«Zaczęły mnie gnębić duchy przeszłości» – tak Konrad Janczura tłumaczył powstanie swojej książki «Przemytnicy». 4 października zaprezentował ją w Łucku.
Krytyk i prozaik Konrad Janczura przedstawił w Łucku swoją debiutancką powieść «Przemytnicy» (2017), której tłumaczenie na ukraiński ukazało się we wrześniu b.r. Na II Międzynarodowy Festiwal Literacki «Frontera» przyjechali również tłumacz książki Jurij Matewoszczuk oraz Jurij Zawadski, dyrektor tarnopolskiego wydawnictwa «Krok», które przygotowało książkę do druku.
«Dwóch chłopaków z małej wsi koło Lubaczowa stawia pierwsze kroki w zawodzie przemytnika. W bagażniku granatowego passata wożą przez ukraińską granicę papierosy Prima, wódkę Chlibnyj Dar, cukierki, chałwę i ketchup. (...) «Przemytnicy» to nie tylko thriller o prowincjonalnej mafii, ale i obraz podkarpackiej prowincji – anarchicznej i niechętnej obcym» – czytamy w adnotacji do utworu.
Konrad Janczura napisał tę powieść w oparciu o własne doświadczenia: «Historia powstania książki jest dosyć zawiła, tak jak moje młodzieńcze życie. Za młodu, kiedy mieszkałem w Lubaczowie na Podkarpaciu, tuż przy granicy polsko-ukraińskiej, pracowałem dla gościa, który się nazywał Sensej i którego osobiście nigdy nie poznałem. Robota polegała na tym, żeby wystać kilka godzin w kolejce na granicy w Korczowej, pojechać do pierwszego lepszego sklepu za granicą, wziąć papierosy, wódkę i ketchup, wrócić i rozwozić to biednym staruszkom, które handlowały tym dzień i noc».
Następnie były studia polonistyczne w Krakowie i po jakimś czasie powrót na Podkarpacie. «Tam zaczęły mnie gnębić duchy przeszłości i musiałem napisać książkę» – powiedział pisarz. Dodał, że zawsze chciał stworzyć powieść jednocześnie słowiańską, romantyczną i beatnicką: «Chciałem zostać jednocześnie Lermontowem, Dostojewskim i Kerouakiem. Jeśli chodzi o bohaterów, specjalnie użyłem takiej konstrukcji, takich dwóch postaci, w których wyraża się moja osobowość, a właściwie jej sprzeczności».
CZYTAJ TAKŻE: «FRONTERA» W ŁUCKU: POROZMAWIAJMY O TWÓRCZOŚCI
Podczas spotkania prowadzono rozważania również o stosunkach polsko-ukraińskich w przygranicznych miejscowościach, o trwającej jeszcze «cichej wojnie polsko-ukraińskiej» na granicy oraz o rodzącej się «swojskiej» polsko-ukraińskiej przyjaźni.
Poruszono też temat przyszłości kontrabandy. «Myślę, że przemyt zawsze będzie, tylko towar ulegnie zmianom» – podzielił się zdaniem Konrad Janczura. Dodał, że kontrabanda funkcjonuje nie tylko na polsko-ukraińskiej granicy: «Jest też na rumuńsko-mołdawskiej, serbsko-rumuńskiej, bułgarsko-węgierskiej itd. To jest esencja Europy Środkowej».
Pod koniec prezentacji podzielił się wrażeniami z pobytu w Łucku. Powiedział, że najbardziej ucieszyło go, że na spotkanie z poetą Serhijem Żadanem przyszło tak wielu ludzi – wypełnili całą salę w multipleksie. Następnie wyrecytował fragment wiersza Tarasa Szewczenki «Do Polaków», którego nauczył się jeszcze w liceum.
Wywiad z Konradem Janczurą oraz poetą Maciejem Robertem, który również uczestniczył w Festiwalu «Fronera», ukaże się wkrótce na łamach MW.
Tekst i zdjęcia: Natalia DENYSIUK
CZYTAJ TAKŻE:
«ZDECYDOWALIŚMY SIĘ NA ROZMOWĘ O TYM»: W ŁUCKU POKAZANO PRZEDSTAWIENIE O GRANICY POLSKO-UKRAIŃSKIEJ