Podglądanie innych ludzi jest rzeczą absolutnie naganną, którą karać powinno się z całą stanowczością. Podobnie rzecz się ma ze słuchaniem tego, co do obcych a niepowołanych i nazbyt ciekawych uszu nie powinno dotrzeć.
Bohater naszego eseju zgłosił się na ochotnika do Legionów Piłsudskiego, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a następnie służył w policji. Ponad półtora roku spędził za kratami i przeżył egzekucję w więzieniu w Łucku.
«W latach II wojny światowej, uciekając przed wojną, moi krewni przenieśli się z Modryńca k. Hrubieszowa do Kostopola. Po krótkim czasie dziadek został zabrany na front. Potem trafił do łagru na Syberii» – mówi Tetiana Fedotowa.
Jadą wszędzie tam, skąd każdy cywil z odrobiną zdrowego rozsądku ucieka, chroniąc życie swoje i rodziny. Mają wprawdzie kamizelki kuloodporne, hełmy na głowie i odpowiednie oznaczenia PRESS, ale to w żaden sposób nie gwarantuje im bezpieczeństwa, ani nie chroni przed snajperską kulą lub miną – pułapką.
Odkąd katedra Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku otrzymała organy z Niemiec, a stało się to w 1999 r., w świątyni regularnie odbywają się koncerty organowe. Instalacja tego instrumentu stała się ważną inwestycją w kulturę muzyczną miasta u progu nowego tysiąclecia.
«Jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić dyskusję na taki temat na festiwalu literackim. Jest to sesja publicznej terapii» – powiedział pisarz i wojskowy Bohdan Kołomijczuk podczas dyskusji pt. «Utrata». Utrata, podobnie jak miłość, nadzieja i wspólnota, to jedne z kluczowych tematów V Międzynarodowego Festiwalu Literackiego «Frontera», który w dniach 2–3 sierpnia ponownie zgromadził miłośników literatury w Przestrzeni Muzealnej «Zamek Okolny» w Łucku.
Taki jeden, no może dwa małe nałogi, drobne przyzwyczajenia będące codzienną rutyną, mogłyby być czymś bardzo przyjemnym. By nie rzec pożądanym przez przeciętnego Kowalskiego. Musiałyby wszakże spełniać pewien warunek. Byłyby to nałogi korzystne, nad zdrowiem psychicznym i fizycznym trzymające pieczę.
Kościół Świętej Anny, znajdujący się w Kowlu przy ulicy Werbyckiego, jest dobrze znany mieszkańcom i gościom miasta. Jednak znacznie mniej osób wie o jego poprzedniku, który był również pod wezwaniem Świętej Anny i stał na Starym Mieście.
Niedawno biblioteka «Monitora Wołyńskiego» wzbogaciła się o słownik biograficzny «Zostali na Wschodzie. Słownik inteligencji polskiej w ZSRS 1945–1991». Trzeci tom serii o tym samym tytule przekazał naszej gazecie redaktor naukowy tej publikacji Adam Hlebowicz.
Nasza rozmówczyni Halina Hrypycz urodziła się we wsi Niżnij Burłuk w Kazachstanie, gdzie jej rodzice Marian i Józefa Greniowie zostali wywiezieni wraz z krewnymi w 1936 r. W ojczyste strony w obwodzie chmielnickim powrócili dopiero po 12 latach.