Rodzinne historie: «Tu się urodziliśmy i tutaj pochowani są nasi rodzice»
Artykuły

Alina Maslikowa ze Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu pochodzi z polskiej rodziny, która w okresie międzywojennym mieszkała na pograniczu białorusko-litewsko-polskim. Do Łucka przeniosła się z mężem w latach 80.

W pobliżu granicy litewskiej i polskiej

«Moi rodzice pochodzą z przygranicznych wiosek. Ojciec Jan Dworak, syn Joachima i Anny, urodził się w 1902 r. we wsi Perstuń (dziś obwód grodzieński w Republice Białoruś – aut.), a matka Stanisława Radziwiłko – w 1912 r. we wsi Radziwiłki (dziś także obwód grodzieński – aut.). Miejscowości te położone są w odległości około 20 km od siebie. Matka była dwunastym dzieckiem w rodzinie. Jej rodzice byli bogatsi niż ojca. Były to polskie rodziny katolickie. Białorusinów w naszych wsiach było niewielu» – mówi pani Alina.

O tym, jak poznali się jej rodzice, opowiada w taki sposób: «Ojciec od czasu do czasu przyjeżdżał do wsi mojej matki. Pewnego razu się poznali i polubili. Ponadto brat mamy martwił się, że będzie musiał dzielić się ziemią po rodzicach i chciał, aby mama jak najszybciej wyszła za mąż i przeprowadziła się do innej wioski. Rodzice pobrali się około 1930 r. i osiedlili w Perstuniu».

Ojciec Jan Dworak

Zdjęcie ślubne rodziców Jana i Stanisławy Dworaków

Wieś ta znajdowała się przed wojną na terenie Polski, w województwie białostockim. Pani Alina zauważa, że miejscowi Polacy zwykle żenili się z Polkami: «Pamiętam, że tylko jeden mężczyzna z naszej wsi związał swoje życie z Białorusinką. W pobliżu mieszkali też Litwini i Żydzi, których mama bardzo szanowała».

«W 1932 r. w Perstuniu urodziła się moja starsza siostra Romualda, w 1934 r. – Witold, w 1936 r. – Maria, w 1939 r. – ja, w 1941 r. – Jan, w 1947 r. – Honorata, w 1950 r. – Wacław. Wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w miejscowym kościele Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny» – dodaje Alina Maslikowa.

W okresie międzywojennym jej rodzice uprawiali rolę: «Jak wszyscy. Prawdopodobnie mieli tylko podstawowe wykształcenie i nie byli piśmienni. Mieliśmy 12 hektarów ziemi, tata wybudował dla nas nowy dom».

Ojciec brał udział w kampanii wrześniowej

«W 1939 r. mój ojciec, podobnie jak jego brat Wacław, został zmobilizowany i wysłany na wojnę z Niemcami. Brał udział w kampanii wrześniowej i był pod Warszawą. Potem ojciec i wujek zostali przywiezieni do Kowla. Tutaj szeregowych i oficerów rozdzielono. Tych ostatnich później rozstrzelano. Wśród nich też mojego wujka Wacława. Taką historię opowiedział mi ojciec» – kontynuuje Alina Maslikowa. Przypuszczamy, że bracia Jan i Wacław trafili do niewoli Armii Czerwonej. W Kowlu działał wówczas punkt filtracyjny dla jeńców wojennych. Ponieważ radzieccy urzędnicy nie byli gotowi na utrzymywanie dużej liczby jeńców, część z nich, głównie szeregowych, odesłano do domu. Wśród nich znalazł się także Jan Dworak.

«Szeregowych żołnierzy, takich jak mój ojciec, przez jakiś czas trzymano w Kowlu, a potem wypuszczono do domu. Potem tata poszedł na piechotę do Grodna, bo nie było żadnego transportu. Stąd dostał się do naszej wsi» – wspomina Alina Maslikowa.

Ojciec Jan Dworak

Pani Alina opowiada też o zesłaniu swoich krewnych na Syberię: «Ciocię Frankę, siostrę mojego ojca, władze radzieckie wywiozły w 1940 r. Jej mąż był osadnikiem, mieli dużo ziemi. Z tego powodu ich rodzina znalazła się na zesłaniu. Później jej mąż wstąpił do wojska, a ona zaczęła pisać listy do różnych władz o pozwolenie na wyjazd z Syberii do Polski. W końcu otrzymała niezbędne dokumenty i zamieszkała w Gorzowie Wielkopolskim w zachodniej Polsce».

Podczas II wojny światowej rodzina Dworaków mieszkała w Perstuniu: «W razie niebezpieczeństwa ukrywaliśmy się. Żołnierze niemieccy stacjonowali w majątku na obrzeżach naszej wsi. W ich kwaterze pracowała pani Oleksandra, która mieszkała w naszym domu. Pod koniec wojny wyjechała, bo rozumiała, co się z nią stanie po powrocie władz radzieckich. Pamiętam, że cofając się Niemcy tymczasowo zakwaterowali w naszym domu osiem osób».

«Zostaliśmy w Perstuniu»

«Po wojnie początkowo nie mieliśmy możliwości przeniesienia się do Polski. Takowa pojawiła się w 1953 r. Mama bardzo chciała wyjechać, bo prawie cała jej rodzina z Radziwiłek tam już była. Z kolei ojciec powiedział, że mamy tu gospodarstwo, tu się urodziliśmy i tu pochowani są nasi rodzice. W końcu zostaliśmy w Perstuniu. Po wojnie władze radzieckie nałożyły na mojego ojca wysokie podatki, których nie był w stanie płacić. Później przyszli do nas i zabrali wszystkie wartościowe rzeczy, które mieliśmy w gospodarstwie domowym. Rodzice zostali zmuszeni do pracy w kołchozie.

Władze radzieckie nazywały naszą wieś «bandycką», bo mieliśmy sporo partyzantów, którzy walczyli z komunistami. Wielu polskich chłopaków ze wsi poszło do tego podziemia. Agitowali, by nie dołączać do kołchozów i walczyli z radzieckimi służbami bezpieczeństwa» – opowiada Alina Maslikowa. Prawdopodobnie chodzi o polskie podziemne oddziały Armii Krajowej lub «Leśnych Braci», antykomunistyczny ruch partyzancki w krajach bałtyckich. Wieś, z której pochodzi pani Alina, znajdowała się w pobliżu granicy z Litwą, gdzie mogli działać «Leśni Bracia».

«W wieku sześciu lat poszłam do pierwszej klasy. Nauczyłam się czytać i pisać po polsku. W rodzinie oczywiście też rozmawialiśmy po polsku. Od drugiej klasy edukacja odbywała się już wyłącznie w języku rosyjskim. Pamiętam, że w tym czasie mój młodszy brat miał bardzo chore gardło, ale uratował go polski lekarz. Skończyłam szkołę we wsi Hołynka (dziś w obwodzie grodzieńskim), położonej w pobliżu granicy polsko-białoruskiej. Następnie wszystkich nas zachęcano do wstąpienia do Komsomołu, ale Polacy nie chcieli tego robić. Uczyłam się dobrze i zostałam zaproszona do jakiegoś gabinetu, w którym powiedziano mi, że jeśli nie wstąpię do Komsomołu, dostanę złe oceny. Posłuchałam i napisałam wniosek o przyjęcie» – mówi pani Alina.

Alina Maslikowa opowiada o swoim późniejszym życiu w Grodnie: «W 1954 r. przeniosłam się do Grodna, gdzie dostałam pracę jako listonosz. W tym samym czasie chodziłam do szkoły wieczorowej, później uczyłam się księgowości. Wówczas w tym mieście było wielu Polaków, podobnie zresztą jak teraz. Kiedy się spotykali, rozmawiali ze sobą po polsku. W Grodnie było wiele mieszanych rodzin polsko-białoruskich».

«W 1961 r. wyszłam za mąż za swojego rówieśnika Witalija Maslikowa, s. Iwana. Pochodzi z ukraińskiej rodziny z obwodu połtawskiego. Byli to zamożni gospodarze, których w latach 30. władze radzieckie wywiozły na Syberię. Przez pewien czas mieszkali w Kazachstanie. Po wojnie Witalij przyjechał do Grodna, gdzie mieszkała już jego siostra, i wstąpił do szkoły wojskowej. Po ukończeniu studiów mąż został skierowany do obwodu kirowskiego w Rosji. Potem mieszkaliśmy w Sławucie w obwodzie chmielnickim, Czerwonohradzie w obwodzie lwowskim, a w 1985 r. przed przejściem na emeryturę przenieśliśmy się do Łucka».

Matka Stanisława Dworak

Stanisława Dworak z wnukiem Wołodymyrem

Rodzina Dworaków we wsi Perstuń

Byłam na pierwszej mszy świętej w kościele»

«Byłam jedną z tych, którzy podpisali prośbę o wznowienie nabożeństw w łuckim kościele. Pamiętam, że byłam obecna na pierwszej mszy świętej. Od tego czasu zawsze chodzę do kościoła i będę chodziła tak długo, jak tylko pozwoli mi zdrowie» – dodaje Alina Maslikowa. W 1991 r., po wielu latach życia małżeńskiego wzięli z mężem ślub kościelny w katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku.

Alina i Witalij Maslikowowie mają syna i córkę, którzy obecnie mieszkają w Polsce. Pani Alina opowiada o losie swojego rodzeństwa: «Maria wyszła za wojskowego i zamieszkała w Estonii, Wacław przeniósł się pod Moskwę, Jan już umarł, a Romualda, Witold i Honorata po wojnie zostali w Grodnie. Syn podarował mi telefon z Viberem, więc teraz mam okazję widywać się z nimi (uśmiecha się – aut.)».

