Rodzinne historie: Rozmowa o Wacławie Herce z Kowla
Artykuły

W 1998 r. w Kowlu powstało Towarzystwo Kultury Polskiej. Jego niezmiennym prezesem do 2017 r. był Wacław Herka, kombatant 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. W latach 50. wyjechał do Polski, jednak później wrócił do rodzinnego miasta, by zostać tu na zawsze. Rodzinne historie Wacława Herki opowiada nam jego syn Anatolij Herka ze swoją żoną Iryną.

«Ojciec wstąpił do Armii Krajowej»

«Mój dziadek Antoni Herka urodził się w 1889 r. we wsi Koszorów (dziś powiat szydłowiecki w województwie mazowieckim – aut.), a babcia Zofia, z domu Bartoszewska, – w 1904 r. w Radowiczach (obecnie rejon kowelski w obwodzie wołyńskim – aut.). Dokładnie nie wiadomo, w jaki sposób Herkowie znaleźli się na Wołyniu, ale na początku lat 20. XX w. już byli w Kowlu. Dziadkowie wychowali troje dzieci. 8 stycznia 1927 r. w Kowlu urodził się mój ojciec Wacław, w 1928 r. – jego siostra Halina, a w 1932 – brat Henryk» – mówi Anatolij Herka.

W okresie międzywojennym jego dziadek pracował w zajezdni w Kowlu, a babcia zajmowała się domem: «Oboje umieli czytać i pisać. Rodzina nie była zamożna, ale pracowała u nich jedna osoba, która pomagała w pracach domowych. Moi dziadkowie byli katolikami».

Antoni i Zofia Herkowie, rodzice Wacława Herki

«Przed wybuchem II wojny światowej mój ojciec ukończył sześć klas polskiej szkoły w Kowlu. Po nadejściu władzy radzieckiej w 1939 r. kontynuował studia, a w 1941 r. podjął pracę na kolei. W 1943 r. ojciec wstąpił do 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej. Myślę, że zrobił to z przekonania. Był negatywnie nastawiony do władz radzieckich. W Armii Krajowej ojciec miał pseudonim Mały, prawdopodobnie z powodu niskiego wzrostu. Do jego obowiązków należała pomoc w przeprowadzaniu poszczególnych osób z Kowla do wsi Zielona (dziś rejon kowelski w obwodzie wołyńskim – aut.), poszukiwanie amunicji i broni. Robił to do marca 1944 r. Po powrocie władz radzieckich został aresztowany przez bezpiekę pod zarzutem udziału w polskim ruchu oporu. W więzieniu w Kowlu ojciec przebywał jednak niedługo, wyszedł po kilku miesiącach. Prawdopodobnie radzieckie organy bezpieczeństwa nie były w stanie udowodnić jego powiązań z Armią Krajową» – mówi pan Anatolij.

Jego pradziadkowie Adam i Weronika Bartoszewscy pochodzili z Radowicz. «Zostali zamordowani chyba przez upowców, ich ciała wrzucono do studni. Później ponownie ich pochowano na cmentarzu w Zasmykach» – opowiada rozmówca. Nie wiadomo kiedy i dlaczego Bartoszewscy znaleźli się w Zasmykach. Przypuszczamy, że razem z innymi polskimi mieszkańcami Radowicz w 1943 r. przenieśli się do Zasmyk, gdzie była polska samoobrona. Chociaż w dziejach tej rodziny pojawia się również Gruszówka położona kilka kilometrów od Zasmyk. Na portalu «Strony o Wołyniu przedwojennym» podano, że zamordowani zostali 22 sierpnia 1943 r. właśnie w Gruszówce.

«Tata nie wiedział, dokąd przesiedlono jego rodziców»

«Jeszcze w okresie II wojny światowej dziadek Antoni i babcia Zofia zostali deportowani do Polski. Mieszkali w Chełmie. Po zwolnieniu z aresztu ojcu nie pozwolono na wyjazd do nich. Zatrudnił się w elektrowni kolejowej w Kowlu, gdzie pracował do 1953 r. Tata nie wiedział, gdzie dokładnie zostali przesiedleni jego rodzice, dlatego zwrócił się do Czerwonego Krzyża. Później otrzymał odpowiedź, że jego rodziców poinformowano o tym, że on przebywa w Kowlu. W 1953 r. ojciec otrzymał pozwolenie na wyjazd do Polski. Mieszkał w Warszawie, pracował w elektrowni, jednocześnie studiując w technikum energetycznym, które ukończył w 1956 r. zdobywając zawód technika elektryka.

Wacław Herka. 1947 r.

Wacław Herka w Warszawie. 1953 r.

Wcześniej w Kowlu poznał moją mamę – Larysę Kozakewycz. Po przeprowadzce do Polski utrzymywał z nią kontakt i w 1956 r. zdecydował się na powrót do radzieckiej Ukrainy. Znajomi taty byli zdziwieni, że wraca do ZSRR. W końcu rodzice pobrali się i zamieszkali w Kowlu. Mogli wyjechać do Polski, ale mama chciała zostać w Ukrainie» – kontynuuje Anatolij Herka.

Ślub Wacława Herki i Larysy Kozakewycz. 1956 r.

W latach 1956–1980 Wacław Herka pracował w elektrowni kolejowej jako kierownik laboratorium. W 1966 r. ukończył Politechnikę Lwowską, otrzymał dyplom inżyniera elektryka. W latach 1980–1989 pracował jako zastępca dyrektora magazynu ropy naftowej w Kowlu. Następnie przeszedł na emeryturę.

Dziadek Fedir ratował Żydów

«Moja mama Larysa urodziła się 23 marca 1931 r. w Kowlu w ukraińskiej rodzinie Fedora i Marii Kozakewyczów. Mieszkali na dzisiejszej ulicy Szewczenki. Ich sąsiadami byli Żydzi, Polacy i Czesi. Mama pamiętała, że w sobotę na szabat (w judaizmie siódmy dzień tygodnia, w którym obowiązuje zakaz pracy – aut.). Żydzi przychodzili i prosili, żeby ktoś im zapalił świeczkę, a oni w zamian dawali cukierki lub inne słodycze. Pod koniec lat 30. XX w. mama uczyła się w Szkole Powszechnej im. Ignacego Mościckiego w Kowlu» – kontynuuje pan Anatolij.

Iryna Herka opowiada, jak Fedir Kozakewycz pomagał Żydom w czasie II wojny światowej: «Miał trzy siostry. Najpierw wydał je wszystkie za mąż, potem poznał babcię Marię i zaczął myśleć o własnej rodzinie. Dziadek był koniuchem, a babcia – gospodynią domową. W czasie niemieckiej okupacji Kowla Fedir Kozakewycz nocą wywoził Żydów na wozie do wsi Zielona, gdzie ukrywali się przed nazistami. Niestety, pewnego dnia poderwał się na minie i zmarł. Babcia Maria Masłowa zmarła w 1985 r.».

«Po wojnie Larysa Kozakewycz skończyła osiem klas szkoły i pracowała jako pomoc księgowa. Następnie uzyskała dyplom księgowej і aż do przejścia na emeryturę kontynuowała pracę zawodową w zajezdni lokomotyw.

W latach 90. przyszła na cmentarz, na którym pochowany jest jej dziadek Fedir, i zauważyła obcego mężczyznę składającego kwiaty na grobie jej ojca. Kiedy się przedstawiła, zaczął jej dziękować i powiedział, że ostatnim życzeniem jego ojca była prośba, by przyjechał do Kowla i złożył kwiaty na grobie Fedira Kozakewycza. Okazało się, że ojciec tego mężczyzny był Żydem, którego dziadek Fedir uratował w czasie II wojny światowej. Później ten Żyd przeniósł się do Izraela» – mówi Iryna Herka.

«Obchodzono zarówno polskie, jak i ukraińskie święta»

«W 1957 r. urodziła się moja starsza siostra Ludmiła – mówi Anatolij Herka. – Po ukończeniu szkoły studiowała w technikum we Lwowie, a następnie – w Tarnopolskim Instytucie Finansowo-Ekonomicznym. Pracowała jako księgowa w zajezdni kolejowej, a po ogłoszeniu niepodległości Ukrainy wyjechała zarobkowo do Włoch. Obecnie jest na emeryturze, ma dwie córki i wnuka».

Od lewej: Maria Kozakewycz, Wacław Herka z żoną Larysą i córką Ludmiłą. 1958 r.

Pan Anatolij urodził się w 1967 r. Mówi, że w jego rodzinie zawsze rozmawiało się i po polsku, i po ukraińsku, a także obchodzono zarówno polskie, jak i ukraińskie święta. «Co roku przyjeżdżaliśmy z ojcem do babci do Chełma na święta, spędzaliśmy tam 2–3 tygodnie. Mam dobre wspomnienia z tamtych czasów» – dodaje.

Wacław Herka z żoną Larysą i dziećmi – Ludmiłą i Anatolijem

«Po ukończeniu szkoły chciałem wstąpić na politechnikę, ale zabrakło mi jednego punktu. Przez rok pracowałem jako fotograf. Wyjeżdżałem robić zdjęcia do różnych wsi rejonu – mówi pan Anatolij. – Następnie rozpocząłem naukę w technikum hotelarskim w Kijowie, jeździłem na praktyki do Jałty. Po ukończeniu studiów skierowano mnie do pracy w Suzdalu (miasto w obwodzie włodzimierskim w Rosji – aut.), ale nie chciałem tam jechać i ostatecznie nie pojechałem. Przez pewien czas pracowałem w wagonach restauracyjnych pociągów do Moskwy oraz Symferopola. Później – w kombinacie żywienia zbiorowego i w jednej z kowelskich kawiarni. Już w latach niepodległej Ukrainy wynajęliśmy z kolegą kawiarnię, ale ten biznes nam nie wyszedł. Potem zatrudniłem się jako barman w lokalu jednej z kowelskich szkół zawodowych. Tam poznałem swoją przyszłą żonę Irynę, która pracowała jako mistrzyni hafciarstwa artystycznego».

