Eduard Perec był pierwszym organistą kościoła Świętego Antoniego w Zbarażu po wznowieniu nabożeństw w świątyni na początku lat 90. W wieku dorosłym został ochrzczony w tej parafii i cały czas pozostaje jej wiernym. Dziś opowiada nam o swojej rodzinnej historii i drodze do wiary.
Perecowie z Kwasiłowa
«Moi dziadkowie ze strony ojca, Filemon i Anna Perecowie, mieszkali w Kwasiłowie (dziś rejon rówieński obwodu rówieńskiego – aut.). Niewiele wiem o tej linii swojej rodziny, gdyż ojciec opuścił nas, gdy miałem trzy lata. Od tego czasu prawie nie rozmawialiśmy. Rzadko bywałem w Kwasiłowie. Wiem tylko, że dziadkowie byli prawosławni. Początkowo mieszkali w jakiejś innej wsi, ale później przenieśli się do Kwasiłowa. Dziadek Filemon był dobrym stolarzem, a babcia Anna prowadziła dom.
Ojciec dziadka Filemona był żołnierzem armii carskiej podczas I wojny światowej. Od dziecka pamiętam jego zdjęcie w domu w Kwasiłowie. Nie wiem, czy dziadek służył w Wojsku Polskim, ale jest to całkiem możliwe. Pamiętam, że nie miał oka, jednak nie wiem, jak je stracił. W 1933 r. w rodzinie Filemona i Anny Pereców urodził się syn Mikołaj – mój ojciec. Mieli jeszcze jednego syna, Dmytra. Od połowy lat 60. faktycznie nie komunikowałem się z tą częścią moich krewnych. Wiem tylko, że dziadek Filemon miał długie życie» – opowiada Eduard Perec.

Mikołaj i Paraskiewa Perecowie, 1960 r.
Jego ojciec Mikołaj Perec po ukończeniu szkoły w Kwasiłowie wstąpił do Rówieńskiej Szkoły Muzycznej. W Równem poznał Paraskiewę, matkę Eduarda. Potem rodzice dostali skierowanie do pracy w Zbarażu.
Furdykowie i Łesykowie z Małej Hłuszy
«Moi dziadkowie ze strony matki, Leoncjusz Furdyk i Paraskiewa Łesyk, pochodzą ze wsi Mała Hłusza (dziś rejon koszyrski w obwodzie wołyńskim – aut.). Babcia pracowała jako kucharka u pewnego Polaka» – kontynuuje pan Eduard.
Łesykowie mieli dużą rodzinę. O niej mój rozmówca wspomina w następujący sposób: «Jeden z braci babci w okresie międzywojennym, po ukończeniu uniwersytetu we Lwowie, udał się do pracy we Francji. Niestety jego kontakt z rodziną się urwał i niczego więcej o jego losach nie wiem. Inny brat, Petro Łesyk, podczas II wojny światowej znalazł się w Niemczech, a później w Ameryce. W Stanach zajmował się hotelarstwem. Dożył 95 lat. Widziałem się z nim już w latach niepodległości».
«W 1927 r. w rodzinie Leoncjusza i Paraskiewy Furdyków urodziła się córka Paraskiewa – moja matka. Miała brata Iwana i siostrę Annę. Kiedy matka zaczęła chodzić do szkoły, rozpoczęła się wojna. W czasie wojny oboje jej rodziców zginęło, została więc z młodszą siostrą i bratem sierotami. Jako starsza siostra musiała się nimi zaopiekować. Szkołę ukończyła już po wojnie, a następnie wstąpiła do Radzieckiej Szkoły Partyjnej w Równem. W 1960 r. wyszła za mąż za mojego ojca. Obje zostali skierowani do pracy w Zbarażu. Ojciec pracował jako kierownik szkoły muzycznej, a matka – w Wydziale Rolnictwa. W 1961 r. urodziłem się ja, a w 1965 r. – moja młodsza siostra. Potem ojciec opuścił naszą rodzinę, więc zostaliśmy we troje» – powiedział Eduard Perec.
Od dziecka lubił organy
«Po ukończeniu ośmiu klas w Zbarażu wstąpiłem do Szkoły Medycznej w Krzemieńcu, gdzie studiowałem od 1977 do 1981 r. Bywałem w miejscowym kościele. Wtedy zrozumiałem, że organy są dla mnie najlepszym instrumentem spośród wszystkich innych. Od dziecka, kiedy chodziłem do szkoły muzycznej, były dla mnie czymś świętym, a nauczyciel zawsze starał się dobrać dla mnie utwory organowe.

Eduard Perec, lata 80.
Po ukończeniu Szkoły Medycznej w Krzemieńcu trochę pracowałem, a następnie w latach 1981–1983 służyłem w wojsku. Później wyjechałem do Kazachstanu, aby dostać się na studia medyczne. Osiem razy składałem papiery, a jednak się nie dostałem. Mieszkałem w Astanie i pracowałem tam w różnych miejscach» – wspomina Eduard Perec.
W Astanie pan Eduard zaczął uprawiać szybownictwo. Na początku lat 90. postanowił wrócić do Ukrainy: «W marcu 1991 r. pojechałem na urlop do Zbaraża. Wtedy zostałem ochrzczony w miejscowym kościele Świętego Antoniego z Padwy. W maju tego samego roku wróciłem do Ukrainy na dobre. Przez długi czas nie mogłem znaleźć pracy w swoim zawodzie. Wówczas w Zbarażu akurat wznowiono rzymskokatolickie nabożeństwa, więc zacząłem na nie chodzić».

Eduard Perec, lata 80.
«Dlaczego ochrzcił się pan właśnie w kościele rzymskokatolickim?» – pytam rozmówcę. «To była długa droga – odpowiada. – Szukałem tego, co najbliższe mojemu sercu, tego, co rozumiem. Moi rodzice byli członkami partii, dlatego nie zostałem ochrzczony. Później mama przeczytała wszystkie książki religijne, które miałem w domu. W Kazachstanie chodziłem na nabożeństwa w kościołach różnych wyznań, ale najbliższy był mi Kościół Rzymskokatolicki».
Zauważa, że być może wpłynęło na niego to, że podczas nauki w Krzemieńcu uczęszczał do miejscowego kościoła. «Była to jedyna świątynia, do której my, studenci, mogliśmy wejść. Żaden z nauczycieli nie zakazywał tam chodzić, ale gdyby przyłapali nas na odwiedzaniu cerkwi, natychmiast zostalibyśmy skreśleni z listy studentów» – dodaje pan Eduard.
«Kiedy mieszkałem w Astanie, na obrzeżach aglomeracji znajdował się mały kościół, właściwie dom, w którym odbywały się nabożeństwa, ale nie miałem czasu, by jeździć na drugi koniec miasta. Kiedy zacząłem przychodzić na nabożeństwa w zbaraskim kościele, nasz proboszcz o. Otto Roman Pierzchała OFM dowiedział się, że mam wykształcenie muzyczne. Poprosił mnie, żebym spróbował grać na organach. Zrobiłem to i zaczęło mi wychodzić. Tak więc jesienią 1991 r. zostałem organistą kościoła Świętego Antoniego z Padwy w Zbarażu. W 1994 r. organistką kościoła została Wiktoria Dowhal» – kontynuuje Eduard Perec.

Eduard Perec, początek lat 90.
Mówiąc o parafii rzymskokatolickiej w Zbarażu w latach 90., Eduard Perec przypomina, że na początku lat 90. niewielu ludzi uczęszczało do kościoła. Przede wszystkim były to osoby starsze, które chodziły na nabożeństwa jeszcze przed II wojną światową i w pierwszych latach po niej aż do zamknięcia kościoła. Początkowo na terenie pomieszczeń klasztornych w Zbarażu, które w czasach radzieckich zostały przekształcone w fabrykę, funkcjonowała kaplica. Tam odbywały się msze.

Eduard Perec
«Panowała przyjazna atmosfera, mieliśmy wspaniałych księży. Mieszkali w klasztorze. Na początku o. Otto Roman nocował w zakrystii, gdzie miał łóżko. Później dostał pokój w klasztorze.
Wraz z nim pracował o. Aureliusz Juliusz Nowak OFM, który zajmował się dziećmi. Dla nich były organizowane różne wydarzenia. O. Otto Roman dobrze gotował i zawsze częstował dzieci, zwłaszcza w urodziny. Pamiętam też o. Bernardyna Świderskiego z Żytomierza. Też był ciekawą osobą, grał na różnych instrumentach muzycznych, w tym na organach» – mówi Eduard Perec.
«Język polski szlifowałem w kościele, a zacząłem naukę w czwartej klasie szkoły. W Zbarażu w sąsiedztwie mieszkała pochodząca z Kalisza pani Białoszycka. Jej mąż był Ukraińcem, dlatego została w Ukrainie. Dała mi polski elementarz, który miała u siebie w domu. Z niego uczyłem się języka» – kontynuuje pan Eduard.
Dziś Eduard Perec jest członkiem Polskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego «Zbaraż» i wiernym parafii kościoła Świętego Antoniego. Kilka lat temu wraz z żoną wzięli w tym kościele ślub. Tam też zostali ochrzczeni jego siostra z mężem i ich syn.
Serhij Hładyszuk
Na głównym zdjęciu: Eduard Perec, 2023 r.
Fot. Serhij Hładyszuk.
Pozostałe zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Eduarda Pereca.
