«W latach II wojny światowej, uciekając przed wojną, moi krewni przenieśli się z Modryńca k. Hrubieszowa do Kostopola. Po krótkim czasie dziadek został zabrany na front. Potem trafił do łagru na Syberii» – mówi Tetiana Fedotowa.
Dzisiaj nasza rozmówczyni mieszka w Kostopolu w obwodzie rówieńskim. W jej rodzinnej historii – ewakuacja krewnych po niemieckim ataku na Polskę w 1939 r., życie na Krymie i powrót do małej ojczyzny.
Przeprowadzka do Kostopola
Rodziny Leonida Łukomskiego (1927–2000) i Julii Chmilewskiej (1937–2002), rodziców Tetiany Fedotowej, przed II wojną światową mieszkały niedaleko Hrubieszowa. Chmilewscy mieli dom we wsi Modryniec (obecnie Gmina Mircze w powiecie hrubieszowskim w województwie lubelskim).
«O krewnych po stronie ojca wiem niewiele. Dziadkowie nazywali się Maria i Antoni Łukomscy. Wiem, że mieli pięcioro dzieci: Leonida (mojego ojca), Michała, Aleksandra, Raisę i Wandę. Potem wszyscy rozjechali się po świecie.

Leonid Łukomski (siedzi) z przyjaciółmi. Kostopol, początek lat 50.
Kiedy Niemcy zaatakowały Polskę, rodzina uciekła spod Hrubieszowa do kolonii w pobliżu dzisiejszego Sosnowego (do 1946 r. – Ludwipol, obecnie region rówieński – aut.). Gdy byłam już starsza, ojciec woził mnie tam, pokazywał kolonię, w której mieszkali. Kuzynkę ojca zabili Niemcy. Była w ciąży, wkrótce miała urodzić. Tata mówił, że zadano jej liczne ciosy nożem w brzuch.
Potem rodzina przeniosła się do Kostopola. Kupili dom przy obecnej ulicy Szewczenki. Dziś już go nie ma. Został zburzony, a na jego miejscu wybudowano budynek wielomieszkaniowy. Dziadkowie zmarli wcześnie, babcia jako pierwsza – na polu, gdy kopała ziemniaki. Za nią odszedł dziadek. Byłam jeszcze mała, miałam chyba cztery lata. Prawie nie znałam swoich dziadków – mówi Tetiana Fedotowa.
Z Modryńca, ze względu na wybuch II wojny światowej, musieli wyjechać też Józef (1904–1967) i Zofia (1912–1980) Chmilewscy z córką Julią (matką naszej rozmówczyni). Józef wkrótce został zmobilizowany do armii radzieckiej.

Józef i Zofia Chmilewscy. 1937 r.
Najpierw zostali zakwaterowani na poligonie k. Równego, a po pewnym czasie – w Kostopolu, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się Szkoła nr 2. Była tam duża hala sportowa. Następnie rodzinie przydzielono mieszkanie w domu naprzeciwko – w zaułku Gorkiego 2 (obecnie zaułek Czubyńskiego – aut.). Ten dom wciąż stoi, podobnie jak stodoła, za którą moją mamę ukrywano przed Niemcami. Mówiło się, że Niemcy zabierają małe dzieci, dlatego moją mamę przed nimi chowano. Był jednak przypadek, kiedy mamę umieszczono za stodołą, a ona stamtąd wyszła. Na szczęście Niemiec tylko wyjął czekoladę i dał ją mamie.
Dziadka Józefa zabrano na front. Miał kontuzję. Później trafił do łagru na Syberii. Był represjonowany ze względu na pochodzenie. W 1947 – na początku 1948 r. dziadek wrócił do rodziny. Babcia mówiła, że szukali się nawzajem, zwłaszcza poprzez znajomych, pisali listy. Dziadek dowiedział się, że babcia z moją mamą zostały w Kostopolu, dlatego po zwolnieniu z łagru wrócił tutaj. Nie wiem, dlaczego nie wyjechali do Polski po powrocie dziadka. Nie wiem również, czy tego żałowali. Mama przez całe życie chciała wyjechać do Polski. Zostali jednak w Kostopolu. W 1950 r. dziadkom urodziła się druga córka, Eugenia, moja ciotka» – mówi pani Tetiana.

Klasa Julii Chmilewskiej. Julia stoi w drugim rzędzie piąta od lewej. Kostopol, koniec lat 40. – początek 50.

Rodzina Chmilewskich. Józef i Zofia z córkami Julią i Eugenią. Kostopol, początek lat 50.

Julia Chmilewska (po prawej) z młodszą siostrą Eugenią i kuzynką Wandą. Kostopol, początek lat 50.
Choć dziadek naszej rozmówczyni miał na imię Józef, w dokumentach został zapisany jako Josyp. Przeinaczono też nazwisko. Chmilewskimi zostali przez pomyłkę – do «Milewski» dopisano «Ch».
«Dorastałam faktycznie z dziadkiem Józefem i babcią Zosią. Rodzice pracowali, zostawiali mnie u dziadków. Babcia pracowała w zakładzie zaopatrzeniowym w Kostopolu, dziadek – w zakładzie wędliniarskim; wraz z innymi mężczyznami na wozach konnych rozwoził kiełbasy. Dziadek był bardzo dobry, spokojny. Niestety po kontuzji częściowo stracił słuch. Babcia zaś była twardą kobietą. Mówili, że nie bała się i wypędzała żołnierzy, gdy przyszli ich grabić» – dodaje nasza rozmówczyni.

Józef Chmilewski (na górze) przy pracy w zakładzie wędliniarskim. Kostopol, koniec lat 40. – początek 50.
Krym
Leonid Łukomski i Julia Chmilewska spotkali się w Kostopolu na tańcach. Ponieważ wówczas w mieście nie było kościoła katolickiego, pobrali się w prawosławnej cerkwi. W 1959 r. urodziła się im córka Tetiana.

Leonid i Julia Łukomscy. Kostopol, 1957 r.

Julia Łukomska (z domu Chmilewska) z córką Tetianą (w wózku). Po lewej – siostra Eugenia Chmilewska. Kostopol, ok. 1960 r.
«Tata był muzykiem. Grał w orkiestrze, występował z nią między innymi na weselach. Grał prawie na wszystkich instrumentach dętych. Generalnie wszystkie instrumenty muzyczne orkiestry były przechowywane w naszym domu. Chłopaki spotykali się u nas, zabierali je i jechali na wesele. Potem przywozili instrumenty z powrotem.

Leonid Łukomski siedzi pośrodku. Lokalna orkiestra «Czerwony meblarz». Kostopol, 1956 r.
Kiedy miałam 12 lat, rodzice przenieśli się na Krym. Ojciec nalegał na przeprowadzkę. Dlaczego? Wcześniej na Krym wyjechał jego starszy brat Aleksander. Utrzymywali ze sobą kontakt. Pewnego razu rodzina wujka Aleksandra przyjechała do nas w odwiedziny, a potem tata pojechał do nich. W końcu zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę. Sprzedaliśmy dom w Kostopolu i przeprowadziliśmy się do Bakczysaraju. Mieszkaliśmy tam w centrum, w pobliżu pałacu chańskiego. Mam nawet zdjęcie z rodzicami w tym pałacu. Tam, w Bakczysaraju, zatrzymaliśmy się na dwa lata. Mama pracowała w zakładzie piekarniczym, a ojciec – w gazowni, rozwoził gaz w butlach.

Leonid i Julia Łukomscy z córką Tetianą. Bakczysaraj, 1976 r.

Krewni w odwiedzinach u rodziny Łukomskich na Krymie. Tetiana Fedotowa (z domu Łukomska, pierwsza po lewej). Jałta, 1988 r.
Potem rodzice się rozwiedli i sprzedali dom w Bakczysaraju. Przeniosłyśmy się z mamą do Symferopola, a ojciec został w Bakczysaraju. Rodzice nie mieszkali ze sobą przez 25 lat» – wspomina Tetiana Fedotowa.
Spotkali się ponownie w 1999 r. Wówczas nasza rozmówczyni wychowywała już córkę Janę (ur. w 1991 r.).
«Tata trafił do szpitala w Symferopolu. Dzięki przyjaciołom znalazł mnie. Na początku stawiano mu różne diagnozy. Później okazało się, że miał raka czwartego stopnia. Powiedziano nam, że został mu co najwyżej miesiąc. Udało się zatrzymać go na tym świecie jeszcze cztery i pół miesiąca.
Bardzo dobrze pamiętam dzień, kiedy razem z matką i Janeczką poszliśmy do taty do szpitala. Rodzice przez te 25 lat nawet nie rozmawiali. W taki sposób się pogodzili. Swoje ostatnie dni tata spędził z mamą. Gdy umierał, czekał, aż mama wróci z pracy. Tak jakby chciał się z nią pożegnać.
Mama nie żyła po nim długo. Jakby przeczuwając to, nie pozwoliła na postawienie nagrobka dla taty. Powiedziała: «Nie trzeba. Jeszcze trochę zaczekajcie». Miała udar. Zmarła półtora roku po ojcu. Spoczywają obok siebie tam, w Symferopolu. Postawiliśmy im wspólny pomnik. Po raz ostatni byłam na ich grobie w 2013 r. – mówi pani Tetiana.
Powrót do rodzinnego miasta
Nasza rozmówczyni wróciła do Kostopola na początku 2005 r.: «Utrzymywaliśmy kontakt z krewnymi, w szczególności z moją ciotką Eugenią. Ma trójkę dzieci. Mieszkają tu również inni krewni. Po śmierci mamy rodzina namawiała mnie do przeprowadzki. Postanowiłam przenieść się z Krymu do Kostopola, by wrócić do rodzinnego miasta. Najpierw przeniosła się córka. Wysłałam ją kilka miesięcy wcześniej, by zaczęła nowy rok szkolny w miejscowej szkole. Zostałam dłużej, by sprzedać mieszkanie i zamknąć wszystkie sprawy. Córka miała 12 lat, kiedy przeniosła się do Kostopola z Krymu – tak samo jak ja, kiedy wyjechaliśmy z rodzicami do Bakczysaraju.
Tetiana Fedotowa ukończyła szkołę budowlaną w Symferopolu. Tam pracowała najpierw w zakładzie cukierniczym, a następnie w fabryce maszyn «Fiolent» – tu przez 16 lat zajmowała różne stanowiska. W Kostopolu zaś znalazła pracę w handlu.
«Teraz jestem na emeryturze. Niestety, musiałam walczyć o nią w sądzie: książeczka pracy została utracona, a Krym był już okupowany, dlatego trudno było odzyskać dokumenty» – mówi pani Tetiana.
Mówi, że od dziecka wiedziała, że ma polskie pochodzenie. Ponadto, gdy w ZSRR otwarto granicę, jeździła z rodzicami do rodziny w Polsce, w szczególności do Hrubieszowa, gdzie zostali krewni po matce.
«Utrzymywaliśmy kontakt z rodziną. Oni odwiedzali nas, my jeździliśmy do nich. W Hrubieszowie mieszkała rodzina Wandy Szczepaniuk – kuzynki mojej matki. Jej dzieci i wnuki rozjechały się po Polsce i dzisiaj mieszkają m.in. w Poznaniu i Wrocławiu. Inni moi bliscy z rodzinami przyjeżdżali później do nas na Krym. W Polsce mieszkała także Janina Kociach, jeszcze jedna kuzynka mojej mamy.

Z rodziną. W górnym rzędzie (od lewej): Julia Łukomska, Michał, Zofia i Józef Chmilewscy, Janina, Wanda

Kuzynostwo. Julia Łukomska po lewej stronie, jej siostra Eugenia – najmłodsza na zdjęciu, kuzynki Janina (stoi) i Wanda (siedzi), kuzyn Michał
Opowiem także, dlaczego nazwałam córkę Janą. Kiedy byłam w ciąży, pojechałam w odwiedziny do rodziny w Polsce. Ciocia Janka z mężem nie mieli dzieci. Kiedy przyjechałam, mąż cioci Wandy powiedział: «Jeśli będzie chłopiec, to będzie Jan, a jeśli dziewczyna, to Jana». Tak więc się stało» – mówi Tetiana Fedotowa.
Córka naszej rozmówczyni Jana od czterech lat uczy języka polskiego w sobotniej szkole przy Towarzystwie Kultury Polskiej w Kostopolu, do której uczęszcza ok. 50 dzieci. Włącza się także w organizację imprez z okazji różnych świąt.
«Mój wnuk Dmytryk uczy się w sobotniej szkole. Ja z kolei nigdzie nie uczyłam się polskiego, ale kiedy przyjeżdżam do Polski, łatwo się na niego przestawiam. To naturalne. Tata zawsze prenumerował polskie periodyki. Kiedy byłam mała, jeździliśmy do rodziny w Polsce. Dzieci szybko wszystko łapią. Teraz obserwuję to na przykładzie swojego wnuka. Dmytryk dobrze mówi i czyta po polsku. Uczymy się z nim polskich wierszy i piosenek» – mówi Tetiana Fedotowa.

Tetiana Fedotowa (z domu Łukomska). Kostopol, 2025 r.
Olga Szerszeń
Zdjęcia z rodzinnego archiwum Tetiany Fedotowej
