Oto pytanie, które w szkole średniej rozbrzmiewa częściej niż szkolny dzwonek. Można wręcz odnieść wrażenie, że jest to nieoficjalne hasło uczniów, wyryte niewidzialnym atramentem na każdej ławce. Po co matematyka? Po co historia? Po co chemia? Po co język polski, fizyka, geografia i biologia?
Najlepiej byłoby ograniczyć program do obsługi telefonu, zamawiania jedzenia przez aplikację i przewijania filmików w mediach społecznościowych. Reszta przecież do niczego się nie przyda.
Uczeń XXI wieku wchodzi do klasy z przekonaniem, że świat stoi przed nim otworem, a podręcznik do byle jakiego przedmiotu jest tylko zbędnym obciążeniem plecaka. Kiedy słyszy opowieść o jakimś pantofelku czy innej euglenie zielonej natychmiast zadaje standardowe pytanie: Ale po co mi to? Przecież nie będę biologiem!
Według tej logiki równie dobrze można byłoby przestać myć zęby, skoro nikt nie planuje zostać dentystą. Po co czytać lektury, skoro istnieją streszczenia? Po co znać daty, skoro jest internet? Po co rozumieć zjawiska fizyczne, skoro można obejrzeć trzydziestosekundowy filmik wyjaśniający wszystko i nic jednocześnie?
Takie chodzenie na skróty sprawia, że efekty bywają zatrważające.
Pewien młody człowiek stwierdził, że Powstanie Warszawskie wybuchło w 1939 r., bo gdzieś tak mu się to kojarzy. Trudno nie łapać się za głowę. Najbardziej fascynujące jest jednak to, że osoby odrzucające wiedzę szkolną często są przekonane o własnej nieomylności. Można powiedzieć, że czują się tak, jakby pozjadały wszystkie rozumy, choć akurat z historią, geografią i matematyką nie miały od dawna bliższego kontaktu.
Przecież Google wszystko znajdzie. Owszem, znajdzie. Problem polega na tym, że trzeba jeszcze wiedzieć, czego szukać i jak odróżnić prawdę od kompletnej bzdury. Internet jest trochę jak ogromny supermarket. Można kupić chleb, ale można też przez pomyłkę wrócić do domu z dmuchanym flamingiem i przekonaniem, że Napoleon wynalazł telefon.
Kiedyś mówiło się, że wiedza nie waży. Dzisiaj wielu uczniów zachowuje się tak, jakby każdy dodatkowy fakt był workiem cementu wrzuconym na ich wątłe barki. Nowy temat, jedna data więcej? Tragedia. Kolejny wzór? Katastrofa. Pięć stron do przeczytania? To już naruszenie praw człowieka. Tymczasem szkoła nie istnieje po to, aby każdy został chemikiem, matematykiem czy historykiem. Chodzi raczej o to, by podczas zwykłej rozmowy nie okazało się, że człowiek nie odróżnia średniowiecza od starożytności albo sądzi, że Australia leży gdzieś obok Austrii.
Paradoks polega na tym, że ci sami uczniowie, którzy pytają po co mi to, kilka lat później często narzekają, że ktoś ich oszukał, zmanipulował albo sprzedał im kompletną głupotę. Wiedza działa trochę jak szczepionka przeciwko absurdowi. Nie daje stuprocentowej odporności, ale znacząco zmniejsza ryzyko. Oczywiście nie twierdzę, że każdy wzór matematyczny będzie codziennie potrzebny w dorosłym życiu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie oblicza pola trapezu podczas zakupów, a skoczek narciarski wychodząc z progu nie liczy zasięgu w rzucie ukośnym.
Jednak nauka to nie magazyn przypadkowych informacji. To siłownia dla mózgu. Nie ćwiczymy po to, aby całe życie podnosić hantle, lecz po to, aby mieć siłę do różnych innych rzeczy. Dlatego za każdym razem, gdy obija mi się o uszy po raz kolejny «po co mi to», mam ochotę odpowiedzieć. Właśnie po to, by za kilka lat nikt nie opowiadał z pełną powagą i determinacją godną lepszej sprawy, że «Ociec, prać?» to tylko chwyt reklamowy, Powstanie Warszawskie odbyło się tuż po bitwie pod Grunwaldem, a z tym Rolandem to właściwie o co chodzi?
Bo wtedy pozostanie już tylko smutnie zwiesić głowę i zastanowić się, kiedy dokładnie edukacja przegrała walkę z wygodnym przekonaniem, że wiedza jest zbędnym dodatkiem do życia.
***
Świat stoi przed kimś otworem, czyli dana osoba ma przed sobą nieograniczone możliwości, mnóstwo szans na sukces i brak większych przeszkód w realizacji planów.
Chodzenie na skróty oznacza wybieranie łatwiejszej, szybszej lub prostszej drogi do osiągnięcia celu.
Łapanie się za głowę to okazywanie skrajnego zdumienia, przerażenia, zbulwersowania lub bezradności w obliczu jakiejś sytuacji lub wiadomości.
Bycie przy zdrowych zmysłach oznacza zachowywanie pełni władz umysłowych, logiczne myślenie oraz zdolność do trzeźwej i świadomej oceny rzeczywistości.
Coś obija się komuś o uszy – to znaczy, że coś gdzieś słyszy, zwykle przypadkiem.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG