Proponujemy uwadze Czytelników artykuł Mariana Małuszyńskiego poświęcony zamkowi łuckiemu. Należy zaznaczyć, że publikacja ta stanowi część obszernej monografii napisanej przez niego w 1938 r., która nigdy nie została wydrukowana.
W artykule «Turystyczno-krajoznawczy ruch na Wołyniu. 1938 rok» (patrz nr 14 z dnia 18.07.2024 r.) wspominaliśmy, że Zarząd Oddziału Łuckiego Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego zlecił doktorowi Marianowi Małuszyńskiemu napisanie monografii.
Oto wzmianka w czasopiśmie «Ziemia Wołyńska», nr 4 z roku 1938:
«Na zamówienie Zarządu Oddziału Łuckiego dr Marian Małuszyński z Warszawy opracowuje monografię średniowiecznego Łucka. Właściwie będzie ona obejmować okres do inkorporacji Wołynia do Korony. […]
Już dziś możemy podać na podstawie informacji autora, ze praca jego zawierać będzie około 100 stron druku. Traktować będzie o nazwie miasta, rozwoju terytorialnym, ustroju, stosunkach wyznaniowych, sytuacji gospodarczej, a zakończenie stanowić będzie kronika ważniejszych wydarzeń. Całość uzupełnią 3 plany oraz streszczenie kilkudziesięciu dokumentów, tyczących się lego okresu dziejów Łucka. Praca ukaże się w druku jeszcze w bieżącym półroczu».
Jednak ani w tym półroczu, ani w następnym, tj. w 1939 r., monografia się nie ukazała. Przyczyny nie są nam znane, choć dzieło rzeczywiście powstało. Następnie był 1 września 1939 r., kiedy wybuchła II wojna światowa. W efekcie Wołyń znalazł się w granicach Ukraińskiej SRR, a dzieło polskiego badacza nigdy nie ujrzało światła dziennego.
Co prawda w niektórych opracowaniach można znaleźć wzmiankę o wydaniu monografii Małuszyńskiego, ale mija się to z prawdą. Wydaje się, że badaczy mógł zmylić artykuł, który ukazał się w nr 8–9 «Ziemi Wołyńskiej» w 1938 r. oraz ponownie w formie broszury. Lecz ten artykuł, zatytułowany «Z dziejów zamku łuckiego», był tylko fragmentem monografii, czyli krótką jej częścią.
W «Ziemi Wołyńskiej» ukazało się jeszcze kilka publikacji Mariana Małuszyńskiego na temat średniowiecznego Łucka. Wydaje się, że to także fragmenty tej monografii. Planujemy także ich publikację.
Na razie prezentujemy pełny tekst artykułu «Z dziejów zamku łuckiego». Jest bardzo prawdopodobne, że oryginalny tekst został skrócony na potrzeby czasopisma, dlatego miejscami zauważalny jest brak przejść do innego tematu. Nie ma jednak wątpliwości, że artykuł jest naprawdę warty przeczytania.
***
Z dziejów zamku łuckiego
Nie wiemy, kiedy w Łucku zbudowano pierwszy gród, w którym ludność mogła się schronić w razie niebezpieczeństwa. Najstarsze wzmianki o Łucku w kronikach ruskich sięgają końca XI wieku. Już wtedy miał gród ten duże znaczenie na Wołyniu. Otoczony był fosą i wałem, umocnionym może jeszcze w jakiś sposób drzewem, na wale wznosił się zapewne rodzaj drewnianego przedpiersia, chroniącego obrońców od pocisków nieprzyjaciela i pozwalającego im na bezpieczne ostrzeliwanie oblegających. Składać się musiał ten najstarszy gród z dwu części: wewnętrznej, położonej nad Styrem, zwanej dziecińcem-dietińcem prawdopodobnie od dietskich, najbliższego otoczenia księcia, i zewnętrznej, okalającej pierwszą ze wszystkich niemal stron i stąd nazwanej okólnym grodem. Rzadziej nosi ona nazwę przygródka. Prawdopodobnie ze słowa dzieciniec-dietiniec powstał nasz dziedziniec. W dziecińcu stał dom drewniany do użytku księcia i jego otoczenia, mamy też wiadomości, że już w pierwszej połowie XIII wieku wznosiła się tam katedralna cerkiew.
Zdaje się, że okólny gród był zabudowany znacznie gęściej. Stała tu starożytna cerkiew św. Dymitra, pochodząca z XII wieku, a może nawet z jeszcze wcześniejszych czasów. Wiadomo nam, że była tam i druga cerkiew św. Jakóba Apostoła. To wskazuje, że okólny gród musiał mieć stałych mieszkańców, ale mało o nich wiemy.
Może to byli ci «hrażanie», co potrafili na wiecu wpływać decydująco na los całego księstwa. Z ich potęgą polityczną nie licują typowo miejskie zatrudnienia handlem i rzemiosłem. Drobni kupcy i rzemieślnicy, stanowiący większość późniejszych mieszczan, nigdy żadnych ambicyj politycznych nie zdradzali. Może «hrażanie» byli potomkami drużynników książęcych, a w części przynajmniej przodkami szlachty późniejszej i opierali swe znaczenie na posiadanych przez siebie majątkach ziemskich. Trudno tę kwestię rozstrzygnąć.
W każdym razie zabudowania grodu łuckiego były całkowicie drewniane i nie odznaczały się wielkimi rozmiarami. Może z wyjątkiem cerkwi kryły się wszystkie za wysokim wałem. Ten wał z basztami, a nie budynki za nim, był najbardziej charakterystyczną cechą grodu i decydował o jego zewnętrznym wyglądzie.
Gród w Łucku przetrwał wiele burz wojennych, nawet wielki najazd tatarski i dopiero w 1261 r. na rozkaz Burondaja został zburzony. Sądzić należy, że go później odbudowano. Kronikarze ruscy nie przekazali nam żadnego opisu grodu łuckiego i pierwotną jego postać musimy odtworzyć głównie przy pomocy porównań z innymi grodami ruskimi. Wiadomo, że miały one fosy, wały, nieraz drzewem obłożone i gliną obrzucone, na wałach przedpiersie, zwane «zaboroło», drewniane baszty stanowiły również dawno znany element fortyfikacyjny. W podobny sposób musiał być obwarowany i Łuck.
XIV wiek przyniósł zagładę drewnianemu grodowi łuckiemu. Lubart kazał go otoczyć murem, nie zadowoliły go dawne umocnienia z ziemi i drzewa. Były to chyba pierwsze mury, wznoszone w Łucku.
Nie potrafimy ustalić dokładnej daty, kiedy się to stało. Niekiedy podawana data 1325 r. nie ma właściwie żadnego uzasadnienia.
Najpewniej prace przy wznoszeniu murów trwały dłuższy czas, może parę lat. Zaczęto je chyba koło połowy XIV wieku. Może skłoniła Lubarta do tego przedsięwzięcia długa i ciężka wojna z Kazimierzem Wielkim.
Nie wiemy również, skąd Lubart sprowadził mistrza, który tego dzieła dokonał. Łączyły wtedy Wołyń stosunki handlowe z ziemiami zakonnymi, szczególnie z Toruniem, ale żywy był też związek ze Lwowem, z dawną Rusią halicką. Nieznany nam mistrz pochodzić mógł zarówno z północy, jak i południa. Był to raczej dobry rzemieślnik, niż architekt, obdarzony twórczą wyobraźnią i polotem. Ograniczył się on tylko do wzniesienia muru na dawnym wale i zaopatrzenia go w baszty. Kunszt należytego kładzenia cegły i łączenia jej mocną zaprawą nie przedstawiał dla niego żadnych tajemnic.
Dzisiejszy stan ruin zamku wymownie świadczy o sumienności, z jaką pracował. Może Lubart udzielał mu jakich wskazówek. W każdym razie żadnego murowanego basztu książęcego nie było. Lubartowi wystarczał drewniany dom, w którym widać czuł się całkiem dobrze. Najpewniej udało mu się obmurować w całości tylko dzieciniec, który później nazywano zamkiem wewnętrznym lub górnym. Jego ruiny w dość dobrym stanie dochowały się do dziś. Może zaczął murować zamek okólny, ale go nie dokończył.
Według tradycji z XVI wieku Świdrygiełło miał też jakieś obwarowania na zamku łuckim murować, ale niczego większego nie dokonał. Dzierżawca myta łuckiego, Lerin Herisz, żyd krakowski, podaje w sprawozdaniu z 1503 r., że wydał 215,5 kopy na murowanie zamku i krycie dachów. 200 kop wydał prócz tego na zrobienie 300 000 cegły i kupno wapna. Widać z tego, że Aleksander Jagiellończyk dbał o zamek łucki i może prowadził dalej mury okólnego zamku, ale nie udało mu się również tego przedsięwzięcia dokończyć.
Już w XV wieku, a sądzić należy, że i nieco wcześniej też, zamek okólny był podzielony na «podworja», stanowiące własność szlachty osiadłej w powiecie łuckim. Można je było zamieniać lub sprzedawać. Na «podworjach» tych budowano domy, przeprowadzono nawet ulicę. W połowie XVI wieku liczono ich 30.
Obowiązkiem tejże szlachty było utrzymywanie w należytym stanie «horodni». Był to rodzaj blokhauzów drewnianych, obrzuconych gliną, na których spoczywały oblanki, chodniki, którymi można było przejść bezpiecznie pod osłoną blanków od jednej wieży do drugiej. Ubożsi łączyli się po kilku razem na wystawienie jednej horodni.
Na wschód od bramy okólnego zamku, znajdującej się przy zbiegu ul. Dominikańskiej i Karmelickiej, ciągnęła się jeszcze w połowie XVI wieku drewniana ściana. Składała się ona z wielkich i byle jak zbudowanych horodni. Między nimi wznosiły się cztery drewniane wieże. Wszystko razem było w takim stanie, że zdaniem lustratora chwalić nie było czego.
Na zachód od bramy ciągnął się mur, zaopatrzony też w cztery wieże. Niestety i on miał wielką szczelinę, która gwałtownie domagała się naprawy. Wzdłuż muru stały horodnie, mające służyć za miejsce schronienia w razie niebezpieczeństwa. Niemal wszystkie były w bardzo lichym stanie.

Baszta zamkowa. Zdjęcie 1934 r.
Genetycznie horodnie wywodzą się z dawnego sposobu budowania umocnień. Stawiano dwie równoległe mocne ściany drewniane, gęsto łączone poprzecznymi przegródkami, poszczególne komory-horodnie fasowano ziemią, zewnątrz obrzucano gliną i ściana, a zarazem wał grodu był gotowy. Stąd pochodzą horodnie na zamku łuckim, które za osłoną muru przekształciły się w izby do pewnego stopnia mieszkalne.
Ta część umocnienia okólnego zamku, która składała się z drewnianych, licho zbudowanych i wewnątrz ziemią nie nafasowanych horodni, pod względem wojskowym nie przedstawiała żadnej wartości. Wszystkich horodni na zamku okólnym liczono około 70. Na górnym nie było ich wcale. Zdaje się, że od czasów buntu Chmielnickiego w ogóle przestano je budować. Muru okólnego zamku bodaj też nie dokończono. W rezultacie Łuck jako miejscowość umocniona już w XVII wieku nie mógł wchodzić w rachubę.
