Kończymy naszą opowieść o Kortelisach drugą częścią artykułu «Kortelisy – zagubione sioło» Mykoły Borowskiego, ucznia gimnazjum z Kowla. Publikacja ukazała się w przededniu II wojny światowej, numerze 6–7 z 1939 r. «Ziemi Wołyńskiej». Był to ostatni numer w dziejach tego czasopisma.
Pierwszą część artykułu Mykoły Borowskiego można przeczytać tu.
***
Prócz bajek i opowiadań na uwagę zasługują zagadki. Są one bardzo ciekawe, bardzo trudne do odgadnięcia i często przez to bardzo śmieszne. Kto by się domyślił, że np., taka zagadka – «Spaty lahaty, wołochate do wołochatoho składaty, a hołe w seredynu pchaty» – oznacza oko. Albo taka zagadka, już trochę łatwiejsza: «Pani w komori, a kosy na dwori» – marchew. Takich «ogrodniczych» zagadek jest trochę więcej, bo np. dynia tak jest opisana: «Bez okoń, bez dwerej połna chata ludej», «Chodyw chodoman wsiech ludej chodowaw, a jak pryszłoś jomu umeraty ne buło komu chowaty» – «gospodarska» zagadka – rozbity garnek gliniany. Na słońce w chacie jest taka: «Mety, mety, ne wymety, nesy, nesy ne wynesy, jak czas pryjde samo wyjdę». «Bez sokiry bez topora zrobyw chatu bez ulita» – mrowisko. I wiele, wiele innych, w które obfitują Kortelisy.
Pieśni korteliskie bardzo ściśle zresztą związane z tańcem, jako że nawet jeden z miejscowych tańców – «karapet» – tańczy się ze śpiewem i pieśń jest częścią składową tańca, w zupełności odpowiadają, podobnie jak i tańce, charakterowi i upodobaniom na pół już poleskiego ludu.
Typową pieśnią jest «stradanie», pieśń wyrażająca mękę, rozpacz. Treść pieśni jest niejednolita, widać od razu, że nie jeden człowiek ją stworzył, ale powstawała ona stopniowo, wielu dodawało swoje słowa do jakichś pierwszych wierszy, których już dzisiaj może nikt nie pamięta. Pieśń, zdawałoby się, nie ma sensu, bo każda zwrotka to inna treść, inne osoby (raz śpiewa mężczyzna, w innym znowu miejscu kobieta), okoliczności, a jednak wszędzie jedna myśl i jedno uczucie, jak nić przewodnia snuje się przez cały utwór. Tęsknota, smutek, rezygnacja i żal za czymś utraconym czy nieosiągalnym. Jest to obraz, wierne odbicie charakteru tutejszego człowieka.
Strój
Kortelisy to wieś, na której zwyczaje i obyczaje cywilizacja nie wywarła jeszcze większego wpływu. Żyje ona tradycjami przodków, nie uznając ogólnego postępu i rozwoju.
Zachowały się tu dawne stroje, dawne pieśni, tańce, dawna literatura, obrzędy, wierzenia z ojca na syna. O ile jest złem, że życie gospodarcze w niczym się nie zmieniło, o tyle dobrem jest, że te same pozostały wierzenia, zwyczaje, stroje itd. Strój bowiem wyodrębnia daną grupę ludzi, mówi o jej charakterze, upodobaniach, kulturze. Strój w Kortelisach, czy to mężczyzny, czy kobiety, nie jest ani bardzo biedny, ani bardzo bogaty, jest to odzież niezbyt różnorodna, nie rzucająca się w oczy. Krój jest prosty, kolory nie kontrastowe, wzory spokojne. Cały strój jest uszyty z samodziału, płótna konopnego lub wełny. Można rozróżnić odzież codzienną, roboczą, świąteczną i zimową. Naturalnie inne również będą stroje kobiet inne mężczyzn.

Mieszkaniec Kortelis. Zdjęcie Bolesława Glodta z «Ziemi Wołyńskiej»
W porze letniej, w zwykły dzień roboczy kobieta ubiera białą samodziałową koszulę, takąż spódnicę i już nie samodziałową, lecz fabryczną chustkę na głowę. Koszula ma długie rękawy ozdobione tkanym wzorem. Prawie zawsze szlaczki na rękawach nie idą wzdłuż, ale w poprzek. Wzory są geometryczne, nieskomplikowane, lecz najczęściej spotyka się jednolite utkanie całego szlaczka bordową lub, co się zdarza najczęściej, czerwoną nitką. Mankiety rękawa ozdobione lub są zapinane na guziczki albo też ściągane tasiemką czy sznurkiem. Rękaw nie jest uszyty z jednego kawałka płótna, lecz z dwóch, wzór bowiem tka się osobno i później wszywa się w rękawy. Kołnierz jest wykładany, spięty różową tasiemką lub sznurkiem, z zawieszoną na niej blaszaną pasją; sięgającą nieco wyżej kostek spódnicę zdobią czerwono tkane wzory, a u góry czarne szlaczki. Podobnie jak i na rękawach najczęściej zdarza się jednolite zapełnienie, rzadziej prawdziwy wzór.
Stroju codziennego dopełnia chustka, u młodszych związana przeważnie pod brodą, a u starszych kobiet z tyłu, tak że co najmniej do połowy są przykryte.
Strój świąteczny jest nieco inny. Przede wszystkim jest nowy i czysty, począwszy od chustki, przez bogatą w tkane lub nawet wyszywane wzory koszulę, a kończąc na spódnicy również bogatej w wyszywania. Wyszycie w odświętnej koszuli zdobi nie tylko rękawy, ale też i stojący, przylegający do szyi kołnierz i idący od niego na przodzie koszuli wąski szlaczek.
Starsze kobiety noszą kołnierz zwykły, wykładany. Spódnice, krótsze niż codzienne o jakieś dziesięć i więcej centymetrów, są oczywiście ozdobione znacznie piękniej. Prócz spódnic samodziałowych widzi się również uszyte z materiału fabrycznego, przeważnie w ciemno-czerwonym, czarnym lub ciemnozielonym kolorze z naszywanymi dokoła u dołu czerwonymi, zielonymi, białymi i żółtymi wstążeczkami*.
Nogi bose lub w postołach, owinięte kawałkami płótna – zawojami. Starsze kobiety mimo gorąca ubierają w lecie prócz koszuli i spódnicy rodzaj płaszcza zwanego «łatuchą» lub «świtką». «Świtki», zwykle brązowe lub siwe, mają kołnierz wykładany.
Nie ma ona guzików, nie zapina się, lecz przewiązuje samodziałową krajką przeważnie różową, z przepuszczonymi żółtymi, białymi i zielonymi nitkami. «Łatucha» jest samodziałem wyrabianym z wełny, której dostarczają własne owce. Z tyłu, po obu bokach «łatucha» jest ozdobiona dwoma pomponami czerwonożółtymi z kupowanej włóczki. Między dwoma pomponami z każdej strony jest kawałek krajki, przeszytej z wierzchu żółtymi i czerwonymi nitkami. Niektóre łatuchy mają pompony również i na dole. krój świtki jest prosty. Szerokości i takiej hojności nadają kloszowe kliny, wszyte po obu bokach.
Niektóre kobiety noszą na spódnicy – i to nie tylko w święto – wyszywane fartuszki, zwane «perednykami». Bardzo nie wiele dziewcząt nosi zamiast samodziałowych koszul bluzki z materiału fabrycznego.
Strój zimowy niewiele się rożni od letniego. Pod łatuchę lub «pindżak» (krótka łatucha, u kobiet marszczona w pasie) ubierają kożuch malowany na czerwono lub brązowo. W miejscach, gdzie są szwy, wymalowują niby wyszywania. Na przodzie jedną z pół zdobi wąskie pasmo futra. Nogi okręcają zawojami i onucami («onuczi») i ubierają postoły. Ubierają również całe wełniane, kolorowe spódnice, zwane «litnykami».
Jeśli idzie o odróżnienie panny od mężatki ze stroju, to się nie uda zrobić, gdyż żadnych różnic nie ma. Przed wojną jeszcze, zamężnym kobietom podcinano włosy, podczas gdy panna nosiła warkocz. Dziś zwyczaj ten zaginął.
Codzienna, robocza odzież chłopa jest również skromna jak i kobiety. Długa, sięgająca kolan koszula, ściągnięta pasem rzemiennym lub krajką, jest wypuszczana na spodnie. Kołnierz wykładany, związany różową wstążeczką. Spodnie długie, często gdy są zrobione z gorszego samodziału, zakończone mankietami.
W niedzielę lub jakieś inne święto ubierają prócz koszuli i spodni łatuchę, różniącą się tym od kobiecej, że nie posiada żadnych wyszyć czy pomponów. Łatuchę przewiązują szeroką krajką z frędzlami, zwaną tu «pojasem». Pojas jest na tyle długi, że starczy na obwiązanie się nim dwa razy. Biedniejsi noszą zamiast pojasa zwykłe krajki.
W święto nie chodzi już boso, lecz ubiera «onuczi», «postoły», które przewiązują nieprzemakającym sznurkiem z włosienia końskiego, «wołoki». Niektórzy (tych nie jest wielu) chodzą w butach z cholewami. Stroju dopełnia brązowa okrągła czapka z daszkiem. Dawniej noszono tu rogatywki z wyszywanym otokiem. Rogatywki te na skutek «specjalnego ukazu» ustąpiły dzisiejszym czapkom. Dawne rogatywki nazywają tu «gamyrkami».
Młodzież nie nosi w lecie ubrań wiejskich z samodziału. Ubiera się albo całkiem po miejsku tzn. najczęściej koszulę i spodnie, lub częściowo – koszula lub spodnie z materiału fabrycznego. W zimie i młodzież ubiera się tak jak wszyscy. Prócz łatuchy i kożucha ubierają chłopi zimą czarne lub siwe czapki baranie. Charakterystyczne jest to, że przy koszuli inne kołnierze mają starsi wieśniacy, młodzi inne. A więc starsi noszą kołnierze niewyszywane, wykładane, lub te same tylko stojące, młodzi zaś wyszywane, przylegające do szyi.
Wzory, tkanie ich, a nie wyszywanie, ubiory, noszą na sobie wyraźny charakter Polesia. (Szczególnie duży wpływ wywiera na sztukę, a przede wszystkim na wzory słynąca ze swych pięknych ozdób wieś Berezówka). Nie są to wprawdzie stroje czysto poleskie, bo jednak mają i cechy wołyńskie, ale raczej bardziej odpowiadają tutejszemu poleskiemu krajobrazowi, niż stroje wołyńskie.
Pościel Kortelisan wygląda niezbyt bogato i estetycznie. Niema tu starannie utrzymanych łóżek ze stosem poduszek. Miejsce, gdzie śpią, nazwać można tylko barłogiem. Na deskach, przeciągniętych od pieca do ściany, leżą jakieś stare łatuchy, kożuchy i inne szmaty. Tylko bardzo bogaci (według miejscowego pojęcia) chłopi mogą pozwolić sobie na taki luksus, jakim jest łóżko. Jako «antyhigieniści» kładą się spać w ubraniach, w których chodzili nie jeden dzień.
* W ogóle uderzający zupełny brak zestawień barw: żółtej i niebieskiej, importowanych już dziś na Huculszczyznę tak jak kiedyś na Podole, dziś już tymi barwami omal opanowane.
(Ciąg dalszy nastąpi).
***
Inne teksty z cyklu «Ziemia Wołyńska» można przeczytać tu.
Opracował Anatol Olich