Niech podniesie rękę ten, kto nie doświadczył w swoim życiu bezsenności. Nie wydaje mi się, aby w tym momencie uniósł się w górę las rąk. Ileż to razy po ciężkim dniu marzyliśmy tylko o tym, by wskoczyć pod kołderkę i zasnąć jak kamień. Niechby wszystko wokół waliło się i paliło, a my w objęciach Morfeusza o Bożym świecie zapominamy.
Nasze potrzeby to jedno, a nasz rozum to już zupełnie inna historia. My mówimy: chcę spać, a rozum odpowiada: teraz będę rozmyślał. I rozmyśla. Na nic zdaje się liczenie baranów i inne tym podobne, pozornie usypiające czynności. One jeszcze bardziej nasz mózg irytują doprowadzając go do szewskiej pasji i wtedy to już żadnej kontroli nad nim nie mamy.
Tematy przesuwają się jak w kalejdoskopie. Każdy następny lepszy od poprzedniego. Tak więc będąc w takiej sytuacji, składam broń i choć wszystko we mnie krzyczy: spać – zabieram się do rozmyślania.
Na pierwszy ogień idzie ekologia. Dlaczego? Może dlatego, że tuż przed pójściem do łóżka nasłuchałam się o cudownościach samochodów elektrycznych, o tym jakie to są eko i jakie mają fantastyczne parametry związane z dbałością o środowisko.
Fantastyczna sprawa – myślę sobie. Ale mózg ni stąd ni zowąd pyta chytrze, a podstępnie: A co będzie się działo z akumulatorami, gdy już przestaną działać? A do produkcji tychże akumulatorów jakie metale się wykorzystuje? Może między innymi lit albo kobalt? A ślad węglowy? Próbuję wejść z mózgiem w dyskusję: Albo głupota przez ciebie przemawia albo naiwność.
Ripostuje natychmiast: Chcesz żebym zachwycił się elektrykami, kiedy w tym samym czasie wielkie statki wycieczkowe albo prywatne odrzutowce, którymi na konferencje poświęcone ochronie środowiska przybywają możni tego świata, zostawiają taki ślad węglowy, że ho ho! To może o jedzeniu pogadamy? – podsuwam temat. Proszę bardzo – odpowiada mi rozum.
Jak myślisz, ile wody pitnej, łatwo dostępnej jest na Ziemi? No mało – odpowiadam rezolutnie. No właśnie, a wiesz, ile trzeba jej wylać, aby wyprodukować jeden kilogram tak lubianego i polecanego w kuchni awokado? Od 1000 do 2000 litrów. Wyobrażasz to sobie, ile to będzie w skali świata?
Od kiedy ten mój mózg taki przemądrzały się zrobił? – myślę. Na wszystko ma gotową odpowiedź. Zatem wybory w USA i pomysły prezydenta Trumpa na nowy i wspaniały, tylko według niego, świat postanowiłam przełożyć na inny termin. Ogniwa, ślady węglowe i wegetarianizm tak mnie znużyły, że sama nie wiem, kiedy zasnęłam, nie odnajdując w tym szalonym świecie złotego środka.
Las rąk oznacza dużą ilość zgłaszających się do czegoś osób.
Zasnąć jak kamień, czyli mocnym snem, z którego trudno człowieka obudzić.
Złożyć broń, a więc uznać czyjeś argumenty, pogodzić się z przegraną w jakiejś sprawie, poddać się.
Na pierwszy ogień oznacza w pierwszej kolejności, na początku.
Złoty środek, czyli kompromisowe rozwiązanie zadawalające (zwykle po części) wszystkich zainteresowanych.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG