«Wydawało się, że on był, jest i będzie» – mówi Jarosław Górecki z Centrum Dialogu «Kostiuchnówka» o Anatolu Suliku – Kustoszu Pamięci Narodowej, znawcy Wołynia, historyku i publicyście, nazywanym przez przyjaciół Duchem Polesia. Mija właśnie 10 lat od dnia jego śmierci.
Każdy z moich rozmówców mógłby opowiadać o Anatolu Suliku godzinami. Znali go przez lata, więc nie da się streścić w jednym artykule wszystkiego, co o nim wiedzą. Dlatego, Czytelniku, to, co tu przedstawiam, jest właściwie skrótem ich opowieści o bohaterze tego tekstu.
Zachęcam więc gorąco do sięgnięcia po książkę, którą Towarzystwo Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej przygotowuje do druku. Przedstawi chyba najbardziej dokładny obraz człowieka, z którym przez lata współpracowali i utrata którego wciąż ich boli.
Duch Polesia – tak mówią o Anatolu Suliku ci, którzy go znali. Te słowa są wyryte na jego pomnikach w Kowlu i Ostrówkach. Wspominają o nim też jako o człowieku z długimi rozwiewającymi się włosami przemierzającym Wołyń na swoim rowerze «Ukraina». Obowiązkowym elementem tego «pojazdu» był cement, narzędzia, śpiwór oraz inne rzeczy niezbędne do porządkowania cmentarzy i spania tam, gdzie zastała go noc.
«Był samodzielną firmą kamieniarską, sam robił pomniki, sam je stawiał. Na tych cmentarzach są jeszcze sygnaturki AS, czyli Anatol Sulik» – mówi Jacek Bury z Fundacji Niepodległości.

Na cmentarzu w Ostrówkach. 2010 r.
Cmentarze
Anatol Sulik najbardziej jest kojarzony z cmentarzami. Wydawało się, że wiedział o nich wszystko. Znał imiona i nazwiska pochowanych na nich ludzi, położenie grobów, wiedział, gdzie szukać nekropolii, których ślady zniknęły dawno temu. Jak nie wiedział, potrafił znaleźć ludzi, którzy mogliby mu te miejsca wskazać.
«Anatol miał wspaniały dar nawiązywania kontaktów i rozmowy z ludźmi, szczególnie ze starszymi. Porozumiewał się z nimi w miejscowej gwarze poleskiej» – zaznacza dr Leon Popek z Instytutu Pamięci Narodowej, prezes Towarzystwa Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej. Anatola Sulika poznał w 1993 r., kiedy przyjechał z ojcem Rogerem Mularczykiem na uroczystości do Ostrówek.
Wszyscy moi rozmówcy (przypuszczam, że i wielu z tych, którzy go znali) po raz pierwszy spotkali go właśnie na cmentarzu.
Jarosław Górecki z Centrum Dialogu «Kostiuchnówka» przypomina, że poznał Anatola Sulika podczas jednej z pierwszych wizyt na Wołyniu, gdzieś w roku 1997 czy 1998, chodząc po zarośniętym cmentarzu w Kowlu.
«Z tych chaszczy wyszedł człowiek umorusany w betonie, długowłosy, jak Anatola wszyscy pamiętamy, i polską mową zapytał, kim jesteśmy. Właśnie naprawiał kolejny nagrobek na cmentarzu położonym naprzeciw swojego domu. Od razu oprowadził nas po tej nekropolii» – mówi Jarosław Górecki.
Od chwili, kiedy Anatol Sulik zaczął się zajmować cmentarzami, pojawiły się w jego życiu tysiące listów i telefonów od ludzi proszących o znalezienie grobów bliskich, ich uporządkowanie czy zaprowadzenie do mogił.
«Mówił mi kiedyś, że dostawał po 200 listów rocznie i na każdy odpisywał. To był początek lat 90., kiedy ludzie przekazywali sobie jego adres. Nie było internetu, komórek, więc pisali listy» – mówi Leon Popek. Dodaje, że te pisma, zachowane do dziś, zawierają wiele cennych danych.
To, że w latach 90. w domu było dużo listów, potwierdza także Halina Sulik, żona pana Anatola. Dodaje: «Któregoś razu na Święta Bożego Narodzenia otrzymaliśmy 83 kartki z życzeniami».
Anatol Sulik odnalazł na Wołyniu blisko 10 weteranów, byłych żołnierzy Wojska Polskiego, którzy walczyli we wrześniu 1939 r. z Niemcami. Dzięki niemu mogli dostawać do emerytury dodatek kombatancki od państwa polskiego.
Rozmawiając z miejscowymi mieszkańcami odnalazł słupy upamiętniające Józefa Piłsudskiego, które znajdują się w Polskim Lasku pod Kostiuchnówką oraz pod Wołczeckiem.
Porządkował nagrobki na licznych wołyńskich cmentarzach, szukał ich albo wskazywał poszukującym, na przykład wskazał harcerzom m.in. cmentarz w Wołczecku, Werbce (cmentarz «Na górce»), kwaterę legionową na cmentarzu w Kowlu czy inne miejsca pamięci. To on odnalazł w Mielnikach zbiorowy grób oficerów KOP, którzy zginęli w 1939 r. w bitwie pod Szackiem.

Przed kwaterą żołnierzy KOP w Mielnikach 2013 r.
Gawędziarz
«Pomagał mi w szukaniu mogił w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej, Jankowcach, Kątach. Co roku przyjeżdżał też na prace porządkowe na cmentarzu w Ostrówkach. Na początku pracowaliśmy we dwóch, potem ja zabierałem swojego syna, a on swojego, pracowaliśmy więc we czwórkę, a wieczorem prowadziliśmy nocne Polaków rozmowy przy ognisku. Był wspaniałym gawędziarzem, potrafił opowiedzieć wiele wątków z życia Polesia i Wołynia» – wspomina Leon Popek.
Zaznacza, że wraz z Anatolem Sulikiem odkrywał miejsca, gdzie były kościoły. Zawdzięcza mu też kwerendy, które pomagał robić: «Jeździliśmy z nim do archiwów w Żytomierzu, Łucku i Równem. Spędziliśmy tam wiele tygodni na odnajdywaniu dokumentów o cmentarzach, kościołach czy kaplicach».
Przy okazji pracy na cmentarzach Anatol Sulik rozmawiał z młodzieżą, którą, jak podkreślają moi rozmówcy, potrafił zainteresować swoimi opowieściami. «Był z nami przy harcerskich ogniskach na obozach w Kostiuchnówce, kiedy jeszcze spaliśmy w namiotach. Podczas wizyt w Polsce przyjeżdżał także do harcerzy z Hufca «Zgierz» – mówi Jarosław Górecki.
«Postrzegałem go jako bardzo barwnego ptaka, gawędziarza, biesiadnika z poczuciem humoru, czasami takiego nostalgicznego, czasami wesołego» – dodaje Jacek Bury. Na rozmowach z nim spędził wiele godzin nie tylko podczas wyjazdów na Wołyń, ale także gdy po udarze pan Anatol przechodził rehabilitację w Polsce i zatrzymywał się u niego w domu.
Uczestniczył również w Sztafecie Rowerowej «Ogień Niepodległości» wsiadając na swoją «Ukrainę» i jadąc razem ze z harcerzami.
«To był cały Anatol. I piękną gawędę przy ognisku opowiedział, i murował coś razem z nami czy dźwigał, i jechał w sztafecie. To niekończąca się opowieść o człowieku. Dla młodzieży, dla ludzi zafascynowanych opieką nad miejscami pamięci zawsze miał czas» – podkreśla Jarosław Górecki.

Z przyjaciółmi w Ostrówkach. 2010 r.
Polskie towarzystwo i kościół
Anatol Sulik poświęcał się nie tylko cmentarzom. Od chwili założenia w Łucku Stowarzyszenia Kultury Polskiej, które później przyjęło imię Ewy Felińskiej, był członkiem tej organizacji. Uczestniczył w zebraniu założycielskim, był nawet członkiem zarządu SKP oraz założycielem jego oddziału w Kowlu, na bazie którego później powstało Towarzystwo Kultury Polskiej w Kowlu.
Z upoważnienia Ireny Kosteckiej, pierwszej prezes SKP, jeździł po polskich wsiach w poszukiwaniu Polaków. Zachęcał ich do wstępowania do Stowarzyszenia.
Poleskie wsie i miasta przemierzał także z o. Rogerem Mularczykiem, pomagając w zakładaniu parafii rzymskokatolickich. To on pomagał szukać po 20 osób, czyli tak zwanej dwudziestki niezbędnej do założenia parafii. Przyczynił się do reaktywowania parafii w Kowlu, Kamieniu Koszyrskim i Lubomlu. Były próby tworzenia katolickich parafii także w Rymaczach i Łukowie (dawnym Maciejowie).
Kościół pojawił się w jego życiu już w latach dorosłych. Nieraz pomagał przy odprawianiu mszy świętej o. Rogerowi Mularczykowi, który ochrzcił go w kościele w Lubomlu. Później chrzest przyjęły jego żona i mama. Syn Eduard był ministrantem. Ze swoją żoną Haliną po wielu latach życia małżeńskiego wziął ślub kościelny już w świątyni katolickiej w Kowlu. Pani Halina do dziś jest parafianką tego kościoła.
Rodzina i Wołyń
Anatol Sulik urodził się 6 czerwca 1952 r. we wsi Kuczany k. Hołowna, która obecnie nie istnieje, gdyż została włączona w skład Hołowna (w tamtych czasach był to rejon hołowieński, od 1959 r. – lubomelski, a po 2020 r. – kowelski). Chodził do Szkoły nr 4 w Kowlu, gdzie rodzina przeprowadziła się, jak miał sześć lat.
Pochodził, jak sam o sobie mówił, z mieszanej rodziny, od lat szkolnych interesował się historią, wiele dowiedział się od dziadków.
«To dziadkowie zaszczepili w nim fascynację okresem dwudziestolecia międzywojennego, a on postanowił uczyć się języka polskiego. Kupował prasę polską i na niej uczył się czytać i pisać» – opowiada Leon Popek.
«Jak wychodziłam za niego, to już znał język polski. Później uczył tego języka dzieci przy kaplicy oraz przy szkołach nr 1 i nr 3» – mówi pani Halina. Zaznacza, że mąż zawsze miał dużo spraw, mimo to bardzo kochał swoją rodzinę i dbał o nią.
«Moim zdaniem miał bardzo jasną hierarchię: najważniejsza była pani Halina i rodzina, następnie był Wołyń, a później – cała reszta świata. I ta reszta świata nie zawsze była mu potrzebna» – dodaje Jacek Bury.

Z żoną Haliną w Ostrówkach
Anatol Sulik pracował m.in. jako tokarz na kolei oraz w zajezdni autobusowej, a następnie przez lata był kurierem, w związku z czym przemierzał cały obwód wołyński i dobrze orientował się w terenie.
Podczas tych wyjazdów odnajdywał ślady polskości. Kiedy na Wołyń zaczęli przyjeżdżać Polacy, szukający nagrobka, pomnika, krzyża czy jakiegokolwiek śladu, często spotykał ich na cmentarzach.
Jak wspomina Leon Popek, w tamtych czasach Anatol Sulik nawiązał kontakt z Komendą Policji w Chełmie, później w Lublinie i zaczął odnajdywać i odnawiać groby policjantów także w innych miejscowościach: w Lubomlu, Kamieniu Koszyrskim, Włodzimierzu Wołyńskim, w Kisielinie itd.
«Był świetnym historykiem, nie tylko siedział w archiwach czy książkach, ale też wychodził do ludzi, umiał z nimi rozmawiać» – podkreśla Jacek Bury.

Prelekcja na Zaduszkach Kresowych w Lublinie. 2013 r.
Obraz człowieka
Anatol Sulik pozostawił po sobie bogatą spuściznę. Był autorem licznych publikacji w czasopismach, m.in. takich jak: «Krynica», «Gazeta Lwowska», «Echa Polesia», «Kwarta», «Spotkania z zabytkami», «Cenne, bezcenne, utracone».
Jak mówi Leon Popek, pod koniec lat 90. Anatol Sulik został zaproszony przez polskie Ministerstwo Kultury na szkolenie do Warszawy dotyczące ochrony zabytków, a następnie zaczął systematyczną pracę w zakresie inwentaryzowania cmentarzy na Wołyniu. Robił to do końca życia. Łącznie inwentaryzował 84 cmentarze.
Zmarł na posterunku, bo 11 kwietnia 2014 r., akurat po powrocie z prac inwentaryzacyjnych na cmentarzu przy ul. Dubieńskiej w Równem.
«Doskonałym przykładem jego zaangażowania w tę działalność jest jego książka o cmentarzu w Kowlu. Dokładność wiedzy tam podanej często wręcz zaskakuje» – podkreśla Jarosław Górecki.
Dodaje, że ważną publikacją dla wszystkich zajmujących się historią Legionów Polskich i cmentarzy legionowych na Wołyniu był «Przewodnik historyczny po wołyńskim pobojowisku Legionów Józefa Piłsudskiego pod Kostiuchnówką» wydany przez Anatola Sulika wspólnie z Adamem Zamojskim. «Wyrysowana przez niego mapa jest nadal aktualna» – mówi Jarosław Górecki.
W 2009 r. ukazał się folder o nekropolii w Lubomlu. «Ten cmentarz o długości 120 m na 140 m, wedle pomiaru Anatola, był pożerany przez gęstą roślinność, więc mierzył go na kolanach odnajdując na nim ślady stu mogił» – mówi Jacek Bury, który z ekipą młodzieży doprowadzał tę nekropolię do porządku.
Anatol Sulik był także autorem opowiadań, artykułów oraz reportaży z cyklu «Podróże z Bogusiem», a niedawno Halina Sulik otrzymała książkę «Kościół-Pomnik pw. Krwi Chwały św. Stanisława Biskupa Męczennika w Kowlu na Wołyniu», której autorami są Ryszard Dobrowolski, Marian Kurzyp oraz jej mąż. Opowiada o nieistniejącej już kowelskiej świątyni i przedstawia materiały gromadzone także przez pana Anatola.
Pozostawił po sobie bogate archiwum, zawierające notatki, rękopisy i maszynopisy. Zostały zeskanowane i opracowane przez Towarzystwo Przyjaciół Krzemieńca i Ziemi Wołyńsko-Podolskiej i przygotowane do druku w postaci książki, o której wspomniano wyżej.
«Pozbierałem trochę zdjęć z naszych wypraw i poprosiłem znajomych, żeby podzielili się wspomnieniami, bo dopełniają obraz człowieka» – opowiada Jacek Bury.
Bohater tego tekstu był kawalerem wielu nagród i odznaczeń nadanych przez polskie instytucje. Są to: nagroda «Kustosz Pamięci Narodowej», Złoty Medal «Opiekun Miejsc Pamięci Narodowej», odznaczenie «Zasłużony dla Kultury Polskiej», Medal Pro Memoria, liczne odznaczenia od organizacji pielęgnujących pamięć poszczególnych jednostek wojskowych, a także od stowarzyszeń policyjnych – to właśnie od porządkowania grobów policjantów na cmentarzu w Kowlu, naprzeciwko którego mieszkał, Anatol Sulik rozpoczął swoją działalność w zakresie odnajdywania i pielęgnowania polskich śladów na Wołyniu.

Syn i żona otrzymują nagrodę «Kustosz Pamięci Narodowej» przyznaną Anatolowi Sulikowi. 2014 r.
Przypominać potomnym o Anatolu Suliku mają też pomniki w Kowlu i Ostrówkach postawione przez przyjaciół. Na jego grobie w Kowlu umieszczono także tabliczkę z napisem «Kustosz Pamięci Narodowej» ufundowaną przez Stowarzyszenie «Wołyński Rajd Motocyklowy».
Jego sprawę kontynuuje obecnie wnuczka Anna oraz żona – pani Halina co roku porządkuje groby policjantów na kowelskim cmentarzu.

Pomnik Anatola Sulika w Ostrówkach. Fot. Natalia Denysiuk
Natalia Denysiuk
Zdjęcia udostępnione przez Leona Popka i Jacka Burego