Przodkowie Wacława Buklarewicza, współzałożyciela i pierwszego prezesa Towarzystwa Kultury Polskiej im. Władysława Reymonta w Równem, pochodzą z Litwy, Ukrainy i Polski. Jego praprapradziadek Siergiej Krawczyński z rewolucyjnej organizacji «Narodnaja Wola» zasłynął z tego, że dokonał zamachu na Nikołaja Miezencowa, szefa najwyższego organu tajnej policji Imperium Rosyjskiego, a dziadek wraz ze swoimi braćmi walczył z bolszewikami w wojnie 1920 r.
Buklarewiczowie z guberni wileńskiej
«Mój dziadek ze strony ojca nazywał się Bronisław Buklarewicz, a babcia – Izabela z domu Żdanowicz. Ich dziadkowie z obu stron jeszcze przed rewolucją 1905 r. wyjechali z powiatu oszmiańskiego w guberni wileńskiej do Sankt Petersburga. Mieszkali na Wyspie Wasylewskiej (wyspa w delcie Newy, jeden z rejonów Sankt Petersburga – aut.). Tam dziadek i babcia poznali się i wzięli ślub.

Bronisław i Izabela Buklarewiczowie (dziadek i babcia), 1920 r.
Dziadek Bronisław, podobnie jak jego ojciec Ignacy, byli kolejarzami. W tym czasie maszynista pociągu otrzymywał zegarek firmy Paweł Buhre, oraz co roku węgiel do opalenia mieszkania i kerozynę do oświetlenia. Każdy członek rodziny kolejarza raz na miesiąc mógł wyjechać gdzieś bez biletu. Zarobki były na tyle dobre, że pradziadek i dziadek kupili sobie daczę za miastem w kierunku estońskim. W rodzinie opowiadano, że w czasie wojny domowej w Rosji generał Judenicz ulokował w tym budynku swój sztab, po czym w domu pozostały różne naczynia kuchenne» – mówi Wacław Buklarewicz.
Dziadek Bronisław w 1937 r. został aresztowany. Najpierw trzymano go w więzieniu Kriesty w Sankt Petersburgu, a następnie trafił do obozu, pracował na budowie Kanału Białomorsko-Bałtyckiego. Udało mu się przetrwać w łagrach. Po wyjściu z niewoli otrzymał zakaz życia w strefie 101 km od Moskwy, Petersburga, Kijowa oraz innych dużych miast» – opowiada Wacław Buklarewicz.
«Dziadek i babcia rozmawiali w domu po polsku tylko w tym wypadku, kiedy coś chcieli ukryć przed swoimi dziećmi. Po wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. Polacy w Związku Radzieckim byli prześladowani, bezpieczniej było ukrywać polskie pochodzenie. Z tego też powodu dziadkowie nie podtrzymywali żadnych kontaktów z tą częścią naszej rodziny, która zamieszkała na terenie Polski» – kontynuuje pan Wacław.
Dziadkowie Wacława Buklarewicza mieli trzech synów: «Starszy, Wacław, to mój ojciec. Urodził się w 1921 r. Stanisław przyszedł na świat w 1926 r., Robert – w 1929 r. Mój ojciec był na froncie, w niemieckiej niewoli oraz w partyzantce. W 1944 r. został skierowany do Klewania do odbudowy kolei. Na rówieńskim odcinku Lwowskich Kolei ojciec był zatrudniony przez 46 lat. Razem z nim pracowali także inni Polacy. Wówczas tata poznał moją mamę» – opowiada pan Wacław.

Robert, Stanisław i Wacław (ojciec pana Wacława) Buklarewiczowie, 1936 r.

Wujek Stanisław, 1946 r.

