Pan Lew Kraluk, o którym już kiedyś wspominałam, to mieszkaniec Kowla. Jest przystojnym, wysokim i młodym mężczyzną. Jakiś czas temu skończył 70 lat. Młodzieńczego spojrzenia niebieskich oczu mógłby mu pozazdrościć niejeden dwudziesto- i trzydziestolatek.
Pan Lew z zawodu jest lekarzem, a do siebie i otaczającego świata ma wyjątkowy dystans, którego nabywa się wraz z wiekiem i rosnącym bagażem doświadczeń zdobywanych przez całe życie.
Należy również do wiernych fanów «Monitora Wołyńskiego», który zawsze czyta od deski do deski. Lubię go słuchać i uwielbiam z nim gawędzić. Nawet jak oboje pleciemy trzy po trzy. W swoich refleksyjnych opowieściach przypomina mi Colasa Breugnona, filozofa i gawędziarza, bohatera wspaniałej powieści Romaina Rollanda, jednej z najbardziej pogodnych i optymistycznych w światowej literaturze.
Gdybym wąs sumiasty posiadała, to zapewne uśmiechałabym się pod nim dyskretnie, jak dobre wychowanie nakazuje, przy każdym spotkaniu z moim znajomym. Ponieważ takowego wąsa, na szczęście, nie mam, pozostaje mi tylko uśmiech od ucha do ucha. Trudno bowiem w wesołość nie popadać, gdy rozmówca z przymrużeniem oka mówi: «Pani Gabrielo, kiedy człowiek jedną ręką trzyma już osiemdziesiątkę, to urlop ciągnie mu się przez cały rok i ten wolny czas musi sobie jakoś zagospodarować, bo inaczej mógłby kota dostać. Ja swój dzień zaczynam o 6.00 rano, kubek chłodnej wody na czczo, a potem na stadion. 8 kilometrów marszu i powrót do domu na śniadanie, niewielkie. Bułka z masłem lub szynką, może być z boczkiem. Sałata z pomidorów albo ogórków, kawa. Po dwunastej obiad. Bardzo lubię grochówkę, barszcz szczawiowy, potrawy z dyni. Na drugie – mięsko z jakąś kaszą, bo kartofli nie znoszę. Czasem bigos, gołąbki i kompot. Kolacja o 18.00. Późne jedzenie niedobre. Na koniec dnia oglądanie telewizji i czytanie. Książki po prostu pochłaniam. Do tego łykanie pigułek». I mówi mi pan Lew: «Chcesz żyć – trzeba łykać».
Takie rozmowy z dobrym znajomym o wszystkim i o niczym. Tego typu pogawędki, proste a życia dotyczące, prawdopodobnie dla wielu są tylko stratą czasu, nie przynoszą wymiernych, namacalnych korzyści. Bo cóż komu po wiedzy na temat zwyczajów żywieniowych innego, w końcu obcego, człowieka.
Dla mnie jednak są niezwykle ważnym fundamentem, na którym budujemy kontakty z innymi ludźmi. Także dzięki takiej, dla świata kompletnie obojętnej, wymianie informacji tkamy misterną konstrukcję wzajemnych relacji, sympatii a nawet przyjaźni. Zatem dialogi o grochówce i barszczu szczawiowym mogą być równie ważne, a może nawet ważniejsze, niż dyskurs na temat zderzających się galaktyk.
Bagaż doświadczeń posiada człowiek, który wiele w życiu zobaczył, przeżył, przemyślał.
Czytać od deski do deski, czyli od pierwszej do ostatniej strony, w całości, z dużym zaangażowaniem i ciekawością.
Pleść trzy po trzy – to mówić bez większego sensu, zwykle o rzeczach błahych.
Wąs sumiasty, zatem bardzo okazały, długi, bujny, dowód mądrości i doświadczenia życiowego.
Uśmiechać się pod wąsem, czyli dyskretnie, tak żeby nikt nie zauważył.
Uśmiechać się od ucha do ucha – pokazywać pełen, niczym nieskrępowany uśmiech, wielką radość.
Z przymrużeniem oka, czyli niepoważnie, z dystansem do czegoś lub kogoś.
Dostać kota – bardzo mocno się zdenerwować, prawie zwariować z emocji.
Pochłaniać książki – bardzo dużo czytać.
Gabriela WOŹNIAK-KOWALIK,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG
CZYTAJ TAKŻE:
ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: ZABAWA W KOTKA I MYSZKĘ
ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: KRÓTKA ROZPRAWKA NA TEMAT CHODZENIA
ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: JAK KOCHAMY?
ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: DIETA CUD
ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: ZŁOŚLIWOŚĆ RZECZY MARTWYCH
ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: WSPOMNIEŃ CZAR
ZWIĄZKI FRAZEOLOGICZNE: DYTYRAMB NA CZEŚĆ DYREKTORA