Pieczywo wołyńskie. Część 2
Artykuły

Kontynuujemy przedruk artykułu Zygmunta Leskiego «Pieczywo ludu wołyńskiego» zamieszczonego w nr 2 «Ziemi Wołyńskiej» za rok 1938.

Poprzednią część można przeczytać tutaj.

***

10) «Korowaj» – chleb pszeniczny, obrzędowy, posiada w całej wschodniej Słowiańszyźnie niezmiernie ważne znaczenie, którego nie utracił po dziś dzień. O starożytnym pogańskim jego pochodzeniu świadczy biskup włodzimiersko-suzdalski z drugiej połowy XIII w. Serapion w swoich «Słowach». Mówiąc między innymi o Perunie, Horsie i o składanych im ofiarach, tak się wyraża o korowajach: «Korowaji im (bogom) łomiat, i kury im reżut». Na Wołyniu lud mówi, ze «prawdywoho wesila nemaje bez korowaju». Pieczeniem korowaju trudnią się kobiety «swachy», w liczbie 7, 9, 13, które nazywają się «korowajnyci», korowajniczki. O korowajach śpiewają: «korowajnyczki zynoczki horoszyj korowaj bgały, w seredynu misiać kłały, około zirońkamy». W pieśniach nazywają korowaj «krasnyj, jak soniczko jasnyj» oraz «rohatyj». Na korowaj według pieśni idzie: «z siemy krynyć wodycia, z siemy stohiw pszenycia».

Przygotowują go z wielkim namaszczeniem, powagą, wśród pieśni niezwykle starych i bardzo pięknych... jakby składano Bogu ofiary. Po rozczynieniu ciasta, korowajnice tańczą i śpiewają skoczne, krótkie piosenki, gdy ciasto wyrośnie, z niezwykłym skupieniem i powagą zapalają cztery świece, które niosą cztery osoby, z czterech stron niecki. Ten ostatni zwyczaj zaobserwował autor tylko w Korszowie, pow. Łuck. Chrzestna matka żegna wtedy ciasto krzyżem równoramiennym, kładzie z wierzchu płótno przez siebie ofiarowane, obtyka naokoło potrzebną ilość ciasta, którą wykładają na przygotowany poprzednio spód, pochodzący z innego ciasta, na którym matka chrzestna położyła przed tym grubszą monetę srebrną albo złotą (środek ten zawsze przeznaczony jest państwu młodym). Ciasta wziętego przez płótno, a stanowiącego rdzeń korowaju, dotykać rękami nie wolno. Z pozostałej reszty ciasta wyrabiają korowajczyki, których zawsze musi być «do pary», oraz «z obyny» – «szyszki» i «cicki», tj. «krużki, hołubci, kaczki, ptaszki, płetienki» i t. d.

W Szklinie (gm. Czaruków, pow. Łuck) biorą jeszcze 3 po 3 proste «hilaki» czyli prątki drewniane na jakie 25 cm długości, owijają ciastem i pieką razem z korowajem, zakładają je następnie w korowaj, a w czas dzielenia korowaju oddają najstarszym – jak rodzicom – nazywając je «teremyny».

Czynności związane z wypiekiem korowaju wykonuje się z wyjątkową czystością, powagą i pogodą ducha. Gdy piec już gotowy, niosą gromadnie z radością wyrobione ciasto do pieca, po którego założeniu jedna z kobiet zostaje pilnować, a pozostałe zaczynają tańczyć ze śpiewem i muzyką (w wypadku, gdy nie ma muzyki, czynią ją same, grając na blasze, patelniach itd.).

Taniec kolisty, z początku wolniejszy, z pieśniami, jednakowoż wielce swobodnymi, po chwili przechodzi w tempo coraz żywsze, czemu towarzyszą wprost bezwstydne piosenki, zawsze jednak treścią swą związane z korowajem. Zarówno u pana młodego, jak i pani młodej pieką korowaj i ubierają rózgę czyli «marszałka» (jak się wyrażają w Korszowie) – jednego dnia.

Ciekawy jest też zwyczaj w Uhrynowie (gm. Czaruków, pow. Łuck), gdzie krewni młodych przywożą na wesele ze sobą korowaje, jednak bez obrzędowego wypiekania; według też ilości korowai na danym weselu zalicza się wesele do biednych lub wystawnych. Zachował się też na Wołyniu, miejscami (Korszów) – starożytny zwyczaj wypiekania ciasta korowajnego na pogrzeby bogatszych młodzieńców i dziewcząt.

Dzielenie korowaju na weselu, zarówno u pana młodego jak i u pani młodej, uskutecznia starosta weselny w Korszowie «marszałkiem zwany) w następujący sposób: rózgę, którą nazywają również «marszałkiem», trzyma w prawej ręce; korowaj zaś położony na dnie od dzieży, przykryty ręcznikiem haftowanym, umieszczony na głowie, przytrzymuje lewą ręką. Przy każdym wywołaniu osoby, która ma otrzymać część korowaju, uderza rózgą w prawą stronę drzwi wołając: «a czy je u pana młodego i u pani młodej (na przykład) titka Horpyna». Zgromadzeni odpowiadają: «je – wtedy «marszałek» przetańczywszy chwilkę «kozaka» przy muzyce, staje, odkrawa kawałek korowaju i wręcza obdarowywanemu, albo jego następcy, ze słowami: «za wasze wełyke majete nasze małeńke». Za otrzymaną cząstkę korowaju trzeba zawsze zrewanżować się datkiem pieniężnym. O wielkiej czci i znaczeniu korowaju świadczy też fakt, iż nieobdzielenie kogoś z krewnych lub znajomych korowajem, uważa się za śmiertelną obrazę. Resztę korowaju marszałek czyli starosta weselny w ten sam sposób ofiaruje «chłopciam zaporożciam»; co można dwojako rozumieć, że albo to dar dla ludzi, którzy się w domu nie mieszczą, albo też początek jego sięga XVII wieku, z racji sympatii, którymi cieszyło się Zaporoże u ludności.

11) «Chlib-łeżeń» albo «parny». Na Wołyniu gdzie (np. na północy) zachowały się jeszcze dawne zwyczaje, wypiekają specjalnie dla państwa młodych, dwa obrzędowe chlebki z żytniej mąki. Chleb ten ma kształt dwóch bułeczek okrągłych, spojonych razem. Zowie się też «chlibom parnym». Postępują z nim w ten sposób, iż chlebki parne pieką państwu młodym, którzy mając je pod pachami, przewiązane białą chusteczką, biorą z nimi ślub w cerkwi. Podczas wesela chlebek ten leży na stole, zaś po pierwszej nocy spożywają go tylko państwo młodzi.

Chleb-łeżeń. Rysunek Zygmunta Leskiego

12) «Kutia» jest klasycznym chlebem kultowym, nie tylko na Wołyniu, lecz na całym obszarze wschodniej Słowiańszczyzny. Jeszcze w pierwszej ćwierci XX wieku przyrządzano ją prawie powszechnie z pszennej bułki albo łamańców, wody i miodu; obecnie jednak na Wołyniu kutię na pogrzeb przyrządzają z ryżu, cukru, rodzynek albo wiśni. Oprócz samego pogrzebu z nieodłączną na nim kutią, na Wołyniu dochował się jeszcze bardzo ważny przeżytek w formie noszenia kuti, oprócz «pasky» czyli «świaczenoho», na «mohyłki» w dzień Wielkanocy umarłych («Nawśkyj wełykdeń»), kiedy to żona na grobie męża, oprócz zwykłych dań świątecznych, stawia i kutię, do której w braku trójusznego naczynia kultowego «pidstawcia» albo «ohrebnyka», używa talerza zwykłego, z obowiązkowym jednak zachowaniem trzech świec umieszczonych na wrębie tegoż.

Używanie kutii, zarówno podczas samego pogrzebu, «tretyn», «Nawśkoho wełykodnia», dawniej przy urodzinach i chrzcinach, obecnie jeszcze na Boże Narodzenie oraz «Szczedryj Weczir» – świadczy dowodnie o niepowszednim znaczeniu kultowym tej potrawy u Słowian w czasach pogańskich. Inaczej jest przyrządzana kutia na doroczne święta jak «Rizdwo», «Szczedryj» albo «bohatyj weczir», a inaczej dla umarłych. O bardzo dawnym użytkowaniu kutii u Słowian wschodnich świadczy najlepiej w drugiej połowie XIII wieku cytowany Serapion w «Słowach» wręcz mówiąc o kutii stawianej «rodu i rożanicam». Kutia taka w przeciwieństwie do poprzedniej (dla umarłych) sporządzona z ziarna pszenicznego lub innego, zwie się nieraz «kasza». Za używanie owej «kaszy», przynoszonej w ofierze «rodu rożanicom» duchowieństwo prawosławne jeszcze w XVI i XVII wieku rzucało gromy i wyklęcia i naznaczało srogie pokuty.

Jednak do dziś dnia, jako deser, na weselach i chrzcinach podają gęstą, słodką kaszę z mlekiem, która jest oczywiście wprost owym zakazanym i wyklętym daniem. Do kutii, stanowiącej jedną z najważniejszych potraw w święta Bożego Narodzenia, do pszenicznego pęcaku, oprócz miodu i wody dodają tartego maku oraz rzadziej orzechów. Jeszcze silniej świadczy o głęboko kultowym znaczeniu kutii, jako chleba ofiarnego, fakt, iż miejscami, na Wołyniu aż do chwili obecnej, podają ją w specjalnym trój- rzadziej czterousznym naczyniu, o ornamentyce wyraźnie związanej z liczbą 3 i 4, a więc symbolicznej.

