Rodzina Antoniego Kamińskiego w latach 30. XX w. została deportowana do Kazachstanu, a po powrocie do Ukrainy przesiedlona na Krym. Później jego rodzice wrócili do obwodu chmielnickiego. Los sprowadził bohatera tego tekstu do Krzemieńca, gdzie pomagał ks. Marcjanowi Trofimiakowi, późniejszemu biskupowi, ordynariuszowi diecezji łuckiej Kościoła rzymskokatolickiego w Ukrainie w latach 1998–2012.
Wykopali sobie ziemianki i przeżyli
«Moi przodkowie pochodzą z polskich rodzin katolickich z obwodu chmielnickiego. Jeden z nich był księdzem w katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Kamieńcu Podolskim. W utworach Henryka Sienkiewicza przeczytałem, że kiedy chowano Wołodyjowskiego (chodzi o szlachcica Jerzego Wołodyjowskiego, który zginął w 1672 r. podczas oblężenia miasta przez Turków – aut.), pogrzeb prowadził właśnie ksiądz Kamiński.
Dziadek ze strony ojca nazywał się Adolf Kamiński, babcia miała na imię Maria. Z kolei dziadek ze strony matki nazywał się Józef Ilnicki, a babcia Tekla była z domu Rudkowska. Mieszkali we wsi Surżyńce (dziś rejon kamieniecki w obwodzie chmielnickim – aut.). W pobliżu płynie rzeka Ternawa i ogólnie jest bardzo dobry klimat, odpowiedni do rolnictwa i życia» – zauważa Antoni Kamiński.
O funkcjonowaniu swojej rodziny przed II wojną światową opowiada tak: «Kamińscy i Ilniccy mieszkali w Surżyńcach, prowadzili gospodarstwo. Było tu zaledwie kilka rodzin prawosławnych, cała reszta – katolicy ze zubożałej polskiej szlachty. Z 200 domów dzisiaj pozostało około 35. Do kościoła wszyscy chodzili do wsi Kitajgród (dziś rejon kamieniecki – aut.). Przed wojną dziadkowie rozmawiali głównie po ukraińsku, ponieważ nasze tereny były wówczas częścią radzieckiej Ukrainy».
«Mój ojciec Stanisław Kamiński urodził się w 1928 r. Miał także siostry: starszą Władzię i młodszą Adelę. Matka Katarzyna Ilnicka urodziła się w 1935 r. Później przyszedł na świat jej młodszy brat. Oboje moi rodzice mieli akty urodzenia, w których były wpisy o tym, że są Polakami. Umieli czytać i pisać, ale nigdy nie otrzymali gruntownego wykształcenia. Około 1937 r. rodzina Ilnickich, w tym moja matka, została deportowana do Kazachstanu, do miejscowości Jużnyj (dziś osada w rejonie Abaj w obwodzie karagandyjskim – aut.) i faktycznie zostawiona w polu. Wykopali jednak sobie ziemianki i przeżyli. Opowiadali, że był tam głód. W rzeczywistości do Kazachstanu została wywieziona prawie cała nasza wieś. Po II wojnie światowej udało im się wrócić na rodzime ziemie. Z kolei Kamińskich z Surżynców nie wysiedlano. Tylko starsza siostra mojego ojca Władzia została wywieziona do Niemiec na roboty przymusowe. Po wojnie wyszła za mąż za Polaka i została w Polsce» – kontynuuje pan Antoni.
«Mieszali różne narody»
«Rodzice niewiele opowiadali o wojnie czy okresie powojennym. Mama wspominała czasem o głodzie w latach 1946–1947 w obwodzie chmielnickim. Po powrocie z Kazachstanu wyszła za mąż za mojego ojca. Dziadka Adolfa Kamińskiego zabili rabusie, kiedy wracał do domu. Babcia Maria również zmarła dość szybko. Nie pamiętam ich» – mówi pan Antoni.

Stanisław i Katarzyna Kamińscy, rodzice Antoniego Kamińskiego, ok. 1950 r.
Po deportacji z Krymu Tatarów Krymskich i innych rdzennych mieszkańców półwyspu w 1944 r., władze radzieckie stanęły przed zadaniem zaludnienia regionu Ukraińcami. W pierwszej połowie 1950 r. z 15 rejonów obwodu kamienieckiego (dziś obwód chmielnicki – aut.) na Krym przymusowo przesiedlono 200 rodzin, w tym rodzinę Antoniego Kamińskiego.
Pan Antoni opisuje przesiedlenie na Krym w taki sposób: «Po wojnie konieczne było zasiedlenie Krymu, ponieważ deportowano (przez władze radzieckie – aut.) Tatarów Krymskich. Musieli kogoś tam wysłać. To była przymusowa relokacja. Mieszali różne narody, aby nie było ludzi o podobnych poglądach. Naszą rodzinę, ojca, mamę i jej rodziców, przeniesiono do Zaricznego (dziś wieś w regionie symferopolskim Autonomicznej Republiki Krymu – aut). Rodzice mieli tam własny dom, a dziadkowie mieszkali w osobnym budynku. Kiedy dziadek został śmiertelnie potrącony przez samochód, babcia zamieszkała z moimi rodzicami.
W 1952 r. na Krymie urodził się mój starszy brat Jan, a w styczniu 1955 r. – ja. Rodzicom dobrze się tam wiodło. Ojciec pracował w kołchozie i znał się na stolarstwie. Babcia otrzymała nawet kilka nagród państwowych za sukcesy odniesione w pracy. Oczywiście nie było tam żadnych cerkwi ani kościołów, a w pobliżu mieszkali głównie Ukraińcy i Rosjanie. Warunki do życia były dobre, ale rodzice tęsknili za domem i chcieli wrócić. W 1955 r., kilka miesięcy po moim urodzeniu, przenieśliśmy się do Surżyńców. W tym czasie u władzy był już Chruszczow i zaczęło się pewne rozluźnienie systemu radzieckiego».

Od lewej Antoni, Jan i Anatolij Kamińscy, początek lat 60. XX w.
Powrót do obwodu chmielnickiego
«Nasz dom w Surżyńcach został zniszczony, więc po powrocie do wsi musieliśmy wybudować nowy. Na początku przygarnęli nas sąsiedzi. Później zbudowaliśmy własny domek. Rodzice poszli do pracy w kołchozie. Żyli podobnie jak wszystkie inne rodziny w okresie radzieckim. Mieli małe gospodarstwo i pole w pobliżu domu. Kiedy mama kupowała arbuza, było to dla nas prawdziwe święto. W 1959 r. urodził się mój młodszy brat Anatol. Mieszkała z nami babcia Tekla. Była wykształcona, oczytana i rozmowna. Czasami lubiła powspominać przeszłość» – mówi pan Antoni.
Babcia Tekla Ilnicka z wnukami, ok. 1960 r.

