Gdyby istniał światowy ranking wszechwiedzy, dla wielu przedstawicieli rasy ludzkiej nie miałby większego sensu. Zawsze znalazłby się taki jeden z drugim, którzy wszelkie kryteria, według których owa hierarchia mędrców wszechrzeczy została stworzona, uznaliby za tendencyjne i niemające generalnie sensu.
Wszak jeśli na liście nie znaleźliby swego nazwiska, nie byłaby warta złamanego grosza. Przecież to ja pozjadałem wszystkie rozumy i popiłem je kompotem z samozachwytu. Nie musicie klaskać, wiem, że i tak klaszczecie i podziwiacie mnie w duchu, bo przecież każdy marzy, by choć przez chwilę ogrzać się w blasku mojego intelektu, mojej erudycji, mojej absolutnej wyjątkowości. Czasem do śniadania czytam własne stare wpisy w mediach społecznościowych, żeby przypomnieć sobie, jaki jestem genialny.
Niektórzy mówią, że nikt nie może znać się na wszystkim. Otóż może. Wystarczy być mną, człowiekiem, który jest jednocześnie ekspertem od medycyny, ekonomii, piłki nożnej, wychowania dzieci, hodowli storczyków, naprawy tostera, filozofii starożytnej i zawsze mam pod ręką stosowny cytat lub fragment mało znanego poematu bardzo znanego poety.
Znajomi czasem próbują dyskutować. Sprzeciwiać się. Mieć własne zdanie. Błąd. Ja nie dyskutuję, ja objawiam. Jestem przecież alfą i omegą, początkiem i końcem każdej rozmowy. Kiedy ktoś mówi: «Wydaje mi się» - ja go poprawiam: «Niech ci się już nie wydaje. Ja to wiem». Gdy ktoś dodaje: «czytałem o tych badaniach». Odpowiadam: «To fałszywe raporty, nie są nic warte».
W pracy również jestem filarem, ścianą i stropem jednocześnie. Kiedy zespół miesiącami analizuje problem, ja wchodzę i w pięć minut proponuję rozwiązanie. Wprawdzie już je ktoś kiedyś zaproponował. Ale czy to ważne? Moją obecnością nawet drzwi mają poczuć się zaszczycone. Jeśli otoczenie w zadawalający mnie sposób nie oddaje mi hołdów i nie spija mądrości z ust moich, zwyczajnie je porzucam.
Rodzina pełnymi garściami też może korzystać z mojego geniuszu. Na świętach tłumaczę wujkowi politykę zagraniczną, cioci dietetykę, a kuzynowi sens życia. Wprawdzie nikt nie prosi, ale wszyscy dostają. Taka promocja wiedzy. Ten, co wie wszystko, jest samotnikiem na szczycie. Inni nie dorastają mu do pięt. Nawet wówczas, gdy bezsprzecznie mają rację.
Nadętych zarozumialców pomyłki nie dotyczą. Pomyłki są dla innych, dla tych biednych ludzi, którzy jeszcze nie odkryli, że zawsze mają rację. Człowiek z nieomylnym «Ja» odkrył to dawno i pielęgnuje jak roślinę doniczkową. Podlewa samozadowoleniem i nawozi pewnością siebie. Niektórzy twierdzą, że świat byłby lepszy, gdyby ludzie częściej słuchali innych. To absolutna prawda. Szkopuł tkwi jednak w tym, aby ci, którzy chcą słuchać tylko siebie, zrobili miejsce dla pozostałych. A to już nie takie proste.
***
Coś nie jest warte złamanego grosza oznacza, że coś lub ktoś nie ma żadnej wartości, znaczenia albo jest bezużyteczny.
Pozjadać wszystkie rozumy – zachowywać się w sposób przemądrzały, zarozumiały i przesadnie pewny siebie.
Bycie alfą i omegą oznacza posiadanie rozległej wiedzy na jakiś temat, bycie ekspertem lub niekwestionowanym autorytetem w jakiejś dziedzinie.
Spijać mądrość (lub słowa) z czyichś ust, a więc słuchać kogoś z ogromnym zachwytem, uwagą i nabożnym szacunkiem.
Nie dorasta komuś do pięt powiemy o tym, kto jest od kogoś znacznie gorszy, mniej zdolny lub prezentuje znacznie niższy poziom pod jakimś względem.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG