Rodzinne historie: W wieku 74 lat usiadł w szkolnej ławce, aby wrócić do języka dzieciństwa
Artykuły

«Osiem lat temu moje życie się zmieniło. Zostałem czytelnikiem «Monitora Wołyńskiego», dowiedziałem się o Towarzystwie Kultury Polskiej w Kowlu i działającej przy nim szkole języka polskiego. W wieku sędziwym zostałem uczniem polskiej szkoły, aby wrócić do języka swojego dzieciństwa, kiedy słuchałem rozmów rodziców» – opowiada 82-letni Lew Kraluk z Kowla.

Nasz rozmówca usiadł w szkolnej ławce w wieku 74 lat. Trafił do grupy Wiesława Pisarskiego – nauczyciela skierowanego do Kowla przez ORPEG, który nadal uczy języka polskiego w szkole działającej przy Towarzystwie Kultury Polskiej w Kowlu. Odrabiając prace domowe Lew Kraluk odkrył w sobie talent do pisania i zaczął spisywać w języku polskim własne wspomnienia i obserwacje. Podkreśla, że od lat gromadzi informacje i dokumenty o swoich polsko-ukraińskich korzeniach.

Medal dziadka

Dziadek Lwa Kraluka ze strony matki, Teodor Naszczocki (1883–1943), na początku XX w. mieszkał z rodziną w Warszawie, gdzie był urzędnikiem. Wychowywał z żoną Anną (z domu Użwij, 1885–1967) troje dzieci: synów Sergiusza i Eugeniusza oraz córkę Olgę (matka naszego rozmówcy). W 1916 r. Teodor Naszczocki został skierowany do pracy w Piotrogrodzie. Tam rodzina mieszkała także w czasie rewolucji październikowej. Następnie przeniosła się do Lubomla na Wołyniu.

Babcia Anna Naszczocka (z domu Użwij) pierwsza od prawej, lata 50. XX w.

«Na pamiątkę po dziadku został mi jego Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości, który dostał w 1928 r. Jest to bezcenna pamiątka po nim. Wiem, że w Lubomlu moi dziadkowie głosowali w wyborach do Sejmu RP w 1938 r. A moi wujkowie, bracia mojej matki, Sergiusz i Eugeniusz Naszczoccy, służyli w Wojsku Polskim. Sergiusz zginął podczas II wojny światowej. Dziadka z kolei w okupowanym Lubomlu zabili Niemcy» – opowiada Lew Kraluk.

Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości, którym został odznaczony dziadek Teodor Naszczocki

Wujkowie Sergiusz i Eugeniusz Naszczoccy w Wojsku Polskim, 1938 r.  

Jego matka Olga Naszczocka (1915–1996) urodziła się w Warszawie. Prowadziła aktywne życie artystyczne i społeczne. Na przykład w 1937 r. uczestniczyła w budowie Kopca Józefa Piłsudskiego w Krakowie, tzw. Kopca na Sowińcu.

Mama Lwa Kraluka Olga (stoi po prawej) z przyjaciółkami. Luboml, koniec lat 20. - pocz. lat 30. XX w.

Mama Lwa Kraluka Olga siedzi pierwsza od lewej (w sukience w groszki), lata 1936–1937.

Chór cerkiewny w Lubomlu z protojerejem Mykołą Mikulskim. Mama Lwa Kraluka siedzi w drugim rzędzie czwarta od prawej, 1939 r.

 

Podpis na zdjęciu

Mama Lwa Kraluka Olga trzecia od prawej

Szkoła w Lubomlu. Mama Lwa Kraluka Olga siedzi w drugim rzędzie pierwsza od lewej. Lata 30.

W Wieliczce. Matka Lwa Kraluka Olga stoi w drugim rzędzie od góry druga od prawej strony, 1937 r.

Młodzież uczestnicząca w budowie Kopca Józefa Piłsudskiego w Krakowie na Sowińcu, 1937 r. Matka Lwa Kraluka Olga siedzi druga od prawej

Dziadek ze strony ojca, Piotr Kraluk (1875–1966), mieszkał z rodziną we wsi Sielec koło Chełma. Uczestniczył w I wojnie światowej. Z pierwszego małżeństwa urodzili się Maria (1909–? ) i Zenon (ojciec naszego rozmówcy, 1911–1984). Wkrótce po narodzinach syna zmarła babcia Lwa Kraluka, a dziadek ożenił się po raz drugi. Z drugiego małżeństwa również urodziło się dwoje dzieci.

Ojciec naszego rozmówcy Zenon Kraluk uczył się i pracował w Chełmie. «Przed wojną tata pracował w warsztacie, robił drewniane koła i meble. W 1941 r. pracował na dworcu kolejowym w Lubomlu. Z tego czasu zachował się jego bilet służbowy. Po wojnie ojciec zajął się fotografią, zaczął wywoływać zdjęcia, robić czarno-białe i kolorowe witraże. Mama była księgową» – opowiada Lew Kraluk.

Tata Zenon Kraluk, lata 60. XX w.

«Mama zniszczyła wszystkie polskie dokumenty»

Ukrainiec Zenon Kraluk i Polka Olga Naszczocka pobrali się w 1939 r. Przez jakiś czas mieszkali w Chełmie. W tym mieście w 1942 r. urodziło się ich pierwsze dziecko – nasz rozmówca Lew Kraluk. Później rodzina przeniosła się do Sielca, a w kwietniu 1945 r. – do Kiwerc. W 1956 r. urodziła się córka Nela.

Jak podkreśla Lew Kraluk, w trudnych latach wojennych i powojennych ukraińskie i mieszane rodziny z Chełmszczyzny czekał ciężki los. Część z nich wywieziono na wschód Ukrainy, gdzie musiały przetrwać w trudnych warunkach, inne zostały wysiedlone na tzw. Ziemie Odzyskane.

Rodzina ze wsi Sielec. Mama Lwa Kraluka Olga siedzi (w sukience w groszki), pierwsza po lewej stoi siostra Zenona Kraluka Maria, a pierwszy po prawej (z dzieckiem) – jej mąż Michał Prystupa. 20 września 1944 r.

«Moi rodzice najpierw wozami konnymi, a następnie pociągiem, przenieśli się do Kiwerc, do krewnych ojca. Przez długi czas rozmawiali w domu po polsku. Od dziecka wychowałem się pod wpływem polskiej kultury. Jednak bycie Polakiem po wojnie na Wołyniu było niebezpieczne. Mama musiała zniszczyć wszystkie polskie dokumenty i zapisać w nowych dokumentach narodowość ukraińską. Pamiętam, że często ukrywaliśmy się i nocowaliśmy u znajomych» – opowiada Lew Kraluk.

Wspomina, że w dzieciństwie do rodziców w Kiwercach często przychodzili goście: «Przyjechaliśmy do Kiwerc w 1945 r., a lampa naftowa pojawiła się u nas w 1947 r. Przez te lata dom oświetlaliśmy łuczywem i świecami. Kiedy przychodzili goście, siadałem przy piecu i podrzucałem drewno, żeby było ciepło. Starsi rozmawiali i łuskali pestki dyni. Przez wieczór mogli zjeść całe wiaderko tych pestek. Zapach smażonych nasion to zapach mojego dzieciństwa».

Lew Kraluk zauważa: nawet w rozmowach z przyjaciółmi i znajomymi w tamtych powojennych latach trzeba było być ostrożnym. «Pod koniec 1946 r. rodzice dostali mieszkanie w Kiwercach. Był to mały domek zostawiony przez Polaków. Na strychu znalazłem literaturę i gazety w języku polskim. W jednej z gazet był plakat z wizerunkami polskiego, niemieckiego i radzieckiego żołnierza: Polak walczący z Niemcem dostał cios w plecy od sowieckiego żołnierza. Mama spaliła tę gazetę i powiedziała mi, żebym nikomu o tym nie mówił» – opowiada.

Dodaje, że do Polski wyjechali tylko krewni jego babci Anny Naszczockiej (z domu Użwij). Osiedlili się na Pomorzu. Pozostali krewni mieszkali na Wołyniu: Naszczoccy – w Lubomlu, Kralukowie – w Kiwercach.

Bawili się bronią znajdywaną w lesie

Nasz rozmówca dzieli się wspomnieniami z dzieciństwa, w szczególności z obchodów Bożego Narodzenia: «Zbieraliśmy się w grupach, każda z nich w tajemnicy przed innymi robiła gwiazdę z papieru. Przebieraliśmy się za kozę, diabła, babę i chodziliśmy z naszą gwiazdą od domu do domu, witając ludzi kolędami i wierszami. Dostawaliśmy słodycze, kiełbasę, czasami pieniądze».

W tamtych czasach zabawki często były wykonywane z drewna. Jak wspomina Lew Kraluk, nieraz, chodząc z rówieśnikami po okolicznych lasach, natykali się na prawdziwą broń, która była również używana podczas zabaw. «Kiedyś w lesie znaleźliśmy ludzkie szczątki. Byliśmy bardzo przerażeni i przez długi czas w ogóle nie chodziliśmy do lasu» – opowiada.

«Mam trudne wspomnienia z lat głodu 1946–1947. Ze wschodu przychodzili spuchnięci od wygłodzenia ludzie, prosili o jedzenie. Mama gotowała duży gar ziemniaków i rozdawała. Na dworcu kolejowym nawet urządzono punkt wyżywienia…, a specjalny transport zabierał zmarłych» – wspomina Lew Kraluk.

Lew Kraluk z mamą i babcią, lata 1946–1947

«Uważam, że jestem szczęśliwym człowiekiem»

W 1960 r. Lew Kraluk wstąpił do instytutu medycznego we Lwowie. «Moje studia przypadły na odwilż podczas rządów Chruszczowa. Pamiętam, jak w sklepie literatury zagranicznej za 10 rubli kupiłem tomy «Krzyżaków» Henryka Sienkiewicza, które mam w swojej kolekcji do dziś. Jako student zdobyłem pierwsze miejsce w zawodach z szermierki, dostałem prawo jazdy. Moje studenckie życie było skromne, miałem jednak dość pieniędzy na koktajl w kawiarni «Wesełka», gdzie zbierała się lwowska młodzież» – wpada w nostalgiczny nastrój Lew Kraluk.

Po ukończeniu studiów został skierowany do pracy w centralnym szpitalu w Kowlu jako chirurg dentystyczny, gdzie pracował w latach 1965–1969. W Kowlu poznał swoją przyszłą żonę Tetianę Mochniuk (ur. 1948), którą poślubił w 1968 r. W 1969 r. Lew Kraluk został powołany do służby jako lekarz wojskowy: pracował w szpitalach we Lwowie, Iwano-Frankiwsku, Kowlu. Po katastrofie w Czarnobylu przez trzy miesiące pracował w Strefie Wykluczenia jako szef służby medycznej. Chociaż ze względów zdrowotnych poszedł na emeryturę w 1993 r., w 2016 r., w 30. rocznicę katastrofy w Czarnobylu otrzymał stopień pułkownika służby zdrowia.

Lew Kraluk, 2016 r.

Żona Tetiana Kraluk (z domu Mochniuk)

«Uważam, że jestem szczęśliwym człowiekiem: przez 56 lat żyjemy z żoną w małżeństwie, mamy dwie córki, czworo wnuków i czworo prawnuków» – podsumowuje swoją opowieść Lew Kraluk.

Olga Szerszeń

Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Lwa Kraluka. Autorka zdjęć, wykonanego w 2024 r. – Olga Szerszeń

***

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Wspomnienia rówieńskiego krajoznawcy Czesława Chytrego
Artykuły
«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego. 
13 marca 2026
Rodzinne historie: Tę historię chcę przekazać moim dzieciom
Artykuły
Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
27 lutego 2026
Rodzinne historie: Nasza polskość kształtowała się w kościele
Artykuły
Polacy osiedlili się na Podolu w czasach I Rzeczypospolitej. I pomimo trudnych wydarzeń historycznych i odległości geograficznej, wynikającej z faktu, że od współczesnej granicy polsko-ukraińskiej dzielą ich setki kilometrów, miejscowym skupiskom Polaków udało się przetrwać i zachować tożsamość narodową.
13 lutego 2026
Rodzinne historie: «Nie przypuszczałem, że zostanę wojskowym»
Artykuły
«Mój ojciec był Ukraińcem, a mama – Polką. Ucząc się języka polskiego, czytając polskie książki, a następnie wyjeżdżając do Polski, zacząłem odkrywać w sobie więź z polską linią swojej rodziny. Teraz uważam się za ukraińskiego Polaka. Za człowieka, który ma jedno serce na dwa narody» – mówi 45-letni Andrzej Końko.
30 stycznia 2026
Lekcja mikołajkowa w Szkole Polskiej w Kowlu
Wydarzenia
Od ilu już lat przychodzi do dzieci święty Mikołaj, skąd pochodzi, jaki ma dom, jak wygląda – o tym wszystkim uczestnicy Koła Polonijnego przy Towarzystwie Kultury Polskiej w Kowlu dowiedzieli się na lekcji tematycznej poświęconej tradycjom mikołajkowym.
07 grudnia 2025
Wieczór pamięci o Stefanie Żeromskim w Szkole Polskiej w Kowlu
Wydarzenia
Stefan Żeromski był pisarzem, którego twórczość kształtowała świadomość narodową Polaków na przełomie XIX i XX wieku. W tym roku mija sto lat od jego śmierci, w związku z tym w Szkole Polskiej, działającej przy Towarzystwie Kultury Polskie w Kowlu, odbył się wieczór poświęcony pamięci pisarza.
01 grudnia 2025
Rodzinne historie: «Połowa uczniów w mojej klasie była Polakami»
Artykuły
«Polaków u nas, w Nowej Borowej na Żytomierszczyźnie, było wielu. W mojej klasie chyba z połowa uczniów była Polakami, a druga – Ukraińcami» – mówi Ludmiła Wysocka, z domu Rusecka.
21 listopada 2025
W Kowlu świętowano Dzień Niepodległości Polski
Wydarzenia
15 listopada członkowie Towarzystwa Kultury Polskiej w Kowlu, uczniowie i rodzice przybyli do Szkoły Polskiej. Jak co roku uroczyście obchodzono tu Dzień Niepodległości Polski.
17 listopada 2025
Rodzinne historie: Obu dziadków zamordował reżim sowiecki
Artykuły
«Obie moje babcie rozmawiały po polsku, dziadków nie znałem, bo obu zamordowały władze sowieckie» – opowiada Walenty Wysocki. Pochodzi ze wsi Nowa Borowa w obwodzie żytomierskim, obecnie mieszka w Zdołbunowie w obwodzie rówieńskim.
07 listopada 2025