***

Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Serhij Hładyszuk

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Jadwiga Gusławska i jej Krzemieniec
Artykuły
Jadwiga Gusławska z Krzemieńca to współzałożycielka i pierwszy prezes Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej imienia Juliusza Słowackiego. Była redaktorem naczelnym gazety «Wspólne Dziedzictwo» wydawanej w Krzemieńcu w latach 2001–2004. Należała do grona osób, dzięki którym odradzało się Muzeum Juliusza Słowackiego. Pani Jadwiga jest społeczniczką działającą na rzecz polskiej mniejszości na Ukrainie, a także autorką piszącą do «Monitora Wołyńskiego». Dziś poznajemy jej rodzinne historie.
04 października 2022
Rodzinne historie: Opowieści z pogranicza białorusko-łotewskiego
Artykuły
89-letnia Anna Klebanowicz pochodzi z polskiej rodziny z północy współczesnej Białorusi. Spotkaliśmy się w Łucku, w Stowarzyszeniu Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu, którego członkinią jest od około 30 lat
22 sierpnia 2022
Rodzinne historie: Chrześniaczka Ireny Sandeckiej
Artykuły
«Jest bardzo oddana ludziom» – mówią o Emilii Wolanickiej krzemienieccy Polacy. Całe życie pracowała jako nauczycielka, zawsze była i pozostaje aktywną parafianką kościoła Świętego Stanisława w Krzemieńcu, w przeszłości była prezesem Towarzystwem Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego, obecnie należy do Komitetu Seniorów tej organizacji. Jednak najważniejsza dla niej zawsze była rodzina. Dlatego dziś proponujemy naszym Czytelnikom rodzinne historie Emilii Wolanickiej.
06 lipca 2022
Rodzinne historie: Wielonarodowa rodzina Marii Bożko
Artykuły
Maria Bożko przez ponad 20 lat kierowała Dubieńskim Towarzystwem Kultury Polskiej. W rozmowie opowiada o życiu swojej rodziny w okresie międzywojennym, tragicznych wydarzeniach II wojny światowej i odrodzeniu kulturowym polskiej społeczności miasta w latach 90. XX w.
17 czerwca 2022
Rodzinne historie: Cała wieś została wywieziona do Kazachstanu
Artykuły
Rodzina Antoniego Kamińskiego w latach 30. XX w. została deportowana do Kazachstanu, a po powrocie do Ukrainy przesiedlona na Krym. Później jego rodzice wrócili do obwodu chmielnickiego. Los sprowadził bohatera tego tekstu do Krzemieńca, gdzie pomagał ks. Marcjanowi Trofimiakowi, późniejszemu biskupowi, ordynariuszowi diecezji łuckiej Kościoła rzymskokatolickiego w Ukrainie w latach 1998–2012.
06 czerwca 2022
Rodzinne historie: Każda niedziela była wyjątkowa
Artykuły
Mirosława Butyńska z Krzemieńca jest członkinią miejscowego Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej imienia Juliusza Słowackiego i jedną ze współzałożycielek Stowarzyszenia Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej na Wołyniu. Od początku lat 90. prowadziła wycieczki dla polskich turystów, najpierw w Łucku i okolicach, a później także w Krzemieńcu.
20 maja 2022
Rodzinne historie: Chcieliśmy być bliżej domu rodzinnego
Artykuły
Po obu stronach Bugu żyją tysiące rodzin, których korzenie pod dyktando Moskwy zostały wyrwane z rodzinnych wsi i miast przez komunistyczne reżimy Ukraińskiej SRR i Polski, po podpisaniu 9 września 1944 r. umowy przewidującej przymusowe przesiedlenie setek tysięcy Polaków z zachodu Ukrainy do Polski, zaś Ukraińców z terenów polskich do wschodnich obwodów USRR. Ten los dotknął również moich rozmówców Mykołę i Wirę Łysaków.
09 maja 2022
Rodzinne historie: «Ludzie nie cieszyli się na widok czerwonoarmistów»
Artykuły
«Ci żołdacy byli obdarci. Pewnego dnia mój ojciec poszedł do kościoła. Miał na sobie czarny garnitur i buty chromowane. Radzieccy żołnierze wołali za nim, że idzie zamożny burżuj. W rzeczywistości nasi ludzie zawsze się tak ubierali do cerkwi czy kościoła. Czerwonoarmiści z kolei byli prawie nadzy i bosi» – wspomina 89-letnia Lidia Krzyżanowska ze Zdołbunowa.
15 kwietnia 2022
Rodzinne historie: Buklarewiczowie, Krawczyńscy i Rosińscy
Artykuły
Przodkowie Wacława Buklarewicza, współzałożyciela i pierwszego prezesa Towarzystwa Kultury Polskiej im. Władysława Reymonta w Równem, pochodzą z Litwy, Ukrainy i Polski. Jego praprapradziadek Siergiej Krawczyński z rewolucyjnej organizacji «Narodnaja Wola» zasłynął z tego, że dokonał zamachu na Nikołaja Miezencowa, szefa najwyższego organu tajnej policji Imperium Rosyjskiego, a dziadek wraz ze swoimi braćmi walczył z bolszewikami w wojnie 1920 r.
24 marca 2022