Pierwszy murowany dom na użytek panującego zaczął budować na górnym zamku w połowie XVl wieku biskup Falczewski. Miał ten budynek długości 28 sążni, szerokości 6, a wysokości 10. Kryty był dachówką. Stały też i stare drewniane «choromy» bardzo już zrujnowane. Katedralna cerkiew już wtedy była murowana. Na dolnym zamku prócz wspomnianych poprzednio cerkwi św. Dymitra i Jakuba biskup Falczewski zaczął murować katedrę katolicką, pierwotnie zbudowaną z drzewa.
Wcale nie wiemy, jak przedstawiało się zaopatrzenie w broń grodu łuckiego w dawniejszych czasach. Dopiero z połowy XVI w. mamy o tym pierwsze wiadomości. Okólny zamek wtedy żadnej broni nie posiadał. Na górnym było w 1545 r. 10 dział przeważnie małych, pozbawionych kół i okuć, rozlokowanych na wieżach. Jedno duże stało na ziemi, a jedno spaliło się podczas pożaru zamku. Zostało po nim 45 kamieni spiżu. Było nadto 31 dobrych hakownic, ręcznych strzelb dużego kalibru, zaopatrzonych w hak pod lufą do oparcia w strzelnicy. Liczono też 5 kijów, prymitywnych strzelb, składających się z rury i zapału tylko. Te były w strzelaniu niepewne.
Amunicji do tej całej «armaty» miano bardzo skąpo. Do hakownic kul było ledwie 250, a prochu 5 kamieni; do rusznic zaś 192 kule i 1,5 kamienia prochu. Nadto znaleziono jeszcze po 12 kamieni ołowiu, saletry i prochu do dział, a także 2 kamienie siarki. Był wprawdzie puszkarz zamkowy, ale od starosty nie dostawał żadnych pieniędzy, więc niczego nie mógł zrobić. Żadnych zapasów żywności nie było. Nie miał też zamek studni ani «potajnika» – ukrytego przejścia do rzeki, bo Styr płynął tuż za ścianą zamkową.
Lustracja z 1552 r. przynosi nam kilka nowych szczegółów. Do większych 20.IV dział kul nie było wcale, z mniejszych żadne nie miało 30 kul nawet. Były one wielkości gęsiego lub kaczego jaja, żelazne, oblane ołowiem. Hakownic liczono 65, niektóre bez kurków, ale kul do nich tylko 206. Zapas prochu, ołowiu i saletry w porównaniu z lustracją 1545 r. zmniejszył się. Wydaje się, że o zaopatrzeniu zamku łuckiego w broń poważnie myślano ostatni raz gdzieś na przełomie XV i XVI wieku. Niebezpieczeństwo tatarskie było wtedy szczególnie groźne. Później już nowej broni nie kupowano, a to, co się z tych czasów zostało, niszczało powoli.
Jedno tylko dłuższe oblężenie wytrzymał zamek łucki. Mianowicie w 1431 r. Jagiełło obiegł w nim zwolenników zbuntowanego Swidrygiełły. Działania wojenne większej szkody nie przyniosły, gorszy okazał się pożar.
Król Zygmunt I w 1538 r. potwierdza prawa Macieja Uhrynowskiego, ziemianina kijowskiego, do posiadanych przez niego majątków, ponieważ jego dawniejsze dokumenty spaliły się podczas pożaru zamku łuckiego. Pożar ten mógł zdarzyć się albo w tym samym roku, albo w poprzednim. Szlachcic w razie zagubienia dokumentów długo nie czekał, tylko zaraz starał się o nowe. Spaliły się wtedy dawne gotyckie hełmy na basztach, zastąpione w drugiej połowie XVI wieku przez renesansowe attyki.
