Rodzinne historie: «Kontynuuję dzieło swojego rodu»
Artykuły

«Teraz jestem najstarsza w rodzinie. Poczułam się odpowiedzialna, dlatego usiadłam i zaczęłam spisywać, co pamiętam. Potrzebuję tego, żeby uświadomić sobie, kim jestem» – mówi 77-letnia Ludmyła Płotnikowa z Łucka. Dziś opowiada nam historię swojej rodziny.

«Nikogo z naszych już tam nie ma»

«Mój pradziadek ze strony matki Zachary Iskorosteński urodził się w rodzinie ziemiańskiej, a prababcia Paulina Radziejewska pochodziła ze zubożałej szlachty. Oboje byli Polakami. Urodzili się i mieszkali we wsi Zabriddia w obwodzie żytomierskim. Później pytałam ciocię Lilię (siostra Haliny Więcyk, matki Ludmyły Płotnikowej – aut.), czy został w Zabriddiu ktoś z rodziny, powiedziała, że nikogo z naszych już tam nie ma. Moja babcia Maria, najstarsze dziecko Zacharego i Pauliny, urodziła się w Zabriddiu w 1895 r., a po niedługim czasie rodzina przeniosła się do Żytomierza, gdzie mieszkała przy ulicy Basejnej w pobliżu katedry Świętej Zofii.

Prababcia Ludmyły Płotnikowej Paulina Iskorosteńska (z domu Radziejewska)

Wspomnieć należy, że brat prababci Pauliny był księdzem. Nazywał się Radziejewski. Niestety nie wiem, jak miał na imię. Służył w kościele Świętej Zofii w Żytomierzu, a następnie – w Częstochowie» – mówi pani Ludmyła.

W rodzinie Zacharego i Pauliny Iskorosteńskich było dużo dzieci. Oprócz Marii (1895–1975), małżeństwo wychowywało córki Halinę (1905–1995), Bronisławę (1910–2000), Antoninę (?–1947), Łucję, synów Wiktora i Michała. Zachary pracował jako maszynista stacji pomp na kolei w Żytomierzu.

Podczas niemieckiej okupacji pradziadkowie Ludmyły Płotnikowej mieszkali w domu swojej córki Marii. Zachary opiekował się żoną, która była ciężko chora i zmarła w czasie wojny. Pod koniec wojny zmarł także on.

«Przyszli po dziadka Józefa w nocy»

Mężem Marii Iskorosteńskiej był Józef Więcyk s. Ludwika (lub Więcek, 1891–1945), Polak z Bochni (obecnie powiat bocheński w województwie małopolskim). O jego rodzinie wiem, że miał siostrę Wandę i brata Alberta. Był uczestnikiem I wojny światowej, walczył po stronie Austro-Węgier, a później znalazł się w obwodzie żytomierskim.

Józef Więcyk, dziadek Ludmyły Płotnikowej

Babcia Maria Więcyk (z domu Iskorosteńska)

«Babcia wyszła za niego, choć kochała innego. Kiedy byłam mała, opowiedziała mi, że rodzice nie pozwolili jej poślubić ukochanego, ponieważ był Ukraińcem, chociaż jej młodsze siostry później wyszły za Ukraińców» – dodaje Ludmyła Płotnikowa.

Maria i Józef Więcykowie mieli sześcioro dzieci: Wandę (zmarła na zapalenie opon mózgowych w wieku jednego roku), Halinę (matka Ludmyły Płotnikowej, 1922–2005), Łucję (1924–2010), Walentynę, Lilię (1929–2018) i Henryka (1931–1996).

Od prawej: siostry Halina, Walentyna i Łucja Więcyk

«Na ich ulicy w Żytomierzu mieszkało wielu Polaków. Rodzina żyła ubogo. Mama wspominała, że kiedy chciała pójść na tańce, najpierw szła do ciotek, myła im podłogi, za co pożyczali jej suknię, pończochy...

Wiem, że w 1937 r. w czasie represji, któregoś razu w nocy przyszli po dziadka Józefa, ale nie było go w domu. Akurat leżał w szpitalu. Dziadek pracował jako zwrotnicowy, wpadł pod pociąg i stracił rękę» – opowiada pani Ludmyła.

Jej matka Halina uczyła się w polskiej Szkole nr 14 w Żytomierzu. «Pewnego dnia, kiedy przyszła na lekcje, nie zastała ani nauczycieli, ani uczniów ze starszych klas. Raczej zostali aresztowani. Później szkołę zamknięto. To był straszny 1937 rok. Mama kończyła szkołę wieczorową… Opowiadała, że pewnego razu widziała z poddasza samochód ciężarowy, który jechał ich ulicą. Plandeka się odsłoniła i mama zobaczyła, że w ciężarówce jest pełno ciał.

Już później ciocia Lilia opowiadała mi, jak rodzina żyła podczas wojny. Mieli dwie krowy i ogród. Uprawiali warzywa i kosili siano dla krowy. Ciotka Lilia jako najmłodsza nosiła kupującym mleko. Dlaczego ona? Ponieważ starsze dziewczyny ryzykowały, że mogą trafić na roboty w Niemczech.

W tym samym czasie w jednym pokoju w ich domu mieszkali niemieccy kolejarze. Gdy wojska niemieckie wycofywały się z Żytomierza, jeden z kolejarzy w pośpiechu zapakował but dziadka Józefa. Ten Niemiec przybiegł z dworca, aby oddać tego buta, choć pociąg mógł ruszyć bez niego. Widocznie rozumiał, że rodzina nie będzie mogła zdobyć nowej pary» – wspomina pani Ludmyła.

Nawiasem mówiąc, babcia Maria miała siostrę Łucję, o której w rodzinie nie wspominano. Ona miała syna, Gienka. Mąż Łucji był Niemcem, nazywał się Klan, pracował jako rewizor na kolei. W 1937 r. został aresztowany i rozstrzelany.

Gdy Niemcy wycofywali się z Żytomierza, Łucja Klan wyjechała z miasta razem z nimi, żeby nie narażać syna. Krewni stracili z nimi kontakt.

W czasie wojny dom Więcyków w Żytomierzu został mocno uszkodzony na skutek ostrzałów. «Dziadek Józef zatykał dziury w ścianach i suficie mieszanką gliny ze słomą. Trafiła mu pod skórę drzazga, po czym zmarł na tężec w 1945 r. Rodzina została na utrzymaniu mojej mamy» – kontynuuje rozmówczyni.

Dziadek Józef Więcyk

«Cała rodzina w Żytomierzu żyła z pensji mojej mamy»

Mama Ludmyły Płotnikowej w paszporcie została zapisana jako «Hałyna Josypiwna Wencyk». W rzeczywistości miała zostać «Józefiwną», ponieważ jej ojciec miał na imię Józef. Ucząc się w 10 klasie szkoły wieczorowej, dostała pracę statystki w «obłplanie» (obwodowej komisji planowania – aut.). Następnie ukończyła kurs na stanowisko referentki. Podczas okupacji niemieckiej pracowała jako kurierka na kolei, a później – jako kelnerka w jadalni.

Po tym, jak Niemcy opuścili Żytomierz, dostała pracę w banku państwowym, a kiedy w 1944 r. Ukraińska SRR i PRL podpisały umowę o ewakuacji ludności ukraińskiej z Polski i obywateli polskich z terytorium ZSRR, została wysłana w długą delegację do Łucka. Tutaj pracowała jako sekretarka-tłumaczka w przedstawicielstwie ds. ewakuacji Polaków. W Czerniowcach w takiej samej placówce pracowała jej młodsza siostra Łucja.

«Wielu z wyjeżdżających zapraszało mamę, by udała się z nimi do Polski. Była piękną blondynką z niebieskimi oczami. Jednak cała rodzina w Żytomierzu żyła z jej pensji. W Łucku mama dostawała dietę za delegację, której wystarczało tylko na bochenek chleba, a dziadek w Żytomierzu – jej pensję.

