Rodzinne historie: Kamionka–Kazachstan–Czelabińsk–Równe
Artykuły

Rozstrzelanie teścia jako «wroga ludu», zesłanie do Kazachstanu, walka o kościół i tragedia współczesnej wojny – historię swojej rodziny «Monitorowi Wołyńskiemu» opowiadają dziś Walentyna Łukomska i jej córka Ludmiła Maszłaj, parafianki kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Równem i członkinie Towarzystwa Kultury Polskiej im. Władysława Reymonta.

Rodziny Walentyny Łukomskiej (ur. 1934, z domu Bernacka) i jej męża Mirosława (1927–2004) pochodzą ze wsi Kamionka w rejonie zasławskim (obecnie Hromada Płużne w obwodzie chmielnickim).

Rozstrzelali, a potem zamknęli sprawę z powodu braku przestępstwa

Leonard Łukomski, s. Stanisława (1903(5)–1937) i Olga Filarowska, c. Feliksa (1909–1973) mieli czworo dzieci: Mirosława (1927–2004), Jerzego (1929–2016), Marię (1933–2021) i Jana (1935–2018).

Olga Łukomska z rodzicami

«Mieszkali we wsi Kamionka. Ojca zgarnęli, gdy Mirosław miał 10 lat – w 1937 r. Leonard pracował w kołchozie. Mirosław wspominał: kiedy ojca aresztowano, był w szkole. Gdy powiedzieli mu, że wiozą jego tatę, zdołał tylko spojrzeć za nim przez okno. To był ostatni raz, gdy widział ojca» – mówi Walentyna Łukomska.

Leonard Łukomski został stracony jako wróg ludu. Ludmiła Maszłaj zauważa: «Trzy dni po aresztowaniu został rozstrzelany w Zasławiu. Siostra ojca później wysyłała listy i w 1959 r. otrzymała odpowiedź od Sądu Najwyższego Ukraińskiej SRR. Dziadek zmarł niewinnie». «Uchwałę dotycząca Łukomskiego Leonarda, s. Stanisława, który pracował w kołchozie, anulowano, a sprawę zakończono z powodu braku przestępstwa» – czytamy w dokumencie Sądu Najwyższego Ukraińskiej SRR.

Zaświadczenie wydane przez Sąd Najwyższy Ukraińskiej SRR o zakończeniu sprawy przeciwko Leonardowi Łukomskiemu. 1959 r.

W 1939 r. Olga Łukomska z czwórką dzieci i matką Stanisławą Filarowską wyjechała z Kamionki do Kazachstanu. «Do wsi Konstantinowka (Kazachstan – aut.) zapraszały nas siostry ojca, pisały, że za trzy ruble można tam kupić pud zboża... Mówiły: jest tam tak dobrze, że ludzie palą zbożem w piecu, a rok później, zimą 1941 r., nastąpił okropny głód, ludzie puchli z głodu i umierali» – wspominał Mirosław Łukowski na stronach czasopisma «Wołanie z Wołynia» (numer za marzec-kwiecień 2009 r.). Rękopis tego tekstu, ukończony 13 grudnia 2000 r., w którym Mirosław Łukomski pozostawił wspomnienia o swoim życiu, jest nadal przechowywany w rodzinnym archiwum.

Rękopis Mirosława Łukomskiego. 2000 r.

Wiosną 1941 r. rodzina postanowiła wrócić do obwodu chmielnickiego. Gdy byli już w drodze, w czerwcu 1941 r. w Czelabińsku zastał ich początek wojny niemiecko-radzieckiej. Nie mogli już jechać dalej, tak więc rodzina została w mieście, urządziwszy sobie dom w ziemiance na obrzeżach miasta.

Jak pisał w swoich wspomnieniach Mirosław Łukomski, jego matka Olga pracowała w sowchozie i dostawała 600 gramów chleba dziennie i jeszcze 150 gramów dla dzieci. Najmłodsi Maria i Jan chodzili do przedszkola, gdzie dwa razy dziennie dostawali posiłki. «Wkrótce Jan miał już przestać uczęszczać do tego miejsca ze względu na wiek. A ja, jeszcze jako dziecko, rozumiałem, co to znaczy, gdy wszędzie panuje głód… Dlatego poprawiłem w jego akcie urodzenia piątkę na szóstkę… To zapewniło bratu gorące śniadania i obiady oraz ciepły pokój na kolejny rok» – przyznawał się Mirosław. W wieku 14 lat poszedł do pracy w zakładzie przemysłowym. Najpierw był kurierem, a potem uczniem frezera. Po raz pierwszy od długiego czasu Mirosław przyjechał do rodzinnej Kamionki w 1955 r., aby poślubić Polkę – Walentynę Bernacką.

Trzech braci: Mirosław, Jan oraz Jerzy Łukomski. 1990 r.

«Zazdrościłam tym, którzy mieli ojca»

«Moja rodzina pochodzi z Kamionki. Ojciec Stanisław Bernacki, s. Franciszka (1905–1964) miał trzy siostry. Matka Helena, c. Stanisława (1908–1987) – cztery siostry i czterech braci. W sumie było ich 14, pozostałe zmarły jednak we wczesnym dzieciństwie. Władze radzieckie deportowały rodzinę do Kazachstanu w 1936 r. Mama została, ponieważ wówczas mieszkała już osobno i miała dwoje dzieci. Żyli dobrze. Dziadek był bardzo dzielny. Mama opowiadała, że miał parę koni i duże gospodarstwo. Wówczas wysłano wiele osób» – mówi Walentyna Łukomska.

Helena mieszkała z rodzicami męża, którego skazano za kradzież. «Moja siostra Stanisława (1928–1999) miała dwa lub trzy lata. Rodzice pobrali się w 1927 r., a ona urodziła się rok później. Ojciec odbywał karę w Murmańsku i tam został. Na początku nikt nie wiedział, gdzie jest. Dostaliśmy informację o nim na początku zimy 1933 r. Dziadek nalegał, więc mama pojechała do ojca do Murmańska. Była tam ponad dwa miesiące. Ojciec wynajmował pokój w mieszkaniu i pewnego razu właścicielka powiedziała do mamy: «Dlaczego tu przyjechałaś? Stanisław jest żonaty, ma żonę…» Mama opuściła Murmańsk, będąc w ciąży ze mną. Nigdy więcej się nie widziała z ojcem. Później napisał list do rady wsi: szukał swoich sióstr i córki, czyli mojej starszej siostry Stanisławy. Nie wiedział o mnie… Kiedy się dowiedział o moim istnieniu, pisał do mnie, chciał się spotkać. Nie mogłam pojechać. Bardzo mi szkoda było mamy: przez całe życie bardzo ciężko pracowała» – wspomina Walentyna Łukomska.

«Oczywiście że trudno było bez taty. Zazdrościłam tym, którzy mieli ojca» – dodaje.

Chociaż nasza rozmówczyni była jeszcze bardzo mała, kiedy rodzina jej matki została zesłana do Kazachstanu, pożegnanie z krewnymi zapadło jej w pamięć na całe życie: «Stoi dziadek, ojciec mojej mamy. Mama mnie trzyma. On prosi: «Helenko, jedź z nami. Nie zostawaj tutaj sama». A mama odpowiada: «Tato, nie chcę nowego męża… Mam dwójkę dzieci, dam radę, będę je wychowywała. I was się nie wyrzekam». Bardzo dobrze zapamiętałam te słowa. Oni pojechali, a mama została».

Teściowa Heleny zmarła w 1940 r., a teść – w 1945 r. «Mama nigdy więcej nie wyszła za mąż, chociaż dziadek, jeszcze kiedy żył, mówił jej, aby wyszła za wdowca. Odpowiedziała, że nie chce już ani męża, ani miłości… Dziadek bardzo mnie lubił. Miałam takie długie białe duże loki. Kiedy ścięto mi włosy, zebrał je i powiedział, by mama położyła je mu na poduszkę do grobu. Mama tak zrobiła» – powiedziała Walentyna Łukomska.

W latach jej dzieciństwa w rodzinie rozmawiano już po ukraińsku, tylko modlono się po polsku: «Pamiętam, że nawet w czasach wojny ludzie zbierali się na modlitwę – wieczorem po dojeniu krów. Przychodzili z kilku domów położonych nad rzeką Wilią. Przyprowadzali dzieci. A było już późno, składasz ręce i drzemiesz. Mama mówi: «Nie śpij, módl się».

Po drugiej stronie Wilii, po której przebiegała granica pomiędzy II Rzeczpospolitą a Ukraińską SRR, mieszkali krewni mamy. Kiedy po wkroczeniu sowietów do Polski granica faktycznie zniknęła, rodzina namówiła Helenę Bernacką, by przeszła Wilię i ochrzciła córkę. «Miałam sześć lat. Był rok 1940. Most rozebrano, ale miejscowi wiedzieli, gdzie był i gdzie zostały podpory. Mama umówiła się z wujkiem, wzięła mnie na plecy. Powiedzieli mi: «Trzymaj się mamy, nie ruszaj się, patrz prosto». Kiedy dotarłyśmy do środka rzeki, mama się potknęła i wpadłyśmy do wody. Na szczęście wujkowi udało się nas wydostać. Nie pamiętam już, jak wróciłyśmy» – mówi pani Walentyna.

Jak wspomina, ich rodzina, na szczęście, nie głodowała w latach wojennych i powojennych: «Nie żyliśmy zamożnie, ale nie byliśmy też głodni. Zawsze sialiśmy kukurydzę. Mama piekła placki kukurydziane. Krowa dobrze się doiła… Chleba brakowało, ale nie głodowaliśmy. Zawsze były ziemniaki, buraki, marchew, kapusta. Niektórzy ludzie byli strasznie wygłodzeni. Pamiętam, że jedna kobieta miała sześcioro dzieci. Jej mąż zginął na froncie. Pracowała jako listonoszka we wsi. Pewnego dnia przyszła do nas, a mama akurat upiekła ten placek z kukurydzy. Kobiecie polały się łzy. Mama mówi: «Usiądź, dam ci jeść». A ona prosi: «Helenko, daj mi dla każdego choć po malutkim kawałku. Odniosę dzieciom, bo siedzą głodne». Mama nakarmiła ją i dała jej połowę placka, by zabrała ze sobą…».

«Chciała poznać księdza, który ochrzcił jej wnuki»

Walentyna Bernacka i Mirosław Łukomscy pobrali się w 1955 r. Ślubu udzielił im w kościele w Ostrogu o. Serafin Kaszuba.

Pani Walentyna wspomina, jak poznała przyszłego męża: «Nasze matki pochodzą z tej samej wsi. Jako dzieci razem się bawiły, siedziały na ciepłym piecu. Teściowa odwiedziła nas w 1954 r. Wpadłam jej w oko. Rok później do Kamionki przyjechał Mirosław. Miałam 20 lat, a on – 27. Na początku odmówiłam mu, bo był siedem lat starszy ode mnie… A mama bardzo chciała, żebym za niego wyszła, bo był Polakiem».

W końcu nieustępliwy kawaler zdołał przekonać Walentynę do małżeństwa. «Pogodziłam się z losem. Byłam tak atakowana, że już nie miałam siły. Pojechaliśmy do Ostroga, kupiliśmy buty, materiał na suknię, oddaliśmy do szycia. I tydzień później mieliśmy wesele. Przeżyliśmy razem prawie 50 lat» – opowiada nasza rozmówczyni.

Po weselu Walentyna i Mirosław Łukomscy pojechali do Czelabińska. Tam urodziły się ich dzieci: Ludmiła (ur. 1956, po ślubie Maszłaj) i Anton (1957–2018). W 1957 r. rodzina odwiedziła Kamionkę. Wybrali się wówczas do Ostroga, by ochrzcić dzieci. Sakramentu udzielił im o. Serafin Kaszuba. Rok później Łukomscy przenieśli się do Równego: w mieście akurat otwarto zakład urządzeń wysokiego napięcia, w którym Mirosław dostał pracę jako frezer. W tym samym 1958 r. z Czelabińska przyjechała mama Mirosława, Olga Łukomska. «Opowiedzieliśmy, że ochrzciliśmy dzieci. Chciała poznać księdza, który ochrzcił jej wnuki, to znaczy o. Kaszubę. Teściowa przeniosła się do nas w 1960 r.» – zauważa pani Walentyna.

Olga Łukomska

o. Serafin Kaszuba

Olga Łukomska, jak pisał jej syn Mirosław, wstąpiła do tercjarzy (trzeciego zakonu franciszkańskiego – instytucji dla osób świeckich, które nie składają ślubów zakonnych – aut.) i została pomocniczką księdza. W 1956 r. władze radzieckie cofnęły o. Serafinowi zezwolenie na odprawianie mszy świętych i nakazały opuścić Równe, a wkrótce odebrały katolikom kościół. Po zamknięciu kościoła rówieńscy katolicy najpierw zbierali się na modlitwę w mieszkaniach. Mirosław Łukomski wspominał, że spotykali się u Adamowskich, Łozowickich, Niemedłowskich, Bagińskich oraz u Marii Iglatowskiej.

Babcia Olga Łukomska pośrodku. 1960 r.

Stanisława Bernacka, Mirosław i Walentyna Łukomscy. Początek lat 60.

W drugim rzędzie od prawej strony: Mirosław Łukomski, Julia i Leonid Filarowscy. 1960 r.

Cała rodzina. Na dole od lewej babcia Olga, Ludmiła Maszłaj, ciocia Maria z dziećmi. U góry od prawej: wujek Jerzy, ojciec Mirosław, matka Walentyna, wujek Jan z żoną i dziećmi. 1962–1963.

Kiedy z powodu presji i prześladowań nie mogli już organizować tajnych nabożeństw w mieszkaniach wiernych, Olga Łukomska jeździła za Kaszubą do tych miejscowości, w których ksiądz mógł nadal służyć Bogu i ludziom.

«Była wszędzie, gdzie on. Jeździła z nim. Pamiętam, jak babcia Ola zabierała mnie na tajne nabożeństwa do Bagińskich, Łozowickich i innych katolików w Równem. Jeździliśmy z nią do kościołów w Połonnem (obwód chmielnicki – aut.) i Krzemieńcu (obwód tarnopolski – aut.). W październiku 1972 r. babcia zachorowała. W lutym 1973 r. ojciec Serafin przyjechał do nas: udzielił wszystkim spowiedzi, eucharystii. 5 marca babcia zmarła. Później już nie widziałam o. Kaszuby. Dodam także, że babcia Ola rozmawiała z nami tylko po polsku» – mówi Ludmiła Maszłaj.

Pogrzeb Olgi Łukomskiej

«Modlimy się i prosimy Boga o pokój»

Rodzice Ludmiły Maszłaj, Mirosław i Walentyna Łukomscy, zaliczali się do grona najaktywniejszych katolików w Równem, którzy od końca lat 80. walczyli o przywrócenie kościołów. Weszli do rady parafialnej, czyli tzw. dwudziestki. Znaleźli się w niej także Juliusz i Helena Bagińscy, Wacław i Aniela Buklarewiczowie, Jadwiga Bilecka, Anna Puchalska, Helena Leszczowa, Leonard Markiewicz i inni. Wierni pisali listy do Moskwy, Kijowa, zwracali się do urzędników w Równem z żądaniem, by zwrócono im świątynię. Grupa inicjatywna pod przewodnictwem Mirosława Łukomskiego wydeptywała progi instytucji państwowych w Kijowie i Równem.

Walentyna i Mirosław Łukomscy. 1980 r.

Pod koniec lat 80. rówieńskim katolikom pozwolono zbierać się na msze w Domu Nauczyciela. Odprawiać msze święte przyjeżdżali ks. Antoni Andruszczyszyn, Stanisław Szyrokoradiuk i inni. Później kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła został zwrócony wspólnocie. W 1991 r. proboszczem parafii został ks. Władysław Czajka. Wierni zaczęli odbudowywać kościół.

Msza święta na schodach kościoła w Równem, której przewodniczy ks. Antoni Andruszczyszyn. 1990 r.

Msza święta na schodach kościoła w Równem. 1990 r.

Ks. Władysław Czajka, Mirosław Łukomski, za nim Paweł i Witalij Maszłajowie, ks. Vitold-Yosif Kovaliv. Początek lat 90.

«Zawsze byliśmy w kościele. Robiliśmy wszystko, co należało… I nasze wnuki zawsze były przy nas» – mówi Walentyna Łukomska. «Pamiętam msze na schodach, które w 1990 r. odprawiał ks. Antoni Andruszczyszyn. Kościół Świętych Piotra i Pawła został oddany w październiku 1991 r. Moi synowie byli ministrantami» – dodaje Ludmiła Maszłaj.

W rodzinie Ludmiły i Wasyla Maszłajów (1956–2014) urodziło się czworo dzieci: Andrij (1985–2024), Pawło (ur. 1978), Witalij (ur. 1979) i Switłana (ur. 1987). Syn Walentyny i Mirosława, Anton Łukomski, ma troje dzieci: Leonida, Julię i Olgę.

«Mam dziewięcioro wnuków: Paweł ma córkę, Witalij i Switłana – po trójce dzieci, Andrij – dwójkę. Rodzina Andrija mieszka w Polsce, Switłany – niedaleko Chicago w USA, Witalij przeprowadził się do Mukaczewa, a Pawło – do Odessy. Tak nas porozrzucał los… Nigdy bym nie pomyślała, że zostanę w mieście niemal sama – tylko z mamą. Mama ma siedmioro wnuków, 14 prawnuków i jedną praprawnuczkę» – mówi Ludmiła Maszłaj.

Cała rodzina. Początek lat 2000

W kręgu rodzinnym, początek lat 2000

Walentyna Łukomska z pierwszą praprawnuczką. Ludmiła Maszłaj obok

Walentyna Łukomska obchodzi 90. urodziny. 2 września 2024 r. Równe

Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny rosyjsko-ukraińskiej jej synowie Andrij i Pawło poszli do wojska, by walczyć o Ukrainę.

Andrzej i Paweł Maszłajowie. 2022 r.

27 marca 2024 r. starszy żołnierz Andrij Maszłaj zginął wykonując zadanie bojowe w obwodzie donieckim. Mszę pogrzebową odprawiono w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz Miłosierdzia Bożego w Równem, którego wiernym Andrij był od dziecka.

Pożegnanie z Andrijem Maszłajem w kościele w Równem. Fot. Aleksander Radica

«Pamiętam, kiedy zabiegaliśmy o zwrot kościoła, chodziliśmy na akcje, Andrijko, który nie miał jeszcze pięciu lat, pewnego razu zapytał: «Babciu, czy mogę też iść do kościoła? Nie będę spał». Trzecia w nocy, było nas około 20 osób, a on podchodzi do Grobu Pańskiego. Wszyscy pytają: czyje to dziecko? Słyszę, jak ktoś odpowiada: wnuk Łukomskich. Byłam niesamowicie szczęśliwa, że dożyłam czasu, gdy mój wnuk może się modlić przy Grobie Pańskim… Zawsze chodziliśmy z nim na msze święte. Następnie był ministrantem u ks. Władysława Czajki…

Andrija już z nami nie ma. Zginął na froncie. Modlimy się przy jego zdjęciu. Modlimy się i prosimy Boga o pokój» – mówi Walentyna Łukomska.

Olga Szerszeń

Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Łukomskich

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Wspomnienia rówieńskiego krajoznawcy Czesława Chytrego
Artykuły
«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego. 
13 marca 2026
Rodzinne historie: Tę historię chcę przekazać moim dzieciom
Artykuły
Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
27 lutego 2026
Tłusty Czwartek w Towarzystwie im. Władysława Reymonta w Równem
Wydarzenia
Wesoło i radośnie obchodzono Tłusty Czwartek w Towarzystwie Kultury Polskiej im. Władysława Reymonta w Równem.
21 lutego 2026
Rodzinne historie: Nasza polskość kształtowała się w kościele
Artykuły
Polacy osiedlili się na Podolu w czasach I Rzeczypospolitej. I pomimo trudnych wydarzeń historycznych i odległości geograficznej, wynikającej z faktu, że od współczesnej granicy polsko-ukraińskiej dzielą ich setki kilometrów, miejscowym skupiskom Polaków udało się przetrwać i zachować tożsamość narodową.
13 lutego 2026
Rodzinne historie: «Nie przypuszczałem, że zostanę wojskowym»
Artykuły
«Mój ojciec był Ukraińcem, a mama – Polką. Ucząc się języka polskiego, czytając polskie książki, a następnie wyjeżdżając do Polski, zacząłem odkrywać w sobie więź z polską linią swojej rodziny. Teraz uważam się za ukraińskiego Polaka. Za człowieka, który ma jedno serce na dwa narody» – mówi 45-letni Andrzej Końko.
30 stycznia 2026
Spotkanie opłatkowe w Towarzystwie im. Władysława Reymonta w Równem
Wydarzenia
10 stycznia w siedzibie Towarzystwa Kultury Polskiej im. Władysława Reymonta w Równem odbyło się tradycyjne spotkanie opłatkowe.
12 stycznia 2026
O życiu i twórczości Henryka Siemiradzkiego rozmawiano w Galerii «Euro-Art» w Równem
Wydarzenia
W Galerii Malarstwa Europejskiego «Euro-Art» w Równem została zaprezentowana twórczość Henryka Siemiradzkiego (1843–1902), wybitnego polskiego malarza, jednego z czołowych przedstawicieli akademizmu w malarstwie europejskim końca XIX wieku.
11 grudnia 2025
Ukraińscy muzycy zagrali w Równem utwory polskich kompozytorów
Wydarzenia
W Równem odbył się koncert utworów Stanisława Moniuszki, Karola Szymanowskiego, Kazimierza Lubomirskiego, Henryka Góreckiego oraz Mieczysława Karłowicza. Ich kompozycje zabrzmiały w wykonaniu ukraińskich muzyków.
26 listopada 2025
Rodzinne historie: «Połowa uczniów w mojej klasie była Polakami»
Artykuły
«Polaków u nas, w Nowej Borowej na Żytomierszczyźnie, było wielu. W mojej klasie chyba z połowa uczniów była Polakami, a druga – Ukraińcami» – mówi Ludmiła Wysocka, z domu Rusecka.
21 listopada 2025