Ciekawy i ze wszech miar ważny przeżytek obserwujemy na Wołyniu podczas świąt Bożego Narodzenia, co do jednej formy spożywania kutii. Mianowicie, gdy cała rodzina w milczeniu i powadze spożywa ostatnie, najważniejsze danie – kutię, ojciec bierze kutię i rzuca łyżką kilkakrotnie do powały. Z liczby ziarn przylepionej w ten sposób pszenicy do sufitu, wróżą o jakości przyszłego urodzaju. Jest to jeden z najstarszych przeżytków formy, w jakiej dawni Słowianie składali ofiary swym pogańskim bogom.

***

Inne teksty z cyklu «Ziemia Wołyńska» można przeczytać tu.

(Ciąg dalszy nastąpi).

Anatol Olich

Na głównym zdjęciu: Korowajczyki ze wsi Korszów. Rysunek Zygmunta Leskiego.

Powiązane publikacje
Kraszewski w Muzeum Wołyńskim
Artykuły
19 marca przypada kolejna rocznica śmierci Józefa Ignacego Kraszewskiego, wybitnego polskiego pisarza, który spędził znaczną część swojego życia na Wołyniu. Zachęcamy do zapoznania się z artykułem archeologa, muzealnika i krajoznawcy Jana Józefa Fitzkego pt. «Pamiątki po Józefie Ignacym Kraszewskim w Muzeum Wołyńskim», opublikowanym w nr. 5 «Ziemi Wołyńskiej» z 1939 r.
19 marca 2026
Twórca przemysłu wołyńskiego. Część 3
Artykuły
Pod koniec swojego artykułu o Józefie Klemensie Czartoryskim, umieszczonym w «Ziemi Wołyńskiej» w 1938 r., Julian Nieć wymienia osiągnięcia księcia i podaje liczby, które pokazują efektywność przedsiębiorstw przez niego zbudowanych.
04 marca 2026
Twórca przemysłu wołyńskiego. Część 2
Artykuły
W drugiej części tekstu o Józefie Klemensie Czartoryskim, który ukazał się w «Ziemi Wołyńskiej» w nr. 6–7 z 1938 r., Julian Nieć skupił uwagę na jego planach gospodarczych oraz głównych inicjatywach przez niego realizowanych.
18 lutego 2026
Twórca przemysłu wołyńskiego. Część 1
Artykuły
Książę Józef Klemens Czartoryski jest postacią obecnie niemal zapomnianą. W swych czasach był dość znanym politykiem, ale mimo to pozostał w historii Wołynia jako budowniczy pierwszych dużych przedsiębiorstw przemysłowych na tym terenie.
05 lutego 2026
Ignacy Radliński na łamach «Ziemi Wołyńskiej»
Artykuły
Nazwisko Ignacego Radlińskiego (1843–1920), pochodzącego z Dubna, znane jest jedynie wąskiemu kręgowi badaczy zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Jest on jednak autorem kilkudziesięciu prac, które wniosły znaczący wkład do nauki. Zajmował się historią, filologią, religioznawstwem i studiami biblijnymi.
16 stycznia 2026
Wizyta Piłsudskiego w Dubnie
Artykuły
Proponujemy dziś uwadze Czytelników ciekawy dokument – artykuł «Pobyt Józefa Piłsudskiego w Dubnie» w roku 1921», opublikowany w nr 3 «Ziemi Wołyńskiej» za 1939 r., autorstwa miejscowego badacza Mieczysława Lubicza Szułmińskiego. Całość zachowujemy bez zmian, nawet duże litery, aby nie zniekształcać ducha tamtej epoki współczesnym pojmowaniem historii.
05 grudnia 2025
Wkład jezuitów w rozwój oświaty na Wołyniu. Część 2
Artykuły
W drugiej części artykułu o szkolnictwie jezuickim, który ukazał się w nr. 12 «Ziemi Wołyńskiej» z 1938 r., Herman Rappaport pisze o procesie edukacyjnym w szkołach jezuickich oraz ocenia działalność jezuitów na Wołyniu.
13 listopada 2025
Wkład jezuitów w rozwój oświaty na Wołyniu. Część 1
Artykuły
O powstaniu i rozwoju ośrodków edukacyjnych opowiada artykuł «Przyczynek do historii szkolnictwa jezuickiego na Wołyniu», który ukazał się w nr. 12 «Ziemi Wołyńskiej» z 1938 r. Jego autor, historyk i archiwista Herman Rappaport, w latach międzywojennych pracował jako nauczyciel na Polesiu Wołyńskim, m.in. w Kowlu, Ratnie oraz Zabłociu.
24 października 2025
O konserwacji zamku Lubarta w Łucku
Artykuły
Proponujemy uwadze naszych Czytelników tekst pt. «O konserwacji zamku Lubarta w Łucku», opublikowany w nr. 2 «Ziemi Wołyńskiej» z 1938 r.
17 października 2025