Na dodatek w 1946 r. był głód. Matka przy każdej okazji starała się pomóc rodzinie. Pewnego dnia do Żytomierza jechała ciężarówka i matka przekazała do domu worek ziemniaków. Była zima, samochód się zepsuł i stał przez całą noc. Ziemniaki zamarzły. Rodzina musiała jeść te przemarznięte ziemniaki, ponieważ nie było nic innego. Na piecu żeliwnym piekli placki ziemniaczane. Ciocia Walentyna mówiła, że matka ich wówczas uratowała» – ledwo powstrzymuje łzy Ludmyła Płotnikowa.

«Łuck opustoszał»

Nasza rozmówczyni urodziła się w 1946 r. w Łucku. Jej rodzice spotkali się w przedstawicielstwie ds. ewakuacji Polaków. Fedir, s. Iwana, Petruk był o 20 lat starszy od Haliny Więcyk.

Halina Więcyk, matka Ludmyły Płotnikowej

Matka Ludmyły Płotnikowej Halina Więcyk w drugim rzędzie trzecia od lewej

«Mama wspominała, że siedziała w biurze, a wózek ze mną był na dole. Do niego był przywiązany sznurek. Kiedy płakałam, kołysała mnie kontynuując pisanie (uśmiecha się – red.). Później mama zabrała do Łucka ciocię Lilię. Opiekowała się mną, aż dorosłam. Wtedy mama znalazła dla cioci Lilii pracę w banku. Po opanowaniu zawodu Lilia pojechała do Żytomierza, gdzie kontynuowała pracę w bankowości, a nawet została główną księgową.

Rodzice rozstali się niemal natychmiast po moim urodzeniu. Wiem tylko, że ojciec pochodził z rejonu starokonstantynowskiego w obwodzie chmielnickim, a dziadek ze strony ojca zmarł w 1933 r. podczas Wielkiego Głodu» – mówi Ludmyła Płotnikowa.

Po rozwiązaniu placówki ewakuacyjnej Halina Więcyk pracowała w obwodowym departamencie ds. finansów jako starszy inspektor w dziale przychodów. Tam poznała drugiego męża. Oboje pracowali, a jednocześnie studiowali zaocznie najpierw w technikum, a następnie w instytucie.

«Łuck wtedy opustoszał. Nie było Polaków, nie było Żydów, tylko miejscowi Ukraińcy. Z tego, co rozumiem, Wołyń zasiedlano mieszkańcami wschodnich regionów. Wszyscy szefowie departamentów w pracy mojej mamy mieli rosyjskie nazwiska.

Mieszkaliśmy przy ulicy Engelsa (obecnie ulica Parkowa). Ulicy Głuszec jeszcze nie było, a na miejscu centralnego parku rozciągało się bagno. Kiedy miałam 10 lat, urodził się mój brat Hryhorij. Zostałam ochrzczona w Żytomierzu w katedrze Świętej Zofii, a brat – w kaplicy na cmentarzu w Łucku (obecnie Dom Panichidy – aut.)» – wspomina pani Ludmyła.

«Najstarsza wnuczka swojej babci»

Choć nasza bohaterka urodziła się i mieszka w Łucku, często bywała u babci Marii w Żytomierzu. Spędzała tam nie tylko letnie miesiące.

«Pamiętam zimę w Żytomierzu, a lato – to wiadomo. Wszystkie wnuki zjeżdżały do babci. A ja przecież jestem najstarszą wnuczką. Babcia Maria była pobożna. Chodziła do kościoła i brała ze sobą wszystkie wnuki. Nauczyła mnie «Ojcze nasz» po polsku, chociaż źle wymawiałam niektóre słowa, ponieważ z babcią rozmawiałyśmy po ukraińsku. Kiedy prosiłam mamę, żeby nauczyła mnie języka polskiego, zmieniała temat.

Pamiętam, że robiliśmy z babcią róże z papieru, żeby ozdobić ikony. Na pamiątkę po babci zrobiłam w swoim pokoju taki sam ikonostas, jak u niej. U babci tak samo wisiały ikony. Kiedy byłam mała, klękałam w łóżku i czytałam «Ojcze nasz».

W Żytomierzu u babci, lata 50.

Kiedy w Łucku otwarto kościół, zaczęłam chodzić na msze. To jest dla mnie bardzo ważne. Kontynuuję dzieło swojego rodu. Mieliśmy w rodzinie stare Pismo Święte dla dzieci z obrazkami, z którego uczyła nas babcia. Teraz ma je mój brat» – dzieli się wspomnieniami Ludmyła Płotnikowa.

«Nabierz ziemi na grób dziadka Józefa»

Według pani Ludmyły dziadek Józef miał liczne rodzeństwo, ale urwały mu się kontakty z krewnymi, którzy mieszkali w Polsce.

«Mama opowiadała, że dziadek bardzo tęsknił za Polską, a kiedy śpiewał «Polskie kwiaty», zalewały go łzy. Wiem, że po wojnie dostawaliśmy z Polski listy, ale babcia odmawiała przyjęcia, tłumacząc, że nie mamy krewnych za granicą... Wszystkie listy wracały do nadawców. Baliśmy się.

Kiedy już jako dorosła pojechałam turystycznie do Polski, ciocia Lilia poprosiła: «Jeśli tam będziesz, nabierz ziemi, żeby położyć na grób dziadka Józefa». Nie trafiłam do Bochni, ale byłam w pobliżu, dlatego naskrobałam łyżką ziemi, przywiozłam ją i wysypaliśmy na grób dziadka. Jest pochowany na starym polskim cmentarzu w Żytomierzu. Wszyscy nasi tam spoczywają. Teraz już tam nikogo nie chowają» – mówi pani Ludmyła.

Dodaje, że nie pamięta, żeby w rodzinie były obchodzone katolickie święta: «Moje koleżanki z Chmielnickiego opowiadały, że obchodziły w rodzinie wszystkie święta. Mnie z kolei, chociaż babcia była pobożna, nie zapadły w pamięć. Pamiętam za to, że mama piekła w Łucku paski».

«Poczułam się odpowiedzialna»

Ludmyła Płotnikowa uczyła się w Szkole nr 1 w Łucku. Ukończyła Politechnikę Kijowską. Pracowała w łuckiej fabryce samochodów jako inżynier technologii spawalniczych. Później przeniosła się do instytutu projektowego. Początkowo była projektantką produkcji spawalniczej, a po upadku ZSRR i utracie przez instytut obiektów położonych na terenie całego Związku, przeniosła się do laboratorium ekologicznego. Podkreśla, że zawód ekologa bardzo jej się podobał i czuła się w pracy spełniona.

Ludmyła Płotnikowa na tle obecnego centralnego parku w Łucku. Początek lat 60

«Pierwszy mąż był moim kolegą z klasy. W 1968 r. urodził się nam syn Oleh. Potem się rozwiedliśmy. Wyszłam za mąż po raz drugi. Nazwisko Płotnikowa dostałam po drugim mężu. Mój syn ma dwóch synów» – mówi Ludmyła.

Ludmyła Płotnikowa z mężem i synem

Razem z mamą uczęszczała na katolickie nabożeństwa. «Do katedry w Łucku zaczęłam chodzić, kiedy msze odbywały się jeszcze w zakrystii. Ksiądz wówczas przyjeżdżał z Białorusi. Odkąd kościół został otwarty, chodzę tam cały czas. Jakoś dowiedziałam się, że w mieście działa Stowarzyszenie Kultury Polskiej imienia Ewy Felińskiej, zapisałyśmy się tam razem z mamą. Był 1995 r. W szkole przy SKP uczyłam się polskiego, śpiewałam w chórze przy organizacji» – wspomina nasza rozmówczyni.

Matka Ludmyły Płotnikowej Halina Więcyk. Łuck, początek lat 2000.

Po śmierci matki w 2005 r. Ludmyła postanowiła zbadać własny rodowód. «Brakowało mi informacji, dlatego zaczęłam dopytywać ciocię Lilię. Tak się złożyło, że ciocia opiekowała się mną, kiedy byłam mała, a ja zostałam jej opiekunką u schyłku lat. Kiedy jej syn gdzieś jechał, prosił mnie, żebym się nią zaopiekowała, wtedy przyjeżdżałam do Żytomierza. Tam też chodziłam do kościoła. Siedziałam na miejscu, na którym pamiętam siebie jako dziecko.

Ciocia Lilia zmarła w 2018 r. Na Żytomierszczyźnie jest taki zwyczaj: kiedy zmarłego wynoszą z domu, najstarszy z rodziny myje podłogę i zamyka dom. Okazało się, że to ja obecnie jestem w naszej rodzinie najstarsza. Poczułam się odpowiedzialna. Dlatego usiadłam i zaczęłam spisywać to, co pamiętam, chociaż słyszałam: «Komu to jest potrzebne?» Ja tego potrzebuję, żeby uświadomić sobie, kim jestem» – mówi Ludmyła Płotnikowa.

Ludmyła Płotnikowa opowiada o rodzinie, 2024 r.

Olga Szerszeń

Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Ludmyły Płotnikowej. Autorka zdjęć, wykonanych w 2024 r. – Olga Szerszeń

***

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Wspomnienia rówieńskiego krajoznawcy Czesława Chytrego
Artykuły
«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego. 
13 marca 2026
Zmarła Leokadia Trusz – najstarsza Polka w Łucku
Wydarzenia
W wieku 98 lat zmarła Leokadia Trusz – najstarsza Polka w Łucku. Urodziła się 11 października 1927 r. w Maniewiczach w rodzinie Polaków Joanny (z domu Hawryszko) i Piotra Sieków. Pod koniec II wojny światowej wraz z matką i rodzeństwem przeniosła się do Łucka, gdzie mieszkała do końca życia.
01 marca 2026
W Stowarzyszeniu Ewy Felińskiej zaprezentowano polsko-ukraińską monografię o Łesi Ukraince
Wydarzenia
Tydzień obchodów 155. rocznicy urodzin znanej ukraińskiej pisarki, działaczki kulturalnej i społecznej, tłumaczki Łesi Ukrainki na Wołyniu przebiegł bardzo owocnie. Szczególnie bogaty program wydarzeń miał Wołyński Uniwersytet Narodowy, którego jest patronką.
28 lutego 2026
Rodzinne historie: Tę historię chcę przekazać moim dzieciom
Artykuły
Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
27 lutego 2026
Rodzinne historie: Nasza polskość kształtowała się w kościele
Artykuły
Polacy osiedlili się na Podolu w czasach I Rzeczypospolitej. I pomimo trudnych wydarzeń historycznych i odległości geograficznej, wynikającej z faktu, że od współczesnej granicy polsko-ukraińskiej dzielą ich setki kilometrów, miejscowym skupiskom Polaków udało się przetrwać i zachować tożsamość narodową.
13 lutego 2026
Rodzinne historie: «Nie przypuszczałem, że zostanę wojskowym»
Artykuły
«Mój ojciec był Ukraińcem, a mama – Polką. Ucząc się języka polskiego, czytając polskie książki, a następnie wyjeżdżając do Polski, zacząłem odkrywać w sobie więź z polską linią swojej rodziny. Teraz uważam się za ukraińskiego Polaka. Za człowieka, który ma jedno serce na dwa narody» – mówi 45-letni Andrzej Końko.
30 stycznia 2026
Na Festiwalu Pieśni Bożonarodzeniowych w Łucku zabrzmiały polskie kolędy
Wydarzenia
27 grudnia w Pałacu Kultury Miasta Łucka odbył się Festiwal Pieśni Bożonarodzeniowych zorganizowany przez Łucką Radę Miejską. Wśród 42 uczestników znalazł się również zespół artystyczny Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu.
28 grudnia 2025
Wspólna modlitwa, kolędy i świąteczne podziękowania w Stowarzyszeniu Ewy Felińskiej
Wydarzenia
26 grudnia w siedzibie Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu odbyło się spotkanie opłatkowe.
27 grudnia 2025
Dzieci ze Stowarzyszenia Ewy Felińskiej podzieliły się opłatkami
Wydarzenia
Wzruszające było przedświąteczne spotkanie uczniów sobotnio-niedzielnej szkoły języka polskiego, działającej przy Stowarzyszeniu Kultury Polskiej na Wołyniu im. Ewy Felińskiej.
14 grudnia 2025