Prawdziwa radość dla miłośników literatury elitarnej – ukazał się jubileuszowy tomik wybranych wierszy polskiej noblistki Wisławy Szymborskiej przetłumaczonych na język ukraiński. Wsparcia finansowego i organizacyjnego w tej sprawie udzielił Konsulat Generalny RP w Łucku oraz Fundacja Wisławy Szymborskiej w Krakowie.
Z okazji wydania tomiku «Wisława Szymborska. 100 wierszy» (można ją nabyć na stronie internetowej wydawnictwa «Krok») skontaktowaliśmy się z Andrijem Sawenciem – tłumaczem, redaktorem oraz autorem posłowia.
– Panie Andriju, w roku 2006 ukazała się Pana monografia «Poezja w tłumaczeniu: „Ukraińska” Szymborska». Przez długi czas tłumaczył Pan także wiersze tej polskiej noblistki. Czyli słynna autorka wciąż Pana fascynuje?
– Kilka dobrych lat żyłem, parafrazując tytuł jednego z wierszy poetki, pod jedną gwiazdą – i tą gwiazdą była właśnie Szymborska. Tłumaczyłem jej wiersze, pracowałem nad doktoratem poświęconym tłumaczeniom jej poezji na język ukraiński. Obroniony na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim doktorat wydałem jako monografię, opublikowałem dwa wybory jej wierszy w swoich przekładach. Co ciekawe, oba tomy ukazały się w Polsce. Pierwszym był zawierający 111 wierszy tom «Wersja wydarzeń», który ukazał się nakładem Wydawnictwa UMCS w 2005 r., a drugi, «Może to wszystko», został wydany przez Wydawnictwo BoSz w oprawie graficznej autorstwa Art Studio Agrafka w roku 2011. Książka ta stała się pokłosiem pobytu stypendialnego Romany Romanyszyn i Andrija Łesiwa w ramach programu Gaude Polonia. Oba wydania były dwujęzyczne, ale ukazały się w Polsce i skierowane były na rynek polski – do czytelników ukraińskich dotarła bardzo ograniczona liczba egzemplarzy. Z tego też powodu cały czas miałem z tyłu głowy, że to jeszcze nie koniec, że większy wybór moich przekładów powinien też kiedyś ukazać się w Ukrainie.
– Jak zrodził się pomysł wydania właśnie stu wybranych wierszy pisarki?
– Sam pomysł wydania nowego, szerszego wyboru w ramach Roku Szymborskiej należał do mojego dawnego przyjaciela Jurka Zawadskiego, poety i wydawcy z Tarnopola. To, że wierszy jest akurat 100, to zupełna umowność, ukłon w stronę 100-letniego jubileuszu poetki, podkreślony zresztą tytułem «100 wierszy». W moim przypadku to ponadto nawiązanie do Stanisława Barańczaka, który czasami w taki właśnie sposób opatrywał tytułami wybory swoich przekładów: «33 wiersze» Johna Keatsa, «44 opowiastki» Lewisa Carrolla i Edwarda Leara, «66 wierszy» George’a Herberta itp. Mógłbym też zrobić wybór o połowę większy, ale narzucono mi pewne limity objętościowe. Mam nadzieję, że tę uzupełnioną wersję również uda się wydać i nie trzeba będzie w tym celu czekać na jubileusz 150-lecia urodzin poetki.
– Jaki jest problem z tłumaczeniem tekstów Wisławy Szymborskiej?
– Słabo widzę możliwość zreferowania tego tematu w kilku zdaniach… Powiem tak: jednym z czynników, które sprawiają trudności tłumaczom wierszy Szymborskiej na całym świecie, jest zakorzenienie tych wierszy w żywiole języka – autentycznego, żywego, idiomatycznego, czasami wręcz potocznego. Jeśli tłumacz tego nie wyłapie, może uderzyć w patos – z racji swej wrażliwości poetyckiej, swoich wyobrażeń na temat tego, jak poezja powinna brzmieć. Z drugiej zaś strony przyjęte z góry założenie, że Szymborska to autorka wierszy wolnych, często skutkowało w praktyce tłumaczenia odejściem od elementów regularności, rytmiczności, na skutek czego zatracana była płynność tłumaczonych wierszy, w której można dopatrzeć się ukłonu w stronę tradycji poetyckiej, a wręcz zabawy z konwencją. W miarę tego, jak wrastałem w polszczyznę, zmieniała się moja perspektywa, dostrzegałem coraz to inne niuanse. Każda nowa edycja moich przekładów wiązała się zatem z ich solidną rewizją.
– Szczególną rolę w tekstach poetki odgrywa ironia. Widzimy, że ta technika wciąż nie traci na aktualności, a Szymborska jest szczególnie ważna w naszych trudnych czasach: wojen, agresji, ekspansji...
– Tutaj warto dokładniej rozłożyć akcenty. Co się tyczy ironii, owszem – jest znakiem szczególnym Wisławy Szymborskiej, a tak naprawdę moim zdaniem jest wręcz niezbędna do zachowania trzeźwego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość, na samych siebie – pod warunkiem, że ma też wymiar autoironiczny. Tyle że łatwo jest operować ironią w skali kosmicznej, uniwersalnej, bezosobowej, natomiast kiedy w polu naszego widzenia pojawia się tragedia jednostki czy zbiorowości będąca następstwem niesprawiedliwości, agresji, przemocy, bardzo ciężko jest sprawić, aby ironia kogoś nie zraziła.
Szymborskiej zresztą udawało się w sposób znakomity utrzymywać tę równowagę pomiędzy brzmieniem ironicznym bez staczania się w nihilizm i brzmieniem przejmującym bez ocierania się o patos. Owszem, jej dojrzewanie przypadło na okres wojny, co w dużym stopniu ją ukształtowało, z kolei w późniejszych latach poetka jak mało kto była świadoma, iż to nie jest tak, że «trudne czasy» przychodzą i przemijają – nie, one zawsze są tutaj, na tej planecie. Przecież nasze życie w pokoju nie oznacza, że gdzie indziej na kuli ziemskiej nie jest siane zniszczenie, że ludzie nie umierają z głodu, z pragnienia, nie są zabijani czy torturowani. Właśnie między innymi przez to jej przesłanie jest tak uniwersalne. Dlatego też wybroniłem się przed pokusą zawarcia w posłowiu odniesień do trwającej obecnie wojny ukraińsko-rosyjskiej. Czytelnicy bowiem sami znajdą w wierszach odniesienia do otaczającej nas rzeczywistości, dotrą do stwierdzeń mówiących prawdę o wszystkich wojnach, które były, są i niestety jeszcze będą.
– Jest Pan znanym badaczem przekładu, zajmował się Pan problemem przekładów Wisławy Szymborskiej na język ukraiński. Na czym polega siła przetłumaczonego przez Pana wyboru w porównaniu z tłumaczeniami Hryhorija Koczura, Jaryny Senczyszyn, Dmytra Pawłyczki, Ołeksandra Hordona i wielu innych?
– Tak sformułowane pytanie zakłada na wstępie, że moje przekłady są lepsze, ja natomiast nie mam w sobie żyłki do autopromocji, wywyższania się kosztem innych. Nie da się ukryć, w książce i artykułach poświęconych analizie ukraińskich przekładów Szymborskiej tropiłem potknięcia czy błędy swoich poprzedników, w tym literatów o wielkiej renomie. W momencie jednak, gdy wypuszczam w świat własne tłumaczenia, wolałbym o nich nie mówić – niech w ich sprawie wypowiada się ktoś całkiem bezstronny.
– Proszę powiedzieć, kto przyczynił się do wydania książki Szymborskiej w Ukrainie?
– Oczywiście w pierwszej kolejności to wspomniany już Jurij Zawadski, właściciel wydawnictwa «Krok», który wziął na siebie cały ciężar organizacyjny tego przedsięwzięcia. Tom ukazał się dzięki wsparciu Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Łucku i osobistemu zaangażowaniu konsula Mateusza Marszałka. Partnerem w ramach projektu była oczywiście Fundacja Wisławy Szymborskiej, której niestrudzony prezes Michał Rusinek dołożył się do powstania książki m.in. jako autor zdjęcia zdobiącego okładkę.
– Nie każdy mistrz chętnie opowiada o swoich planach, ale jesteśmy ciekawi Pana kolejnych polsko-ukraińskich tłumaczeń. Oczywiście pamiętamy o wykonanym przez Pana wspaniałym, współczesnym tłumaczeniu «Pieśni lasu» Łesi Ukrainki!
– Zauważyłem taką prawidłowość, że te inicjatywy wydawnicze w moim dorobku, które powstawały spontanicznie, prawie że przypadkowo, realizowane były szybko i bez potknięć, natomiast te pomysły, które pielęgnowałem przez dłuższy czas, przedstawiając jako swoje plany, już niekoniecznie. Ograniczę się tylko do eufemistycznej zapowiedzi, że w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy będę tłumaczył prozę trzech współczesnych pisarzy ukraińskich. Wszystkie książki ukażą się w Wydawnictwie Warsztaty Kultury w Lublinie.
Rozmawiał Wiktor Jaruczyk
Fot. MW