Dzień dziecka wprawdzie już za nami, ale w Polsce można go świętować jeszcze raz, bo właśnie zaczęły się tu wakacje i dzieciarnia wyległa na podwórka albo rozjechała się na letnie kolonie i obozy.
«Mamy bez wiz!» «Prawdziwie bez wiz! Alleluja!» – takimi słowy witali się Ukraińcy w okresie Wielkanocy, bo to właśnie wtedy otworzyły się przed nimi szczelnie zabezpieczone wrota Unii Europejskiej, strzeżone przez oddziały urzędników pieczołowicie respektujących wyśrubowane przepisy wydania wizy.
Na 37 urodziny postanowiłam sobie kupić samochód. Przynajmniej nikt już nie będzie mi ustępować miejsca w marszrutce, a który to element ukraińskiej kultury «ma swoje plusy dodatnie i ujemne», jak rzekł Lech Wałęsa.
«Show Must Go On» – śpiewał kiedyś śp. Freddie Mercury. Nasze «show-dyktando» trwa już czwarty rok. I znowu w tym roku było prawdziwym «á la świętem języka polskiego».
Za nami huczne i mniej huczne obchody Dnia Polaków i Polonii za Granicą. Dzień był to jednak… jak każdy, od kiedy tu jestem. Podobny do następnego – do Dnia Konstytucji 3 Maja.
Zawsze mówimy tylko o tym, co łączy Polaków i Ukraińców. Jest to oczywiście politycznie poprawne i zgodne z nurtem. Jednak niewidzialne granice przebiegają w miejscach, których Sam Nasz Wspólny Wróg nigdy by się nie doszukał.
Tego dnia miał przyjść do naszej organizacji Prawdziwy Banderowiec. Mówiła o nim prawicowa prasa polska, grzmiało w Internecie.
Jaka ma być Ukraina? Każdy wie! Jak kogoś zapytasz, co mu się w Polsce podoba najbardziej, odpowiedź brzmi: czyste ulice i zadbane podwórka, które widać z okien autobusów.
W tym felietonie miało być o problemach ze śmieciami. Po co jednak zawracać sobie głowę skandalami, jeśli idzie odwilż, a na horyzoncie wiosna?
Luty to jednak prawdziwe przesilenie. Podobno naukowcy stwierdzili, że 18 lutego to najbardziej depresyjny dzień roku. Święta za nami, pieniędzy mało, do wiosny daleko. To jest dobry czas na podsumowania.