Po lewej stronie wujek Robert w Wojsku Polskim, 1944 r.
Rodzina Krawczyńskich
«O moich przodkach ze strony matki odnalazłem dane od mniej więcej 1830 r. Babcia Bronisława pochodziła z rodziny Krawczyńskich. Pradziadek mojej babci nazywał się Michał Krawczyński. Po powstaniu listopadowym 1830–1831 r. został lekarzem wojskowym w miejscowości Staroduby (dzisiaj Nowy Starodub w rejonie oleksandriwskim w obwodzie kirowogradskim – aut.). Tak opowiadano w rodzinie. Przechowywano także portret jego syna Siergieja Krawczyńskiego – dziadka mojej babci. Był członkiem organizacji «Narodnaja Wola» (organizacja rewolucjonistów w Imperium Rosyjskim dążąca do obalenia caratu – aut.). Uczestniczył w zabójstwie szefa III Oddziału Kancelarii Osobistej Jego Cesarskiej Mości w Sankt Petersburgu (chodzi o najwyższy organ tajnej policji Imperium Rosyjskiego – aut.) Nikołaja Miezencowa w 1878 r. Potem ukrywał się, zamieszkał we Włoszech, następnie w Szwajcarii, zmarł w Anglii. Napisał powieści «Budynek nad Wołgą» («Домик на Волге») oraz «Andriej Kożuchow» («Андрей Кожухов») poświęcone ruchowi socjalistycznemu» – mówi pan Wacław.

Siergiej Krawczyński (pseudonim Stepniak), około 1880 r.
Bronisława Krawczyńska, babcia Wacława Buklarewicza, urodziła się w 1906 r. w wielodzietnej rodzinie. Jej starszy brat Stanisław jako jedyny z całej rodziny ukończył studia. Po polskich powstaniach XIX wieku oraz udziale Krawczyńskich w ruchu socjalistycznym rodzina zbiedniała.

Dom rodzinny Krawczyńskich w Jełomalinie koło Nowomalina, 1933 r.
«Stanisław po studiach pracował w Borysławiu przy wydobyciu ropy naftowej. Wraz z całą rodziną zginął z rąk banderowców. Podczas II wojny światowej jego żona wybrała się z dziećmi na wieś, żeby wymienić jakieś rzeczy na żywność. Została zabita razem z dziećmi. Stanisław poszedł ich szukać i też nie powrócił. Inny brat mojej babci, Marian, mieszkał w Mizoczu. Miał żonę Ukrainkę. Zostali zamordowani razem z dziećmi w 1943 r. Natomiast moja mama ocalała dzięki temu, że banderowiec, którego spotkała pod Mizoczem, powiedział, żeby tam nie szła, bo stamtąd nie wróci» – dodaje mój rozmówca.

Rodzina Stanisława Krawczyńskiego, brata babci, zamordowana pod Borysławiem w latach II wojny światowej

Marian Krawczyński, brat babci, z żoną. Zostali zamordowani w Mizoczu w latach II wojny światowej

Wanda z domu Krawczyńska i Cyryl Kochmańscy. Zostali zamordowani w Buszczy w latach II wojny światowej.
«Wanda, siostra mojej babci, wyszła za mąż za leśniczego Cyryla Kochmańskiego. Mieszkali niedaleko wsi Buszcza (obecnie rejon rówieński w obwodzie rówieńskim – aut.). Z całej ich rodziny ocalał tylko starszy syn Józef, którego wywieziono do pracy do Niemiec. Teraz sobie myślę, że ich potomkowie mogliby być pokoleniem walczącym o Ukrainę» – kontynuuje Wacław Buklarewicz.
Rodzina Rosińskich
«Mąż mojej babci, czyli mój dziadek, nazywał się Marian Rosiński. Odnalazłem jego dane w Internecie wśród informacji o osadnikach represjonowanych w Związku Radzieckim. Wraz ze swoimi braćmi Stanisławem i Józefem uczestniczył w wojnie z bolszewikami w 1920 r. Otrzymali później po ok. 10 ha ziemi każdy koło Buszczy. Sami pracowali na roli. Prowadzili także w Ostrogu dwa sklepy. W 1939 r. wszyscy zostali aresztowani jako osadnicy wojskowi i wywiezieni na Sybir. Do dzisiaj śladu po nich nie ma. Natomiast mojej babci Bronisławie i mamie Anieli udało się uniknąć aresztowania.
Babcia z moją mamą uciekły do Kwasiłowa niedaleko Równego. Tam kiedyś była kolonia czeska. O tym, że są z Rosińskich nie wspominały w obawie przed wywózką na Sybir. Kiedy zaczęła się wojna niemiecko-radziecka w 1941 r., pozostały w Kwasiłowie» – opowiada Wacław Buklarewicz.
Dodaje: «Babcia opowiadała, że Czesi posiadali broń. W pobliżu znajdowała się wioska Kornyn, gdzie było dużo banderowców. Kiedy banderowcy zaczęli grozić Czechom, Czesi powiedzieli im, że jeśli chociaż jeden człowiek z Kwasiłowa zostanie zabity, spalą cały Kornyn. Dogadali się z banderowcami, że po wojnie stąd wyjadą. Tak mojej babci i matce udało się przetrwać. W latach 1946–1947 większość Czechów z Kwasiłowa przeniosła się do Czechosłowacji».

Stoją babcia Bronisława Rosińska (z domu Krawczyńska) i mama Aniela, siedzi niania mamy, 1929 r.
W Równem po wojnie
«Moi rodzice, Wacław i Aniela, poznali się w Kwasiłowie. Ślub w urzędzie wzięli w 1951 r. Zamieszkali w Równem. Ja urodziłem się w 1954 r. Dopiero w latach 90. rodzice wzięli ślub w kościele. Były to pierwsze osoby w podeszłym wieku, którym w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Równem udzielił ślubu ksiądz Władysław Czajka.
Po szkole, do której chodziłem w Równem, pracowałem na Kolejach Państwowych. Jak trafiłem do wojska, miałem rozmowę z funkcjonariuszem Oddziału Specjalnego. Powiedział mi, że ja ze swoim polskim pochodzeniem nigdy nie będę mógł ukończyć żadnych studiów. Część naszej jednostki wysłano do Egiptu. Jeszcze w trakcie wypełnienia 11-stronicowej ankiety zrozumiałem, że mnie tam nie wyślą. Miałem rodzinę za granicą. Oprócz tego mama miała dużo niewłaściwych kontaktów. Pisała i do Czech, i do Polski, i do Stanów Zjednoczonych. Po służbie w wojsku wróciłem na kolej. Łącznie przepracowałem tam 43 lata, na emeryturę odszedłem jako pułkownik kolei» – opowiada Wacław Buklarewicz. Podkreśla, że wyższe wykształcenie udało mu się zdobyć dopiero po ogłoszeniu przez Ukrainę niepodległości.
Szlachcice Poluchowiczowie
«Moja żona Wira z domu Poluchowicz pochodzi ze wsi Serniki na Polesiu (rejon waraski w obwodzie rówieńskim – aut.). Józef Ignacy Kraszewski we «Wspomnieniach Wołynia, Polesia i Litwy» pisze o tej osadzie. Zaznacza, że wszyscy Poluchowiczowie mieszkający po prawej stronie rzeki Stubły to szlachta. Do dziś większość mieszkańców wsi ma nazwisko Poluchowicz.
Ślub z żoną wzięliśmy w 1976 r., a kościelny dopiero pod koniec lat 90. Mamy syna Edwarda, który pracuje w Równem. Ma żonę i dzieci: Zofię i Roberta. Wnuczka uczyła się języka polskiego w gimnazjum w Równem oraz w szkole przy Towarzystwie, a teraz studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim, na studiach polsko-ukraińskich. Robert uczy się w szkole» – kontynuuje Wacław Buklarewicz.
Opowiada, że po II wojnie światowej część jego rodziny wyjechała do Polski, m. in. siostra babci Józefa i jej brat Władysław: «Babcia Bronisława wyszła drugi raz za mąż za Ukraińca, więc została na Ukrainie». Pan Wacław często jeździ do Polski do rodziny i w sprawach społecznych. Jako działacz polskiej mniejszości na Ukrainie przyczynił się do rozwoju współpracy między ukraińskimi a polskimi samorządami oraz różnymi instytucjami.

Od lewej: Walentyna Łukomska, Aniela i Wacław Buklarewiczowie, 1990 r.
Początki polskiej działalności społecznej
Wacław Buklarewicz tak mówi o początkach polskiego towarzystwa w Równem: «Za czasów radzieckich nie było żadnego kościoła czy towarzystwa polskiego na terenach Rówieńszczyzny. Około 1986 r. zorganizowała się grupa Polaków. Najpierw były to starsze osoby walczące o kościół – pan Mirosław Łukomski z żoną Walentyną, pan Juliusz Bagiński razem z żoną Marią, potem pani Jadwiga Pasicznyk, Anna Puchalska, Helena Leszczowa, moi rodzice oraz inni. Razem ok. 20 osób. Zaczęli pisać listy, najpierw do Moskwy, bo to był jeszcze Związek Radziecki, a potem do Kijowa. Do Równego przyjeżdżał wówczas ksiądz Antonij Andruszczyszyn – pierwszy, którego pamiętam, odprawiał od czasu od czasu msze święte. Nie działał jeszcze w mieście żaden kościół. Czasem ludzie wyjeżdżali do kościoła w Połonnem (w obwodzie chmielnickim – aut.), do Krzemieńca na Tarnopolszczyźnie czy do Lwowa».
«Pod koniec lat 80. udało się otrzymać budynek, gdzie odbywały się msze dla katolików oraz dla protestantów. Następnie władze oddały wiernym kościół Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Najpierw zwrócono tylko piętro, gdzie mieściła się sala sportowa dla siatkarzy – w niej odbywały się msze. Kiedy został oddany cały budynek, parafianie zaczęli odnawiać kościół. Następnie zbudowali plebanię. Przy kościele pojawiła się droga krzyżowa, zamontowano tablice pamiątkowe. To wszystko zasługa naszego księdza Władysława Czajki» – opowiada Wacław Buklarewicz.

Anna Puchalska i Aniela Buklarewicz w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Równem
«Pamiętam, że w sierpniu 1991 r. jeszcze przed puczem w Moskwie, został zorganizowany protest w celu odzyskania parafialnego kościoła Świętego Antoniego. Miejscowi katolicy postawili przy nim krzyż i ogłosili głodówkę, żeby władze wydały pozwolenie na sprawowanie mszy w tej świątyni. Z początkiem sierpniowych wydarzeń w Moskwie głodówka została przerwana. Kościół do dziś nie został oddany wiernym, mieści się w nim sala organowa miejscowej filharmonii.

Nabożeństwo w pobliżu kościoła Świętego Antoniego w Równem odprawia ksiądz Andruszczyszyn. Oświadczenie o strajku głodowym w celu przywrócenia kościoła wiernym, lato 1991 r.
Po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości pojawiła się wolność religijna. Korzystając z tej sytuacji zorganizowała się grupa Polaków: profesor matematyki Jadwiga Pasicznyk, główny lekarz obwodu Wiaczesław Krzyżanowski, były radziecki wojskowy Leon Sobiepan. Wśród nich byłem także ja. Założyliśmy Towarzystwo Kultury Polskiej Rówieńszczyzny, mnie wybrano na pierwszego prezesa. Naszą organizację udało się zarejestrować co prawda dopiero w 1993 r. Władze obwodowe cały czas miały jakieś uwagi. Także w 1993 r. cztery osoby z Towarzystwa, w tym ja, pojechały na pierwszy Sejmik Organizacji Polskich w Kijowie. Dyskutowaliśmy na temat rozwoju polskiego życia społecznego. Założono wówczas Federację Organizacji Polskich na Ukrainie, której prezesem została Emilia Chmielowa. Mnie wybrano na wiceprezesa pierwszej kadencji. Federacja łączyła wówczas 34 organizacje z całej Ukrainy» – kontynuuje Wacław Buklarewicz. Wspomina także o powstawaniu w Równem organizacji różnych mniejszości narodowych: «Najpierw powstało towarzystwo żydowskie, później czeskie, białoruskie, rosyjskie, niemieckie i inne. Zawsze współpracowaliśmy z nimi».

Delegaci pierwszego Sejmiku Organizacji Polskich w Kijowie, w tle Katedra Świętego Aleksandra, 1993 r. (Wacław Buklarewicz najwyższy po prawej stronie)

Wacław i Wira Buklarewiczowie

Spotkanie w Towarzystwie z Anną Sagatowską, 1993 r.

Spotkanie z Ambasadorem RP w Kijowie Henrykiem Litwinem, 2013 r.
Wacław Buklarewicz do dziś jest członkiem zarządu TKP im. Władysława Reymonta. Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę nigdzie nie wyjechał, został w Równem. Mówi: «Wierzę w zwycięstwo Ukrainy».

Wacław Buklarewicz i Władysław Bagiński, prezes Towarzystwa Kultury Polskiej na Rówieńszczyźnie im. Władysława Reymonta, 2016 r.

Podczas konferencji naukowej, 2018 r.
***
Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Serhij Hładyszuk
Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Wacława Buklarewicza