Kozackie bunty zadały silny cios zamkowi łuckiemu. Według lustracji z lat 1660 – 1663 nie miał on już żadnego blankowania, ani dachów na wieżach. Wszystkie sklepienia i powały upadły. Mury zostały nadwątlone, a strzelby nie było żadnej. Na przygródku stało wiele szlacheckich dworów i kamienic. Zamek już wtedy był ruiną, której nikt nie myślał naprawiać. Jedynie w 1789 r. starosta łucki i stolnik litewski, Józef Czartoryski, kazał rozebrać resztki dawnego pałacu królewskiego i zbudować parterowy dom murowany dla sądu i archiwum. Z murów zamku okólnego ostała się drobna cząstka tylko. Nawet nie wiemy, kiedy uległy one zniszczeniu. Najpewniej w epoce rozbiorów rozebrali je powoli mieszczanie, korzystając z braku dozoru.
Rząd rosyjski zamkiem i innymi zabytkami Łucka mało się interesował. W 1859 r. miano już sprzedać na rozbiórkę jedną basztę zamkową, grożącą rzekomo zawaleniem się, ale na to nie zgodził się naczelnik «jugo-zapadnago kraja». Wydelegowany przez niego inżynier w 1864 r. stwierdził, że baszta jest w dobrym stanie, a zamku nie godzi się niszczyć. Po tym orzeczeniu 16 lat trwała korespondencja z różnymi urzędami, ale żaden nie chciał ponosić kosztów konserwacji zamku, choć wszyscy zgadzali się, że ten ciekawy zabytek całkowicie na nią zasługuje.

Wieża zachodnia Zamku Łuckiego. Rytownik Edward Gorazdowski
Wreszcie w 1881 r. Łuck otrzymał «gorodowoje położenije» i jako samorządna gmina miejska został obciążony opieką nad zamkiem. Władze miejskie zaczęły sprawowanie tej opieki od wystosowania w 1885 r. prośby o zasiłek 4000 rubli. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zgodziło się, że zamek konserwacji wymaga, ale nic nie dało. Rada miejska postanowiła odwołać się do ofiarności mieszkańców Łucka, ale tę uchwałę unieważniono, jako nieprawną.
Nadmienić trzeba, że w tym czasie mury zamkowe otoczone były starymi domkami z gontowymi mansardowymi dachami i gankami, na kolumnach wspartymi. Stare domy niszczały, a na ich miejsce powstawały nowe, kryte już blachą, ale za to całkowicie bezstylowe. Ostatecznie w 1887 r. rada miejska wyasygnowała na naprawę zamku 228 rb., w 1888 – 232 rb. i w 1890 – 163 rb. Nadto zużytkowano cegłę z budynków bernardyńskich, oddanych miastu. Ta suma 623 rb. stanowi wszystko, co wydano na konserwację zamku za rządów rosyjskich.

Łuck, główne wejście do zamku Lubarta. Pocztówka 1918 r.
Podmurowano ściany i baszty, żelazami związano szczeliny, zamurowano przejście w murze i zniwelowano wnętrze dla ułatwienia spływu wody. Więcej miasto zrobić nie mogło i postanowiło dalej starać się o konserwację na koszt państwa.
Jednocześnie inżynier Szczygielski wniósł pismo do generał-gubernatora kijowskiego o konieczności konserwacji zamku i dołączył do niego kosztorys na 3551 rb. Zajmowała ta sprawa również historyka O. Lewickiego, który wskazał, że można tę sumę zmniejszyć przy użyciu gotowego materiału. Ale rada miejska nic nie mogła wyasygnować, a władze państwowe też nie kwapiły się z wydatkami. W 1910 r. inżynier-architekt K. Iwanicki opracował szczegółowy kosztorys. Imperatorska Archeologiczna Komisja uznała, że naprawa zamku jest bardzo konieczna, ale wybuch wojny w 1914 r. uniemożliwił wszczęcie prac restauracyjnych.
Sprawa konserwacji zamku w chwili obecnej jest tak samo nagląca, jak i przed wybuchem wojny światowej, ale też niestety ma na razie tak samo mało widoków na realizację.
***
Inne teksty z cyklu «Ziemia Wołyńska» można przeczytać tu.
(Ciąg dalszy nastąpi).
Anatol Olich
Na głównym zdjęciu: Widok na miasto z wałów zamku