Książę Józef Klemens Czartoryski jest postacią obecnie niemal zapomnianą. W swych czasach był dość znanym politykiem, ale mimo to pozostał w historii Wołynia jako budowniczy pierwszych dużych przedsiębiorstw przemysłowych na tym terenie.
Proponujemy uwadze czytelników artykuł «Twórca przemysłu wołyńskiego» autorstwa kierownika komitetu redakcyjnego «Ziemi Wołyńskiej» Juliana Niecia opublikowany w nr. 6–7 tego czasopisma z 1938 r.
Człowiek
Ostatni potomek koreckiej linii Czartoryskich, ostatni starosta grodowy łucki, ostatni stolnik W. Ks. Lit., przedostatni klucznik Wołyński, a pierwszy pionier podniesienia gospodarczego ziemi przodków zapadł w zupełną niepamięć potomności bodaj od chwili, gdy zawarło się nad nim wieko trumny. Historia obeszła się po macoszemu z księciem Józefem Klemensem Czartoryskim (1740–1810), świadectwo jego życiu wystawiło jeno dwóch pamiętnikarzy Kajetan Koźmian i wołyński Detiuk – Antoni Andrzejewski. I choć już Józef Ignacy Kraszewski, wędrując nad Korczykiem i Słuczą, biadał nad ruiną Korca, z którym najniesłuszniej upadła i chwała twórcy świetności miasta – nie znalazł się nikt, kto by zasługi księcia sumiennie ocenił i złożył przez to należne uznanie.

Portret Józefa Klemensa Czartoryskiego autorstwa Charles-Amédée-Philippe van Loo. Public domain
Nie był Czartoryski mężem politycznie znamienitym. Stąd też, w okresie zmagań prądów i ideologii, w czasie przełomowym, w którym na szali wypadków ważyła nie tyle systematyczna praca konstruktywna, ile impuls – a wielkością jego napięcia mierzono znaczenie jednostki – siłą rzeczy musiało przypaść księciu Józefowi Klemensowi w hierarchii życia publicznego dalsze miejsce. Zresztą on sam nigdy nie aspirował do sukcesów w tej dziedzinie.
Jako 24-letni młodzieniec odbył za jednym zamachem dwa poselstwa do Rzymu i Neapolu z uwiadomieniem o objęciu tronu przez St. A. Poniatowskiego – i od chwili powrotu (lato 1765 r.) odsunął się zupełnie od dworu, na którym jako królewski krewniak mógł mieć szanse szybkiej kariery. Usunął się do swych dóbr wołyńskich i dopiero po dwudziestoletniej przerwie, na gorące prośby Stanisława Małachowskiego, marszałka sejmu czteroletniego, powrócił w przededniu wielkich zmian w r. 1788 do aktywnego życia politycznego pod jednym zasadniczym warunkiem: «byle te konfederacje nie działy się ukradkiem, ani przemocą... Cel bowiem tych konfederacji tak czysty powinien być jak intencje nasze».
W okresie epokowych reform (1788–1792) reprezentował stanowisko wybitnie centrowe. Wedle koncepcji księcia stolnika zasadą polityki zagranicznej Rzeczypospolitej powinna być «neutralność uzbrojona», zaś wewnętrznej godzenie przeciwnych tendencji w imię jednego celu – dobra ojczyzny. I jak realizując pierwszą zasadę – na stanowisku posła polskiego w Berlinie – doczekał się niepowodzenia swej misji mimo, a może właśnie dlatego, że uprawiał politykę prusofilską wedle ówczesnych wersji tak skrajnie, iż dworowi berlińskiemu miał wręczyć miast listów uwierzytelniających instrukcje własne – tak w splocie wewnętrznych konfliktów odegrał wybitną rolę.
Sławnym winno się stać jego oświadczenie złożone późniejszym Targowiczanom, którzy, znając jego nieprzychylne stanowisko wobec reform i konstytucji majowej, starali się wykorzystać popularność Czartoryskiego i skłonić go do czynnego wystąpienia po swojej stronie. «Prawda, nie lubię rewolucji, ale miałbym za szelmę tego, który by chciał kraj burzyć». Centrowe stanowisko księcia, to nie była przesłowiona metoda złotego środka ani odruch oportunizmu, ale głęboko przemyślana, konsekwentnie stosowana racja polityczna taka, jaką widział i uznawał Czartoryski za najbardziej realną. I właśnie dla tej racji odsunięty przez obie strony, twórców, ustawy rządowej i twórców Targowicy, został przez wzajemnych antagonistów zdyskredytowany, ba obarczony obelgą: sot-dureń. Na stolniku sprawdził się jeszcze raz fakt, że w polu działania dwóch przeciwnych napięć, zatracają się wszystkie inne czynniki.
Już jednak wgląd z perspektywy historycznej każę gruntownie zrewidować sąd o księciu Józefie Klemensie jako działaczu politycznym i przyznać mu ważką rolę jeśli nie w całej Rzeczypospolitej to przynajmniej na jej wschodniej rubieży, w szczególności Wołyniu. Okazuje się dalej, że Czartoryski posiadał własną, oryginalną i twórczą indywidualność. Lecz ta strona, polityczna, działalności księcia była wprawdzie opacznie naświetlana, lecz mniej więcej znana; natomiast jest jeszcze druga, o której nic prawie nie wiemy prócz paru ogólników. To długoletnia, wytężona praca nad podniesieniem gospodarczym Wołynia, praca zajmująca wybitne miejsce w całokształcie odradzania się gospodarczego dawnej Rzeczypospolitej. W pierwszym rzędzie jej należy poświęcić baczniejszą uwagę.
Opracował Anatol Olich