Notatki etnograficzne ze wsi Łuko
Artykuły

Wieś Łuko jest obecnie częścią Włodzimierzeckiej Hromady położonej w rejonie waraskim w obwodzie rówieńskim. Badacz ze Lwowa Henryk Muszyński opublikował w numerze 10 czasopisma «Ziemia Wołyńska» z 1938 r. notatki etnograficzne dotyczące przeszłości tej osady.

Poniżej publikujemy tekst artykułu, z wyłączeniem zamieszczonych w nim pieśni, choć są one bardzo oryginalne. Napisane są mieszanką kilku języków i lokalnych dialektów. Niestety autor nie władał zbyt dobrze językiem ukraińskim, w związku z czym niekiedy niemożliwe jest zrozumienie fragmentów tekstu. Pozostawmy to trudne zadanie ekspertom. A teraz oddajemy głos Henrykowi Muszyńskiemu.

***

Wieś Łuko (gmina Włodzimierzec, pow. sarneński) jest wsią nadzwyczaj ciekawą pod każdym względem dla tego, kto interesuje się kulturą ludową. Bowiem tutaj, jak w ogóle na wsi, zegar historii idzie znacznie wolniej; żółwim krokiem dochodzą do wsi nowe zjawiska. Doszedłszy zostają tutaj jednak na długo. Wieś bowiem jest konserwatywna w wysokim stopniu. Wieki i ludy, które odchodziły w nicość, zostawiły w kulturze ludu, w jego mowie, wierzeniach, budownictwie i odzieży ślady czytelne do dziś, bo przechowywane troskliwie, chociaż nieświadomie. Wynaleźć te ślady, odczytać, wyjaśnić, wskazać źródła, z których czerpało soki drzewo kultury wsi – oto fascynujące zadanie, jakie nauka stawia badaczowi. Wolno idzie naprzód zegar historii na wsi; Łuko dzisiaj wygląda tak, jak wyglądało przed wielu, wielu laty.

Na taki stan rzeczy składają się głównie dwa czynniki. Pierwszym z nich jest oddalenie od miast czy osiedli fabrycznych (do gminy Włodzimierzec około 30 kilometrów piaszczystej drogi).

Drugim – to bieda wsi. Piaszczyste lub podmokle pola pozwalają tylko na uprawę ziemniaków, żyta, prosa i hreczki; zakwaszone łąki nie sprzyjają hodowli bydła; podział pola na wiele zagonów, rozrzuconych możliwie daleko od siebie utrudnia rolnikowi pracę, gdyż większość czasu zużywa on na przejazd z jednego pola na drugie. Dodawszy do tego przeludnienie wsi, brak jakiegokolwiek zarobku z zewnątrz, wyjąwszy sprzedaż jagód i grzybów, oraz brak wszelkiej inicjatywy (we wsi me ma sklepu poza żydowskim sklepikiem o fantastycznych cenach, nie ma ogródków warzywnych, nie ma drzew owocowych; hodowano niegdyś pszczoły – świadczą o tym liczne ule kłodowe, których pełno jest na drzewach i na ziemi, niestety, pustych; miano dawniej pszczoły i po lasach – wytępiła je plaga złodziei), zrozumiemy dlaczego wieś rozwija się tak powoli.

Coraz więcej w niej ludzi i na coraz mniejsze części dzielone pola. Jest to wieś typowo rolnicza. Zachowały się do dziś jeszcze stare narzędzia rolnicze. Socha, brona drewniana, drewniany wóz, w którym koła nie są kute, lecz całe z drzewa. Obręcz gięta z jednego kawałka drzewa mogła na piaszczystych tutejszych drogach służyć długie lata. Mówiąc o wozie, należy wspomnieć o sposobie zaprzęgania. Zaprzęga się w hołoble i duhę, którą wygina się najczęściej z drzewa jesionowego lub z czeremchy. Dziś nie używa się już drewnianych bron ni wozów; zaprzęga się jednak dalej w hołoblę i duhę.

Sama wieś1 jest typową okolnicą. Chaty po obu stronach drogi, zwrócone do niej ścianą szczytową. Każda chata jest otoczona solidnym płotem z żerdzi przy czym bramę wjazdową na podwórze tworzą dwa potężne czworoboczne, połączone u góry poprzeczną żerdzią, słupy.

Chaty budowane są albo wprost na ziemi albo na wbitych w ziemię do równego z nią poziomu palach, przy czym używanie pali pod przycieś objaśnia się jako formę nowszą, wywołaną koniecznością oszczędzania przyciesi przed gniciem. Węgieł na obłap (wuhły), dachy dwuspadkowe, kryte trzciną lub słomą, w jednym wypadku kombinacja dranic z trzciną, w najnowszych budynkach gonty. Trójkąt szczytowy szalowany deskami; w budynkach nowszych widzimy szalowanie ozdobne – powtarza się jeden motyw, półkole i rozchodzące się z niego promienie. U podstawy trójkąta mamy zaszczytnik – daszek kryty słomą lub dranicami2.

Plan chaty przedstawia się w całej wsi prawie jednakowo. Drzwi do sieni zawsze w ścianie dłuższej, wchodzi się więc od strony podwórza. W sieni mamy, nie licząc drzwi na podwórze, troje drzwi; do kuchni, do puplita (komora na kartofle) i do kładowki – właściwej komory, gdzie przechowuje się wszystkie zapasy gospodarza. W bogatszych domach jest kuchnia i pokój, w uboższych cale życie koncentruje się w jednej izbie. Wnętrze izby jest nadzwyczaj skromne. Duży obszar zajmuje piec, zbudowany na dwóch belkach podłużnych i położonych na nie dwu poprzecznych zw. «opiczki», znajdujący się po prawej lub lewej stronie od wejścia. Przedłużeniem pieca bywa «poł» – nary, służące do spania. Przy piecu stoją narzędzia, służące do pomocy w przygotowywaniu pożywienia. Ponieważ gotuje się w garnkach glinianych, przystawianych bezpośrednio do ognia, zachodzi potrzeba bezpiecznego nimi manipulowania. Służą do tego celu «wyłki» – długi kij z osadzonym na końcu rozszczepionym żelazem. Obok stoi kociuba, służąca do rozgarniania żaru i szufla do sypania kartofli do pieca. Kartofle spożywa się prawie wyłącznie w stanie pieczonym; rozgarnąwszy kociubą żar sypie się szuflą odpowiednią ich ilość. Przygotowana w stępie, przeważnie nożnej, chociaż zdarzają się i ręczne kielichowate, kasza, pieczone kartofle i barszcz – oto główne składniki pożywienia. Wzdłuż ścian stoją ławy, długie dyle drewniane, oparte na uciętych do odpowiedniej długości klocach, no i, oczywiście jeśli w domu jest małe dziecko, wisi u sufitu zaczepiona za kluczkę kołyska, którą okrywa pięknie haftowany «połoh», tworząc nad dzieckiem namiot, chroniący je przed muchami. Stół stoi w rogu naprzeciw wejścia. Na ścianie obok pieca police półki na miski i łyżki.

Budynki gospodarcze są przeważnie budowane na słup; przy czym dach jest na «sochę» i «ślemię» z tym, że sochy nie są wkopane w ziemię jak dawniej, lecz, wdłubane w górne belki poprzeczne. Ponieważ ten sposób stawiania soch jest słabszy, przeto stawia się ich zwykle cztery, po jednej na ścianach szczytowych i po jednej na belkach idących nad boiskiem. Budynki gospodarcze stawia się daleko od domu, co tłumaczą brakiem miejsca (podwórza są nadzwyczaj małe), oraz obawą przed ogniem. Na wypadek pożaru, o który przy prymitywnych piecach jest nadzwyczaj łatwo, ginie tylko chata, stodoła zostaje. Często zdarza się, że do jednej stodoły dobudowuje się drugą, trzecią i czwartą, tak że powstaje czworobok. Wjazd jest oczywiście również pod dachem. Czworobok taki należy do kilku właścicieli.

Omówiwszy sposób budowania chat i budynków gospodarczych przejdziemy do sprawy niesłychanie ciekawej, do zagadnienia, które powinno zostać jak najrychlej ujęte bodaj w przestrzeni, gdyż każdy dzień, który upływa, pracuje na niekorzyść badacza.

Zagadnieniem tym są hafty3.

Hafty «ciaćkie» starsze są wszystkie geometryczne. Przed kilkunastu laty pojawiła się moda wyszywania kwiatów. Wraz z nią pojawiły się nowe barwy. Hafty geometryczne są bez wyjątku czerwone: czasem z czarnym szlakiem. Teraz, chociaż dalej przeważa kolor czerwony, widzimy również żółty, pomarańczowy, zielony i inne. Ciekawe jest rozróżnienie w nazwach; haft geometryczny «eto po naszomu, po mużycku», haft roślinny «eto po pańsku». Nazwy haftów geometrycznych: remiczka, kryworuczka, na kozlykie, piwnyk, dubowuj łyst, na kopyty, na bilenkie, na czerwonenkie, na krużeczki, na lapkie, na zorkie, na molotoczkie, na kołesa, na kupky, skrynkie, na rozi, kotiacze łapki, na kryła, na krywulku, po czepciwśki, lapati kriżi. W związku z wyszywaniem nasuwa się pytanie co do prania bielizny. Pierze się ją przez cały rok w położonym tuż za wsią jeziorze przy pomocy pracza – to znaczy kijanki półokrągłej, nie rzeźbionej i wbitego w ziemię patyka, przy którym wykręca się bieliznę. Bielizny nie gotuje się, nie używa się też mydła.

Szkic ten nie byłby zupełny, gdybyśmy nie uwzględnili kultury duchowej a zwłaszcza jednego z najpiękniejszych jej przejawów – pieśni.

Pieśni w Łuko to ogromny, zaczarowany las, w którym każde drzewo śpiewa najmniejszą gałązką. Niesłychanie stare, opowiadają o tym, co było i już nie wróci (na przykład o czumakach sól rozwożących) lub o tym, co jest wiecznie żywe, co każdy z nas musi przeżyć: miłość, cierpienie i śmierć.

W pieśniach tych nadzwyczaj ciekawym jest język. Wielu chłopów służyło w wojsku rosyjskim i stąd pełno w nich rusycyzmów, a nawet wiele jest pieśni czysto rosyjskich, odpowiednio jednak zniekształconych. Charakterystycznym jest, że wieś rozróżnia doskonale pochodzenie pieśni: eto kacapska, eto ukraińska, a eto nasza chachlacka.

Tak jak w pieśniach zachowały się echa przeszłości w dzisiejszym pogrzebie. Samobójców nie grzebie się na cmentarzu, lecz wywozi daleko za wieś z obawy przed piorunami i gradem. Kiedy ostatnio powiesił się pewien człowiek, nakazały władze pogrzebać go na cmentarzu. Wieś obeszła nakaz w ten sposób, że pochowała samobójcę poza płotem cmentarnym. Cały jego grób jest pokryty kamieniami, gałęziami i kawałkami drzewa. Na samym cmentarzu znajduje się na każdym grobie garnczek gliniany, dwa krzyże drewniane, jeden duży, drugi mały, ręcznik względnie kawałek płótna, którym grób jest nakryty oraz kij, leżący wzdłuż na mogile. W garnczku przynosi się na cmentarz wodę święconą i nie odnosi się go z powrotem do domu, lecz zostawia na grobie. Krzyż mniejszy stawia się na grobie zaraz na pogrzebie, krzyż większy «na pominki».

Płótnem przykrywa się grób, aby podczas czyszczenia kominów we wsi nie leciała sadza nieboszczykowi do ócz. Kijem mierzy się długość ciała nieboszczyka celem zrobienia trumny.

Na zakończenie damy nazwy pól i łąk.

Pola: Przy cmentarzu «Łuko», przy wsi «Puchniki», «Na nyukach», «Smila», «Terebna», «Wołcza jama», «Redków dub», «Nyz hory», «Uciecke», «Popowa», «Berezowow’ rih», «Kaszelciowa», «Hrudyca».

***

Łąki: «Ożaryn», «Na rouci», «Uciecke», «Na liskach», «Periwśke», «Pomira», «Drowate», «Berezowe», «Na hołoty», «Na nyukach», «Zakuchtyna», «Odniże», «Połterebskij mist».

1. B. Kostecki. Chata wiejska na Wołyniu, Rocznik Wołyński I. 1930, str. 80–93.

2. O dachu patrz: Adam Fischer, Lud Polski. 1926. str. 31.

3. Na możliwości, jakie kryją się w tym zagadnieniu, wskazuje artykuł M. Morelowskiego, Rocznik Wołyński VII, 1938, str. 280–362. Niestety, zasadniczy błąd metodyczny – podobieństwo jednego elementu kulturowego nie tylko nie dowodzi pokrewieństwa kulturowego, ale w ogóle niczego nie dowodzi – oraz zbyt mała ilość materiału, na jakim autor oparł swe rozważania sprawiają, że tezy są kruche, wnioski przedwczesne, tak że laik po przeczytaniu artykułu dojdzie do najzupełniej mylnego przekonania, że zagadnienia te są niesłychanie proste. Owocem tego będzie przedwczesne uogólnianie i zbyt pospieszne wyciąganie wniosków z niestwierdzonych przesłanek.

***

Inne teksty z cyklu «Ziemia Wołyńska» można przeczytać tu.

Opracował Anatol Olich

Powiązane publikacje
Kraszewski w Muzeum Wołyńskim
Artykuły
19 marca przypada kolejna rocznica śmierci Józefa Ignacego Kraszewskiego, wybitnego polskiego pisarza, który spędził znaczną część swojego życia na Wołyniu. Zachęcamy do zapoznania się z artykułem archeologa, muzealnika i krajoznawcy Jana Józefa Fitzkego pt. «Pamiątki po Józefie Ignacym Kraszewskim w Muzeum Wołyńskim», opublikowanym w nr. 5 «Ziemi Wołyńskiej» z 1939 r.
19 marca 2026
Twórca przemysłu wołyńskiego. Część 3
Artykuły
Pod koniec swojego artykułu o Józefie Klemensie Czartoryskim, umieszczonym w «Ziemi Wołyńskiej» w 1938 r., Julian Nieć wymienia osiągnięcia księcia i podaje liczby, które pokazują efektywność przedsiębiorstw przez niego zbudowanych.
04 marca 2026
Twórca przemysłu wołyńskiego. Część 2
Artykuły
W drugiej części tekstu o Józefie Klemensie Czartoryskim, który ukazał się w «Ziemi Wołyńskiej» w nr. 6–7 z 1938 r., Julian Nieć skupił uwagę na jego planach gospodarczych oraz głównych inicjatywach przez niego realizowanych.
18 lutego 2026
Twórca przemysłu wołyńskiego. Część 1
Artykuły
Książę Józef Klemens Czartoryski jest postacią obecnie niemal zapomnianą. W swych czasach był dość znanym politykiem, ale mimo to pozostał w historii Wołynia jako budowniczy pierwszych dużych przedsiębiorstw przemysłowych na tym terenie.
05 lutego 2026
Ignacy Radliński na łamach «Ziemi Wołyńskiej»
Artykuły
Nazwisko Ignacego Radlińskiego (1843–1920), pochodzącego z Dubna, znane jest jedynie wąskiemu kręgowi badaczy zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Jest on jednak autorem kilkudziesięciu prac, które wniosły znaczący wkład do nauki. Zajmował się historią, filologią, religioznawstwem i studiami biblijnymi.
16 stycznia 2026
Wizyta Piłsudskiego w Dubnie
Artykuły
Proponujemy dziś uwadze Czytelników ciekawy dokument – artykuł «Pobyt Józefa Piłsudskiego w Dubnie» w roku 1921», opublikowany w nr 3 «Ziemi Wołyńskiej» za 1939 r., autorstwa miejscowego badacza Mieczysława Lubicza Szułmińskiego. Całość zachowujemy bez zmian, nawet duże litery, aby nie zniekształcać ducha tamtej epoki współczesnym pojmowaniem historii.
05 grudnia 2025
Wkład jezuitów w rozwój oświaty na Wołyniu. Część 2
Artykuły
W drugiej części artykułu o szkolnictwie jezuickim, który ukazał się w nr. 12 «Ziemi Wołyńskiej» z 1938 r., Herman Rappaport pisze o procesie edukacyjnym w szkołach jezuickich oraz ocenia działalność jezuitów na Wołyniu.
13 listopada 2025
Wkład jezuitów w rozwój oświaty na Wołyniu. Część 1
Artykuły
O powstaniu i rozwoju ośrodków edukacyjnych opowiada artykuł «Przyczynek do historii szkolnictwa jezuickiego na Wołyniu», który ukazał się w nr. 12 «Ziemi Wołyńskiej» z 1938 r. Jego autor, historyk i archiwista Herman Rappaport, w latach międzywojennych pracował jako nauczyciel na Polesiu Wołyńskim, m.in. w Kowlu, Ratnie oraz Zabłociu.
24 października 2025
O konserwacji zamku Lubarta w Łucku
Artykuły
Proponujemy uwadze naszych Czytelników tekst pt. «O konserwacji zamku Lubarta w Łucku», opublikowany w nr. 2 «Ziemi Wołyńskiej» z 1938 r.
17 października 2025