Babcia Tekla, mama Katarzyna, Antoni Kamiński oraz jego starszy brat Jan.
«Nie mieli państwo okazji wyjechać do Polski, podobnie jak robiły to inne rodziny?» – pytam. «Nie rozmawialiśmy nawet o przeniesieniu się do Polski, bo właśnie wróciliśmy z Krymu i zaczęliśmy budować dom. Mieliśmy dość przeprowadzek, rodzina chciała spokojnego życia. Ojciec utrzymywał jednak kontakty z siostrą w Polsce. Oczywiście w listach omawiano wyłącznie kwestie rodzinne i gospodarcze, a nie polityczne» – odpowiada Antoni Kamiński.
Mój rozmówca wspomina swoją pierwszą komunię: «W 1964 r., kiedy miałem dziewięć lat, pojechaliśmy z moim starszym bratem do Polski na Pierwszą Komunię. Mieszkaliśmy tam przez około miesiąc, przygotowując się do sakramentu. Było to w Chrzanowie (dziś miasto powiatowe w województwie małopolskim – aut.). To tam lepiej nauczyłem się języka polskiego i od tego czasu zacząłem bardziej się nim interesować. Dziś mam w Polsce dwie kuzynki. Właściwie to moi krewni w Polsce opowiedzieli mi o szlacheckim pochodzeniu naszej rodziny».
Kierowca biskupa Marcjana Trofimiaka
«Pierwsze cztery klasy skończyłem w Surżyńcach, a potem chodziłem do szkoły we wsi Kulczyjowce (dziś rejon kamieniecki – aut.). Po szkole chciałem wstąpić do Instytutu Rolniczego, ale się nie udało. W latach 1973–1975 służyłem w wojsku, otrzymałem prawo jazdy. Po powrocie z wojska zatrudniłem się jako stolarz w fabryce mebli w Kamieńcu Podolskim. Ponadto od czasu do czasu byłem ministrantem w kościołach, w szczególności w Borszczowie.
Pewnego dnia główny inżynier fabryki mebli podwoził jakąś babcię do kościoła w Borszczowie i zobaczył, że usługuję księdzu Marcjanowi Trofimiakowi. Doniósł na mnie do organów bezpieczeństwa i dyrektora fabryki mebli. Później zostałem za to wyrzucony z Komsomołu. Bardzo się z tego powodu ucieszyłem» – mówi Antoni Kamiński. Żartuje, że nie musiał już płacić składek członkowskich. Później zrezygnował z pracy w fabryce mebli.
Pan Antoni wspomina okres współpracy z biskupem Marcjanem Trofimiakiem: «Kiedy ks. Marcjan Trofimiak przybył do Krzemieńca w 1974 r., w parafii rzymskokatolickiej było bardzo niewielu młodych ludzi. Tylko trzy dziewczyny nie bały się chodzić do kościoła, jedną z nich była moja przyszła żona Maria, która grała na organach. Jak tylko wróciłem z wojska, ks. Jan Olszański, którego poznałem, kiedy jeszcze przyjeżdżał do kościoła w Kitajgrodzie, mówił, że ktoś musi pojechać do Krzemieńca, aby pomagać księdzu Marcjanowi. Początkowo było trzech kandydatów, ale dwóch odmówiło. Tak więc w 1976 r. przeniosłem się do Krzemieńca i zacząłem pracować jako kierowca ks. Marcjana Trofimiaka.
Początkowo w Krzemieńcu mieszkaliśmy w jednym mieszkaniu z Jurijem Hofmanem, który również pomagał w parafii. W 1991 r. ks. Marcjan Trofimiak został mianowany na biskupa pomocniczego archidiecezji lwowskiej i przeniósł się do Lwowa. Później został ordynariuszem łuckim i przeprowadził się do Łucka. Kontynuowałem pracę u niego. Z Jerzym Hofmanem mieliśmy dwutygodniowe dyżury. Najpierw on jechał do Lwowa czy potem do Łucka, a po pewnym czasie – ja. Przede wszystkim byliśmy kierowcami biskupa. Jestem dumny, że życie połączyło mnie z dwoma biskupami – Janem Olszańskim i Marcjanem Trofimiakiem».
«W 1978 r. ożeniłem się z Marią Romaniuk. Żona urodziła się w 1960 r. w Krzemieńcu. Jej dziadek, o nazwisku Kozłowski, również był pochodzenia szlacheckiego, a jej korzenie ze strony ojca sięgały Litwy. Maria chodziła do kościoła i grała na organach, a ja byłem przy ołtarzu. Tak się poznaliśmy» – kontynuuje Antoni Kamiński.

Antoni i Maria Kamińscy, 1978 r.
Wspomina o początkach działalności Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu: «Było jednym z pierwszych w Ukrainie. Początkowe spotkania organizowaliśmy jeszcze w latach pierestrojki. Najpierw przy towarzystwie działał niewielki chór, dawaliśmy koncerty. Później oprócz chóru powstały jeszcze dwie grupy taneczne».
Mój rozmówca żartuje, że Towarzystwo stopniowo się rozrastało, ponieważ w ich rodzinie urodziło się 10 dzieci i 27 wnuków. «Większość dzieci mieszka dziś w Polsce, dwoje – w Ukrainie» – mówi. Kamińscy nadal są członkami Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu, a także wiernymi tutejszego kościoła Świętego Stanisława, gdzie żona pana Antoniego Maria od wielu lat jest organistką.

Antoni i Maria Kamińscy
Dzieci Antoniego i Marii Kamińskich
***
Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Serhij Hładyszuk
Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Antoniego Kamińskiego