Jest taki wiersz Marii Konopnickiej «A jak poszedł król na wojnę…», którego treść, mimo że wiele wody upłynęło od czasu, gdy został napisany, wydaje się być niestety niezwykle aktualna.
«(…) A jak poszedł Stach na boje,
Zaszumiały jasne zdroje,
Zaszumiało kłosów pole
Na tęsknotę, na niedolę...
A na wojnie świszczą kule,
Lud się wali jako snopy,
A najdzielniej biją króle,
A najgęściej giną chłopy (….)»
Jeszcze wczoraj jeden Stach orał pole, inny był kierowcą autobusu, a jakiś kolejny piekł chleb w piekarni albo malował pokój córce. Żyli, oddychali, narzekali na bolące plecy lub zadrę za skórą na palcu, cieszyli się z pierwszych słów synka, z podwyżki, z udanych zbiorów. Planowali przyszłość. Ciułali do skarpety wszystkie grosze na nowy dom, na wymarzony urlop, na studia dla dzieci.
Zwykli, normalni ludzie. Żony czasem suszyły im głowy o nienaprawiony, cieknący kran, o niedoklejoną tapetę, o to, że na ostatnich imieninach u wuja Aleksandra wypił jeden z drugim o dwa kieliszki za dużo i potem było nieprzyjemnie. Bo jak wiadomo po alkoholu Stach dostaje małpiego rozumu i wydaje mu się, że jest lwem salonowym i zaczyna kokietować ponad wszelką miarę małżonki kuzynów. Ponieważ takie zachowanie nigdy nie uchodzi na sucho, więc efekt umizgów wszystkich Stachów świata łatwy jest do przewidzenia.
Wydawać by się mogło, że taki stan rzeczy będzie trwał wiecznie. Ludzie, zaganiani wokół swoich małych i większych spraw, będą swoje życie wieść nie przeszkadzając sobie wzajemnie zbyt mocno. Czasem jeden drugiemu nadepnie trochę na odcisk, obrazi się na rok albo jeden dzień i to wszystko. Potem wszystko między dwoma Stachami wraca do normy, a inni ludzie nawet nie mieli zielonego pojęcia, że coś między nimi zgrzytało.
Aż pewnego dnia jeden z możnowładców postanawia, że zagra sobie w szachy – z tą tylko różnicą, że zamiast figur wyrzeźbionych w drewnie ma żywych ludzi, których jak pionki przestawia, gdzie chce, i robi z nimi, co chce. Sam, «odważny» wielce, oklaskiwany i odbierający hołdy siedzi sobie bezpiecznie wiele setek kilometrów od linii frontu wojny, którą wywołał.
Możnowładcy krzyczą zawsze o odwadze, nawołują do poświęceń i bohaterstwa, na które sami nie mają najmniejszej ochoty. Tak oto jesteśmy świadkami kolejnego paradoksu, o którym Pablo Neruda powiedział tak: «Na wojnach zabijają się nawzajem ludzie, którzy zupełnie się nie znają, w imię interesów ludzi, którzy się doskonale znają, ale się nie zabijają».
Ciułać do skarpety, a więc oszczędzać, zbierać, gromadzić pieniądze.
Suszyć komuś głowę, czyli mieć o coś do kogoś pretensje, chcieć by coś zrobił.
Dostawać małpiego rozumu oznacza zachowanie niepoważne, nierozsądne, głupie.
Lew salonowy to osoba, która jest bardzo towarzyska, zabawna i lubi być w centrum uwagi.
Coś nie uchodzi na sucho, czyli nie pozostaje bezkarne.
Nadepnąć komuś na odcisk, czyli urazić kogoś, obrazić, sprawić przykrość.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG