Jeszcze niedawno gwiazdy kojarzyły się z czymś odległym, migoczącym wysoko nad głową, wymagającym teleskopu, cierpliwości i odrobiny romantyzmu. Dziś wystarczy smartfon, stabilne łącze i umiejętność robienia miny zaskoczonej, ale naturalnej, by w ciągu jednego popołudnia znaleźć się na świeczniku.
Internet i media stworzyły bowiem nowy układ planetarny, by nie rzec wszechświat, w którym podstawowym prawem nie jest prawo powszechnej grawitacji, ale prawo zasięgów. Dawniej sława była jak stary dąb. Rosła powoli, miała stabilne korzenie i robiła wrażenie na wszystkich. Dziś przypomina raczej dmuchany, kolorowy zamek. Może i efektowny, ale zdolny do złożenia się przy pierwszym silniejszym podmuchu.
Nowe gwiazdy rodzą się masowo, często przez przypadek. Ktoś potknie się na nagraniu, ktoś inny powie coś niezbyt mądrego, a jeszcze ktoś zatańczy z kotem lub papugą na ramieniu. I nagle bach! Milion wyświetleń, wywiady, współprace, własna linia kubków motywacyjnych z nadrukiem zapierającym swą mądrością dech w piersiach. Do tego porady życiowe wygłaszane tonem starego filozofa.
Problem polega na tym, że współczesna sława czasem bywa jak fajerwerki. Głośna, jasna i bardzo krótka. Wielu internetowych celebrytów dostaje swoje pięć minut szybciej niż zdąży zrozumieć, co właściwie się wydarzyło. Jeszcze wczoraj jedli makaron z ketchupem, a dziś tłumaczą światu, jak osiągnąć sukces, wstając o czwartej rano, ćwicząc jogę i wierząc w siebie.
Niektórzy uwierzyli we własną osobę tak bardzo, że zapomnieli uwierzyć w rzeczywistość. Media, rzecz jasna, uwielbiają takie historie. Nic nie sprzedaje się lepiej niż przemiana z nikogo w kogoś. Panna nikt, a za chwilę panna ktoś tylko dlatego, że ukazała światu swój świeżo zrobiony biust w opiętej koszulce z dekoltem po pas. Zwykłe zdjęcie z kawą staje się porannym, prawie mistycznym rytuałem, spacer z psem manifestem wolności, a przypadkowa wypowiedź przy skręcaniu nocnej szafki głosem pokolenia.
W świecie, gdzie każdy może mówić, najgłośniej słychać tych, którzy mówią najprościej. Publiczność także ma w tym swój udział. Bo choć lubimy narzekać na pustkę celebrytów, to jednak z zapałem miliony śledzą ich życie. Związki, rozstania, fryzury i dramaty związane z zagubioną walizką. Plotka stała się ważnym komunikatorem. Bycie na językach celem samym w sobie. Nieważne, czy mówią dobrze, czy źle. Ważne, że mówią. W końcu cisza nie generuje kliknięć. Cisza nie generuje kasy.
Zdarza się jednak, że niektóre z tych internetowych gwiazd dojrzewają. Zaczynają rozumieć, że popularność to nie tylko filtry i autopromocja, ale także odpowiedzialność. Odkrywają, że łatwo wejść na szczyt, trudniej na nim zostać. Bo publiczność, jak kapryśny reżyser, szybko zmienia obsadę. Dziś klaszcze, jutro może bezlitośnie zhejtować. Najciekawsze w tym zjawisku jest jednak coś innego. Internet, mimo całej swojej powierzchowności, bywa bezlitosnym lustrem. Pokazuje nie tylko celebrytów, ale i nas samych, nasze potrzeby, kompleksy, marzenia o szybkim sukcesie i łatwej sławie.
Bo przecież każdy z nas, choćby przez chwilę, zastanawiał się, jak to jest być rozpoznawalnym, podziwianym. Takim kimś, kto zrobił furorę dzięki trzydziestosekundowemu klipowi. Żmudna praca, wytrwałość, konsekwencja i absolutny talent są niemodne. Nie da się ich sprzedać jednym hasztagiem. A szkoda, bo to one budują trwałe gwiazdy. Nie te z papieru i pikseli, lecz z doświadczenia i zdolności. To świat, w którym sława nie jest szybka jak błyskawica ani ulotna jak kamfora.
Dobrze jak rozpoznawalność zawsze idzie w parze z mądrością i wielkimi zdolnościami. Wtedy pojawia się prawdziwa gwiazda i świeci bardzo długo. Nawet jak nikt jej nie lajkuje.
***
Znaleźć się na świeczniku, oznacza zajmowanie wysokiego stanowiska, eksponowanej pozycji lub znalezienie się w centrum uwagi i zainteresowania opinii publicznej.
Zapierać dech w piersiach – znaczy, że coś wywołuje ogromne, poruszające wrażenie, budzi zachwyt lub skrajne emocje.
Dostać swoje pięć minut, a więc krótki okres, w którym ktoś staje się centrum uwagi, zyskuje popularność, odnosi sukces lub ma wyjątkową okazję do zaprezentowania swoich możliwości.
Bycie na językach oznacza, że ktoś jest szeroko omawiany, staje się tematem powszechnych dyskusji i często obiektem plotek w jakimś środowisku.
Zniknąć jak kamfora, czyli bardzo szybko.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG