rozpoznawalnym wśród miłośników architektury, nawet tych, którzy nigdy nie widzieli go z okna pociągu.

Elewacja dworca od strony peronów na projekcie z początku XX wieku
W 1905 r. dworzec posiadał dwie poczekalnie, działały tu poczta, telegraf, bufet i kuchnia. Wokół powstało kilka budynków mieszkalnych, podziemne chłodnie, wieża ciśnień, kuźnia, a nawet łaźnia. Generalnie projekt stacji kolejowej zakładał budowę około 30 obiektów, w tym wytyczenie placu przydworcowego. W ten sposób stacja stała się nie tylko węzłem komunikacyjnym, ale także rdzeniem całego osiedla, które zaczęło się wokół niej kształtować.
Choć czas odcisnął piętno na jego wyglądzie, wciąż pozostaje symbolem dla mieszkańców i tych, którzy związali z nim swoje życie. Jurij Leja, wiodący inżynier stacji w Kowlu, który do 1 maja tego roku był zawiadowcą stacji Maniewicze, podzielił się swoimi wspomnieniami.
«W 1995 r. zacząłem pracować na sąsiedniej stacji kolejowej Trojanówka. To wtedy po raz pierwszy zobaczyłem dworzec w Maniewiczach. Do dziś pamiętam, jak bardzo zachwyciła mnie jego architektura, choć wcześniej widziałem wiele wołyńskich dworców. Po 15 latach właśnie ten budynek stał się moim miejscem pracy. W tamtym czasie zarówno na dworcu, jak i na całej stacji tętniło życie. Gdy w 2010 r. zostałem zawiadowcą stacji, miałem pod sobą 28 pracowników. W dziale spedycji wrzała praca, codziennie ładowano po 50 wagonów, a kolejka do kasy biletowej sięgała czasami drzwi wejściowych» – wspomina Jurij Leja.
Dodał, że dziś ruch na stacji jest znacznie mniejszy, zarówno pasażerski, jak i towarowy. No i czas nie obszedł się łaskawie z samym dworcem. Elewacje i wnętrza wymagają fachowej renowacji, w tym naprawy przeciekającego dachu i odnowienia oryginalnych detali.
«Cztery lata temu pojawiła się nadzieja na renowację. Ekipy specjalistów kilkukrotnie odwiedzały dworzec, ostatnio 16 lutego 2022 r. Tydzień później w kraju wybuchła wojna, która oczywiście pokrzyżowała wszystkie plany. Mimo to dworzec pozostaje perełką Maniewicz, wciąż zachwycając mieszkańców, podróżnych i gości» – podkreśla Jurij.
Słowa maniewickiego kolejarza przypominają, że dworzec, mimo zaniedbania, pozostaje architektoniczną wizytówką miasteczka. Jego oryginalne kształty i detale wciąż przyciągają uwagę badaczy. O wartości tej budowli opowiedziała «Monitorowi Wołyńskiemu» profesorka, kierowniczka Katedry Architektury i Projektowania Środowiskowego Narodowego Uniwersytetu Gospodarki Wodnej i Zarządzania Zasobami Naturalnymi, dr hab. inż. arch. Olga Mychajłyszyn.
«Dworzec kolejowy w Maniewiczach jest typowym przykładem architektury obiektów tego rodzaju, które na przełomie XIX i XX wieku licznie budowano w Imperium Rosyjskim wzdłuż nowych szlaków kolejowych, takich jak linia Kijów–Kowel. Został wzniesiony według jednego z typowych projektów, zrealizowanych poza Maniewiczami także w Malinie, Buczy, Powursku, Rokitnie i Teterowie. Jednak to właśnie budynek dworca w Maniewiczach najlepiej zachował się do dziś pod względem zgodności z pierwotnym projektem. Jest jedynym z wybudowanych, który przetrwał do naszych czasów w maksymalnie zachowanym, zważywszy na okoliczności historyczne, pierwotnym stanie» – twierdzi badaczka architektury.
Podkreśliła, że wizerunek budynku wyróżnia się harmonijną równowagą, bogactwem dekoracji i surowością form, charakterystyczną dla obiektów wznoszonych pod wpływem historyzujących i racjonalistycznych trendów w architekturze końca XIX wieku.
«Eklektyczne połączenie i interpretacja elementów zaczerpniętych z architektury romańskiej i gotyckiej nadają dworcowi stylistyczną wielowymiarowość, a ogólna kompozycja bryły i elewacji, z odejściem od symetrii, może świadczyć o wpływie architektury secesji początku XX wieku» – zaznaczyła Olga Mychajłyszyn.
Wystarczy spojrzeć na dworzec, by dostrzec elementy gotyckiej katedry, średniowiecznej fortyfikacji czy romańskiej świątyni. Jeszcze 40 lat temu na zachodniej elewacji widniał rok budowy, przypominający o początkach Maniewicz. Niestety, ten element budynku, wraz z całym frontonem, rozebrano pod koniec lat 80. XX wieku z nieznanych powodów.

Dworzec w Maniewiczach na zdjęciach z różnych epok
Przez 120 lat dworzec był świadkiem tysięcy radosnych spotkań, dramatycznych pożegnań i ważnych wydarzeń. Był bramą do wielkiego świata i ostatnim, co widzieli mieszkańcy Maniewicz, wyruszając stąd, często by nigdy nie wrócić. Nad jego wieżami przetoczyły się dwie wojny światowe. Pisownia nazwy stacji zmieniała się wraz z państwami i reżimami, lecz dworzec wciąż stoi. Jego serce nadal bije w rytmie kolejowych kół i człowieczych losów.
120-lecie dworca to okazja, by uczcić jego historię, ale też przypomnieć o wyzwaniach, przed którymi stoi. W tych trudnych czasach dworzec w Maniewiczach wciąż jest symbolem niezłomności i pamięci. Gdy wojna się zakończy, ten wyjątkowy zabytek będzie czekał na renowację, by odzyskać swój dawny urok.
Więc, nawet bez biletu na pociąg, odwiedź dworzec, by dotknąć tej fascynującej żywej historii.
Roman Pawluk
Na głównym zdjęciu: Dworzec w Maniewiczach dzisiaj. Fot. Roman Pawluk