Rodzinne historie: «Mieszkaliśmy na samej granicy, po stronie radzieckiej»
Artykuły

90-letnia Zinaida Nowosielska, mieszkająca obecnie w Zdołbunowie, pochodzi z Kamianki w obwodzie chmielnickim, w pobliżu której w okresie międzywojennym przebiegała granica polsko-radziecka.

Pani Zinaida podzieliła się z nami wspomnieniami o życiu na pograniczu, Wielkim Głodzie, radzieckich represjach, okupacji niemieckiej i życiu powojennym na Chmielnicczyźnie i Rówieńszczyźnie.

«Czuli się wolnymi ludźmi»

«Mój dziadek ze strony ojca nazywał się Cyprian Dzwinkowski. Pochodził z polskiej katolickiej rodziny. Wraz z babcią, prawosławną Ukrainką Marią Szulską, mieszkali w Kamiance (dziś rejon szepetowski w obwodzie chmielnickim – aut.). Dziadek zmarł wcześnie, a babcia Maria sama wychowywała mojego ojca Franciszka i trzy jego siostry. Sporządzając dokumenty, zapisała wszystkie dzieci jako prawosławne, chociaż ojciec, jak się okazało, został ochrzczony w kościele. Pewnego razu nasi krewni udali się do archiwum i znaleźli w księdze metrykalnej wpis o chrzcie ojca w kościele katolickim.

Mój tata, Franciszek Dzwinkowski, urodził się w 1903 r. i prawie nie pamiętał swojego ojca. Dorastał w naszej wsi wśród innych polskich rodzin. Bardzo lubił konie, a w latach 20. furmanką dostarczał towar do sklepów spółdzielczych. Z moją mamą poznali się pod koniec lat 20.» – opowiada pani Zinaida. Dodać należy, że zgodnie z dokumentami ma na imię Zinaida, ale dla bliskich i znajomych od lat jest Niną.

RH Nowowiejska 01

Franciszek Dzwinkowski podczas II wojny światowej

«Dziadek ze strony matki nazywał się Wojciech Ciesielski, a babcia – Józefa. Byli katolikami i pochodzili z Kamianki. Dziadek pracował na kolei i stracił nogę w wypadku. Po pewnym czasie zmarł z powodu odniesionych obrażeń. Babci Józefie trudno było wychowywać dzieci, więc moja mama Helena, która urodziła się w 1910 r., i jej siostra Zofia od dziecka pracowały u obcych ludzi. Wypasały krowy i opiekowały się dziećmi. Zawsze płakałam, gdy mama opowiadała mi o tamtym okresie. Przez długi czas mama i ciocia Zofia nawet nie wiedziały nic o sobie nawzajem. Minęły lata, one dorosły i dowiedziały się, że pracują w tej samej wsi. Mama opowiadała, że kiedy spotkały się z siostrą, długo się przytulały i płakały.

Kiedy mama miała 18 lat, stało się nieszczęście. Grała z przyjaciółkami w «piekarza» (podwórkowa gra dziecięca, która polegała na zbijaniu kijami postaci wybudowanych z pewnych przedmiotów – aut.) i wybito jej oko. Przeżyła bez niego całe życie, chociaż zawsze pracowała na równi z innymi» – mówi Zinaida Nowosielska.

«Moi rodzice pobrali się w 1930 r., a ja urodziłam się w 1931 r. Przed wojną w naszej rodzinie przyszli na świat także Józef i Włodzimierz. W latach wojennych urodziła się Maria, a po wojnie – Olga i Borys. Wszyscy moi bracia i siostry zostali ochrzczeni w domu i tylko ja – w kościele we wsi Kuniów koło Kamianki» – wspomina pani Zinaida (Kuniów – wieś w rejonie szepetowskim obwodu chmielnickiego – aut.).

W pobliżu Kamianki przed wojną przebiegała granica polsko-radziecka. «Mieszkaliśmy na samej granicy, po stronie radzieckiej – kontynuuje pani Zinaida. – W naszej wsi był posterunek graniczny. W pobliżu mieliśmy nawet pole. Pamiętam, że czasami wykrzykiwano do nas ze strony polskiej, pytano, jak się mamy. Oni czuli się wolnymi ludźmi, pytali nas o nasze życie. My z kolei baliśmy się, że powiemy za dużo».

«Czy ktoś z pani wsi przekraczał granicę nielegalnie?» – pytam. «Tak. Zdarzało się, że ktoś uciekał na stronę polską – odpowiada Zinaida Nowosielska. – Pamiętam, że kiedyś wezwano nas niby na przedstawienie, ale okazało się, że była to publiczna kara i przesłuchanie zbiegów złapanych na granicy».

«Trochę pamiętam Wielki Głód w latach 30. – dzieli się wspomnieniami moja rozmówczyni. – Miałam wtedy trzy lata i ciągle prosiłam o chleb, którego zawsze brakowało. Kiedy byłam mała, Polaków z naszej wsi zaczęli wywozić na zesłanie. Pamiętam, jak pewnego wieczoru bawiłam się z przyjaciółką, a następnego dnia zabrano całą jej rodzinę. Mojego ojca nie zesłano dlatego, że został zapisany jako prawosławny. Kiedy zabierano znajomego ojca, powiedział, że przyjechał po niego «czornyj woron». Ludzie, których zesłano do Kazachstanu, czasami wracali, ale ci, których zabierał «czornyj woron», już nie».

«Co opowiadali powracający?» – pytam. «Z naszej wsi nikt nie wrócił, był tylko jeden mężczyzna z sąsiedniej miejscowości. Po powrocie z zesłania, już po wojnie, postanowił zemścić się na człowieku, który pracował jako brygadzista i napisał na niego donos. Zabił go. Na pokazowej rozprawie sądowej okazało się, że donos napisał inny mężczyzna o nazwisku Zalewski. Ten tłumaczył się i mówił, że podsuwano mu różne dokumenty bez wyjaśnienia i zmuszano do podpisania. Jak się okazało, to właśnie były donosy na mieszkańców wsi» – wspomina pani Zinaida.

«Kiedy śniłam się ojcu, wiedział, że przeżyje»

«Po rozpoczęciu wojny niemiecko-radzieckiej dyrektor naszej szkoły o nazwisku Rewa zaczął organizować jednostki wojskowe, w ten sposób mój tata wstąpił do radzieckich partyzantów. Opowiadał, że miejscowa ludność w Karpatach była do nich bardzo wrogo nastawiona. Wspominał, że musieli jeść martwe konie, bo miejscowi nie dawali radzieckim partyzantom ani wody, ani chleba. Ojciec mówił też, że kiedy śniłam mu się przed bitwą, nie martwił się i wiedział, że na pewno przeżyje. Po czasie spędzonym w partyzantce tata został zmobilizowany do regularnej armii, a po wojnie służył w wojsku jeszcze przez siedem lat. Ojciec wrócił ranny i do końca życia utykał na jedną nogę» – opowiada pani Zinaida.

Na początku niemieckiej okupacji rodzina Nowosielskich, gdy wojsko przechodziło przez wieś, ukrywała się przed Niemcami w lesie. «W naszym domu zerwali jeden portret, a wszystkie inne rzeczy zostały na miejscu. W czasie wojny nie było już granicy, i mama jeździła na Zachodnią Ukrainę, aby wymienić różne rzeczy na chleb. Ludzie tam byli bogatsi. Ponadto Niemcy narzucili nam wysokie normy kołchozowe, których mama nie była w stanie wykonać, bo miała małe dzieci. Zamiast niej do pracy w kołchozie chodziłam ja» – mówi pani Zinaida.

Za Niemców w Kuniowie otwarto kościół i cerkwie: «Pamiętam, jak mama budziła nas rano i szliśmy do kościoła w Kuniowie lub Ostrogu, a kiedy wracaliśmy przez las, modliliśmy się po polsku i prosiliśmy Pana, by nic się nam nie przydarzyło. Pewnego razu po drodze natknęliśmy się na ciało dziewczyny. Potem mówiono, że została zabita przez zazdrosnego chłopaka. Wszędzie wokół było okrucieństwo».

Wujek pani Zinaidy Ludwik został wywieziony do pracy w Niemczech: «Opowiadał, że w zakładzie było mu trochę ciężko, ale generalnie znośnie. W Niemczech ożenił się z kobietą, która pracowała w rolnictwie. Ona miała znacznie łatwiej, ponieważ nigdy nie musiała ponad miarę pracować i dobrze się odżywiała. Kiedy wrócili z Niemiec, wyglądali całkiem dobrze».

«U nas mieszkali głównie Polacy, ale sąsiedni Kuniów był miasteczkiem żydowskim – tak pani Zinaida odpowiada na moje pytanie o Żydów. – Tam miałam dwie koleżanki, Pepę i Bebę, z którymi rozmawiałyśmy po ukraińsku. Pamiętam, że przez długi czas nie mogłam zapamiętać ich imion. Były moimi rówieśniczkami, ale ich dalszy los nie jest mi znany. Wiem, że w Kuniowie był wąwóz, w którym eksterminowano miejscowych Żydów».

 «Mieszkali w jednym domu w dwie rodziny»

«Po wojnie także był głód, który już dobrze pamiętam. Zbieraliśmy i gotowaliśmy szczaw, dodając trochę mleka, bo mieliśmy krowę. Wiosną zbieraliśmy z pól zamarznięte ziemniaki» – wspomina Zinaida Nowosielska.

RH Nowowiejska 02

Zinaida Nowosielska, początek lat 50. XX w.

«Przed wojną skończyłam tylko trzy klasy. Szkoła znajdowała się w naszej wiosce i w jednej sali uczyły się dzieci z kilku klas. Po wojnie chciałam się uczyć, ale byłam już dorosła. A mama powiedziała, że szkoła mnie nie wykarmi. Tylko trochę pouczyłam się w piątej klasie, a potem poszłam do różnych prac w kołchozie. Tam później poznałam swojego przyszłego męża Józefa Nowosielskiego, s. Antona, który urodził się w Kamiance w 1930 r. W 1950 r. pobraliśmy się, a później urodziło się nam troje dzieci: Stanisława, Anatolij i Iryna» – mówi pani Zinaida.

RH Nowowiejska 03

Zinaida Nowosielska z synem Stanisławem, 1953 r.

Йосип Новосельський походив із мішаної родини: його батько Антон був поляком, а мати Софія – українкою. «Під час пологів мама Йосипа померла і його батько вдруге одружився вже з католичкою. Після того, як батька разом із другою дружиною і їхніми спільними дітьми депортували до Казахстану, Йосипа і його брата Станіслава взяла на виховання бабуся по материнській лінії Марія», – продовжує пані Зінаїда (Антона Новосельського в 1936 р. визнали неблагонадійним елементом і вислали на спецпоселення, – авт.).

RH Nowowiejska 04

Franciszek i Helena Dzwinkowscy, koniec lat 50. XX w.

Mąż Zinaidy Nowosielskiej pracował w kołchozie jako stajenny, a jego brat Stanisław wyjechał do Zdołbunowa uczyć się na kolejarza, a później zaczął pracować jako pomocnik maszynisty.

«Po pewnym czasie Stanisław namówił mojego męża, aby przeniósł dom, w którym mieszkaliśmy w Kamiance, do Zdołbunowa. Przeprowadziliśmy się więc tutaj i mieszkaliśmy w jednym domu w dwie rodziny. Kiedy w naszych rodzinach pojawiły się dzieci, stało się to niewygodne, często dochodziło do kłótni i zaczęłam marzyć o postawieniu własnego domu. Mąż przez pewien czas się opierał i martwił, że nie stać nas na budowę, ale w końcu stopniowo wybudowaliśmy własny dom. Po przeprowadzce do Zdołbunowa początkowo pracowałam w szpitalu jako sprzątaczka, ale mąż nalegał, żebym zrezygnowała i zajęła się wychowaniem dzieci. Tak też zrobiłam. Po pewnym czasie, kiedy dzieci były trochę starsze, zaproszono mnie do pracy w zajezdni. Zdobyłam odpowiednie wykształcenie i przed emeryturą pracowałam przy dźwigu, rozbierając i składając lokomotywy. Mąż poszedł też do pracy na kolei, tankował lokomotywy spalinowe» – opowiada Zinaida Nowosielska.

RH Nowowiejska 05

Zinaida Nowosielska podczas pracy na kolei. Lata 80.

Kiedy pani Zinaida przeszła na emeryturę, na Ukrainie zaczęto zwracać kościoły katolikom. Pracowała przy budowie kościołów w Szepetówce i Chmielnickim. Pomagała przy pracach remontowych w kościołach katolickich w Sławucie i Równem. Po odzyskaniu przez wspólnotę katolicką kościoła pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Zdołbunowie nadzorowała prace przy urządzaniu świątyni i nadal pozostaje parafianką tego kościoła. Od lat 90. pani Zinaida należy również do Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Zdołbunowskiej, którego członkowie pomagają jej teraz, jak tylko mogą.

RH Nowowiejska 06

Zinaida Nowosielska, listopad 2021 r.

***

Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Serhij HŁADYSZUK

CZYTAJ TAKŻE:

RODZINNE HISTORIE: KAZACHSTAŃSKIE ZESŁANIE WILCZYŃSKICH

RODZINNE HISTORIE: Z RADOMIA DO KAMIENIA KOSZYRSKIEGO

RODZINNE HISTORIE: ŻYTOMIERSKIE KORZENIE ALINY ŁUCKIEWICZ

RODZINNE HISTORIE: NA POGRANICZU POLSKO-RADZIECKIM

RODZINNE HISTORIE: ABY NASZA WIARA PRZETRWAŁA

RODZINNE HISTORIE: TARNOPOL STANISŁAWY DĄBROWSKIEJ

RODZINNE HISTORIE: SPOD WŁODAWY DO ALEKSIEJÓWKI

RODZINNE HISTORIE: SYBERYJSKI HART ALINY ROGOZIŃSKIEJ

RODZINNE HISTORIE

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Chrześniaczka Ireny Sandeckiej
Artykuły
«Jest bardzo oddana ludziom» – mówią o Emilii Wolanickiej krzemienieccy Polacy. Całe życie pracowała jako nauczycielka, zawsze była i pozostaje aktywną parafianką kościoła Świętego Stanisława w Krzemieńcu, w przeszłości była prezesem Towarzystwem Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego, obecnie należy do Komitetu Seniorów tej organizacji. Jednak najważniejsza dla niej zawsze była rodzina. Dlatego dziś proponujemy naszym Czytelnikom rodzinne historie Emilii Wolanickiej.
06 lipca 2022
Rodzinne historie: Wielonarodowa rodzina Marii Bożko
Artykuły
Maria Bożko przez ponad 20 lat kierowała Dubieńskim Towarzystwem Kultury Polskiej. W rozmowie opowiada o życiu swojej rodziny w okresie międzywojennym, tragicznych wydarzeniach II wojny światowej i odrodzeniu kulturowym polskiej społeczności miasta w latach 90. XX w.
17 czerwca 2022
Rodzinne historie: Cała wieś została wywieziona do Kazachstanu
Artykuły
Rodzina Antoniego Kamińskiego w latach 30. XX w. została deportowana do Kazachstanu, a po powrocie do Ukrainy przesiedlona na Krym. Później jego rodzice wrócili do obwodu chmielnickiego. Los sprowadził bohatera tego tekstu do Krzemieńca, gdzie pomagał ks. Marcjanowi Trofimiakowi, późniejszemu biskupowi, ordynariuszowi diecezji łuckiej Kościoła rzymskokatolickiego w Ukrainie w latach 1998–2012.
06 czerwca 2022
Rodzinne historie: Każda niedziela była wyjątkowa
Artykuły
Mirosława Butyńska z Krzemieńca jest członkinią miejscowego Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej imienia Juliusza Słowackiego i jedną ze współzałożycielek Stowarzyszenia Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej na Wołyniu. Od początku lat 90. prowadziła wycieczki dla polskich turystów, najpierw w Łucku i okolicach, a później także w Krzemieńcu.
20 maja 2022
Rodzinne historie: Chcieliśmy być bliżej domu rodzinnego
Artykuły
Po obu stronach Bugu żyją tysiące rodzin, których korzenie pod dyktando Moskwy zostały wyrwane z rodzinnych wsi i miast przez komunistyczne reżimy Ukraińskiej SRR i Polski, po podpisaniu 9 września 1944 r. umowy przewidującej przymusowe przesiedlenie setek tysięcy Polaków z zachodu Ukrainy do Polski, zaś Ukraińców z terenów polskich do wschodnich obwodów USRR. Ten los dotknął również moich rozmówców Mykołę i Wirę Łysaków.
09 maja 2022
Rodzinne historie: «Ludzie nie cieszyli się na widok czerwonoarmistów»
Artykuły
«Ci żołdacy byli obdarci. Pewnego dnia mój ojciec poszedł do kościoła. Miał na sobie czarny garnitur i buty chromowane. Radzieccy żołnierze wołali za nim, że idzie zamożny burżuj. W rzeczywistości nasi ludzie zawsze się tak ubierali do cerkwi czy kościoła. Czerwonoarmiści z kolei byli prawie nadzy i bosi» – wspomina 89-letnia Lidia Krzyżanowska ze Zdołbunowa.
15 kwietnia 2022
Rodzinne historie: Buklarewiczowie, Krawczyńscy i Rosińscy
Artykuły
Przodkowie Wacława Buklarewicza, współzałożyciela i pierwszego prezesa Towarzystwa Kultury Polskiej im. Władysława Reymonta w Równem, pochodzą z Litwy, Ukrainy i Polski. Jego praprapradziadek Siergiej Krawczyński z rewolucyjnej organizacji «Narodnaja Wola» zasłynął z tego, że dokonał zamachu na Nikołaja Miezencowa, szefa najwyższego organu tajnej policji Imperium Rosyjskiego, a dziadek wraz ze swoimi braćmi walczył z bolszewikami w wojnie 1920 r.
24 marca 2022
Rodzinne historie: Duża rodzina Żytnikowskich
Artykuły
W Zdołbunowie odwiedzam Polinę Całko, ur. w 1927 r. – jedną z najstarszych mieszkanek miasta. Właściwie jest Apolonią, bo tak została ochrzczona. Dopiero władze radzieckie stwierdziły, że nie istnieje takie imię i zapisały ją jako Polinę. Dziś opowiada o trudnej egzystencji swojej wielodzietnej rodziny w pierwszej połowie XX w., tragicznej śmierci ojca i powojennym życiu na Białorusi i Rówieńszczyźnie.
16 marca 2022
Rodzinne historie: Chodziliśmy do kościoła, ale rozmawialiśmy po ukraińsku
Artykuły
Weronij Korczyński urodził się w 1936 r. na Chmielnicczyźnie. Obecnie mieszka w Tarnopolu. Dzieląc się z nami swoimi wspomnieniami mówi, że Polakami w jego stronach rodzinnych nazywano tych, którzy chodzili do kościoła, a wszystkich członków jego polskiej rodziny po II wojnie światowej zarejestrowano jako Ukraińców.
10 lutego 2022