«Te dokumenty pokazują represyjną machinę Związku Radzieckiego» – mówi Lubow Koć z Archiwum Państwowego Obwodu Wołyńskiego. Już 1439 spraw osób represjonowanych z 4231 przechowywanych w zasobach instytucji zostało zdigitalizowanych i upublicznionych na jej stronie internetowej.
«20 grudnia 1939 r. przekroczyłem granicę państwową ZSRR od strony Niemiec (z okupowanej Polski – aut.). Żadnych zadań nie miałem. Próbowałem uratować swoje życie. 1 grudnia niemieccy żołnierze dokonali pogromu Żydów w mieście Chełm. Zgromadzono wszystkich Żydów w wieku od 16 do 60 lat, łącznie ze mną. Popędzono nas do Hrubieszowa. Wielu Żydów zostało zastrzelonych przez niemieckich strażników. Kiedy nas eskortowano, wiele osób uciekło, ja też postanowiłam to zrobić. Od 1 do 20 grudnia ukrywałem się w przygranicznej wiosce. Granicę przekroczyłem w Dorohusku z dwoma mężczyznami, których nazwisk nie znam» – to fragment przesłuchania ze sprawy polskiego Żyda, weterynarza, mieszkańca Chełma Józefa Koka, s. Zygmunda, opublikowanego na stronie Archiwum Państwowego Obwodu Wołyńskiego. Józef Kok został skazany na trzy lata kolonii karnej. Został zrehabilitowany w 1989 r.
Sprawy osób represjonowanych przez władze sowieckie przechowywano w archiwum od 1991–1992 r., ale dostęp do nich był ograniczony. Zapoznać się z nimi mogły tylko osoby represjonowane, ich bliscy oraz, jak wówczas mówiono, «władze właściwe», czyli pracownicy prokuratury. «Dzięki uchwaleniu w 2015 r. kompleksu ustaw dekomunizacyjnych, w tym ustawy «O dostępie do archiwów organów represyjnych totalitarnego reżimu komunistycznego z lat 1917–1991», dokumenty te zaczęto udostępniać szerokiej publiczności» – mówi Lubow Koć, szefowa Wydziału Informacji i Korzystania z Dokumentów Archiwum Państwowego Obwodu Wołyńskiego.
Obecnie w archiwum znajduje się 4231 spraw wszczętych przez państwowe organy bezpieczeństwa przeciwko osobom represjonowanym. 1439 z nich zostało zdigitalizowanych i opublikowanych na stronie internetowej Archiwum. Zdecydowaną większość wśród figurantów tych spraw karnych stanowią Ukraińcy i Polacy. Są też Żydzi, a także Rosjanie, zwłaszcza ci, którzy w listach do swoich krewnych mieszkających w głębi Rosji krytykowali o politykę sowiecką, która doprowadziła do powojennego głodu.
«Zarówno Polakom, jak i Ukraińcom inkryminowano z reguły art. 54 (chodzi o działania antypaństwowe, m.in. o zdradę ojczyzny – red.). Z punktu widzenia władz sowieckich i jedni, i drudzy byli wrogami, bo źle wypowiadali się o ustroju Związku Sowieckiego i rozpowszechniali, jak mówią akta, «świadomie sfałszowane informacje». A faktycznie po prostu mówili prawdę. Większość spraw przeciwko Ukraińcom dotyczy przynależenia do UPA, a ich krewnych winiono za «poplecznictwo antysowieckiej bandzie ukraińskich nacjonalistów», jak napisano w dokumentach. Na przykład sprawa wobec całej rodziny Susołów z rejonu łuckiego, składającej się z sześciu osób: rodziców i czterech córek. Rodzice dostali po 10 lat obozów, a córki – do sześciu. Wielu Polaków było sądzonych za kontrrewolucyjną nacjonalistyczną działalność polską. W 1946 r. aresztowano Polaka Kazimierza Lipskiego, zarzucając mu aktywny udział w kontrrewolucyjnej polskiej powstańczej organizacji, która rzekomo przygotowywała zbrojne powstanie przeciwko rządowi sowieckiemu» – kontynuuje rozmówczyni.
Według Lubowi Koć sprawy represjonowanych mają niezwykłą wartość historyczną. Zawierają bardzo dużo danych biograficznych, są też dość ciekawe dokumenty rad wiejskich z 1944, 1945, 1950 r. Nigdzie więcej takich informacji nie ma. Wiele słownych opisów aresztowanych, protokoły przesłuchań, przeszukiwań, różne nakazy. Zdarzają się zdjęcia.
«Te dokumenty pokazują represyjną machinę sowieckich władz. Na ich podstawie możemy wydobyć wyraźny obraz tamtych czasów» – uważa Lubow Koć.
Sofia Kalużna