Wacław Herka z synem Anatolijem i rodzicami Antonem i Zofią. 1971 r.

Jego żona Iryna Herka, z domu Pawłowska, urodziła się w 1974 r. w Kowlu. Jeden z jej pradziadków był represjonowany w latach 40. XX w. Razem z rodziną został wysłany do obwodu tiumeńskiego w Rosji. Z zasłania wróciła tylko jego żona z córkami, w tym Maria – babcia Iryny.

Wnuk naśladuje dziadka

«Pobraliśmy się z Iryną w 1995 r. W 2001 r. urodził się nasz syn Anton, którego nazwaliśmy po pradziadku. Ojciec bardzo się cieszył, że ma wnuka. Chciał, żeby Anton studiował w Polsce. Obecnie jest studentem w Zamościu, komponuje i zajmuje się wolontariatem. Od dzieciństwa uczęszczał do szkoły przy polskim towarzystwie i brał udział w różnych konkursach, m.in. w konkursie historycznym «Patria Nostra» w Poznaniu. Wraz ze swoimi przyjaciółmi zajęli pierwsze miejsce w grupie uczestników z Europy Wschodniej i otrzymali wysokie wyniki wśród innych zawodników. W 2018 r. Anton brał udział w zdjęciach do filmu poświęconego 100-leciu odzyskania przez Polskę niepodległości, a także przygotował artykuł o dziadku Wacławie. Syn jest bardzo dumny ze swojego dziadka, stara się go naśladować» – mówią Anatolij i Iryna Herkowie.

«Złote wesele» Wacława i Larysy Herków. 2016 r.

Anatolij Herka tak opowiada o początkach Towarzystwa Kultury Polskiej w Kowlu: «Jednym z pierwszych, którzy odbudowywali polską społeczność w Kowlu, był Walery Draganiuk. Po prostu brał książkę telefoniczną i przeglądał nazwiska, szukając polskich. Potem dzwonił do ludzi i próbował nawiązywać kontakty. W ten sposób poznał mojego tatę, który był już na emeryturze. Najpierw byliśmy oddziałem Stowarzyszenia Kultury Polskiej w Łucku, a już w 1998 r. w Kowlu zorganizowano własne Towarzystwo Kultury Polskiej. Od tego czasu aż do śmierci w 2017 r. jego prezesem był mój ojciec Wacław Herka. Na potrzeby organizacji wynajmowaliśmy małe pomieszczenie, a także organizowaliśmy imprezy w sali pod kościołem św. Anny w Kowlu. W 2000 r. przy towarzystwie otwarto szkołę polską. Organizacji bardzo pomagał Anatol Sulik, który opiekował się cmentarzami i zajmował odnawianiem nagrobków».

Iryna Herka wspomina o przyjacielu Wacława Herki Eugeniuszu Pindychu: «Znali się jeszcze z lat szkolnych. Eugeniusz także był żołnierzem Armii Krajowej i miał pseudonim Słoń, ponieważ był wysoki. Więc było takich dwóch przyjaciół – Mały i Słoń (uśmiecha się – aut.). W 1944 r. Eugeniusz przeniósł się do Lublina. Dużo później wznowili kontakt z Wacławem. Eugeniusz Pindych przyjeżdżał do naszego kościoła na święta i wspierał działalność naszej polskiej szkoły».

Wieloletni prezes Towarzystwa Kultury Polskiej w Kowlu Wacław Herka zmarł w czerwcu 2017 r. Był ostatnim mieszkającym na Wołyniu żołnierzem 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Jego żona Larysa zmarła w 2020 r. Anatolij Herka wraz z żoną Iryną i synem Antonem kontynuują dzieło ojca.

Wacław Herka (piąty od prawej) wśród kombatantów Armii Krajowej, 2011

Odznaczenia Wacława Herki

***

Projekt «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» jest wspierany ze środków Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w ramach konkursu Polonia i Polacy za Granicą 2021. Projekt «Polska Platforma Medialna Wschód» jest realizowany przez Fundację Wolność i Demokracja. Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Serhij Hładyszuk

Zdjęcia z rodzinnego archiwum Anatolija Herki

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Najstarsza Polka w Łucku
Artykuły
Wanda Rad jest najstarszą członkinią Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu, do którego należy od założenia organizacji. 7 stycznia obchodziła 97 lat. Od urodzenia mieszka na Starym Mieście w Łucku, niedaleko Zamku Lubarta. W jej domu rozmawialiśmy o międzywojennym Łucku, pracy w Niemczech w czasie II wojny światowej i powojennej adaptacji do pokojowego życia w sowieckich realiach.
10 stycznia 2023
Rodzinne historie: Podolscy Mazurzy
Artykuły
Przodkowie Wiktorii Czernieckiej ze Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu to Mazurzy osiedleni niegdyś na Podolu. Prawie 20 lat temu moja rozmówczyni przeniosła się do Łucka z Szaróweczki w obwodzie chmielnickim, gdzie mieszkało wiele pokoleń jej rodziny. Dziś poznamy rodzinne historie Mazurów z Podola.
13 grudnia 2022
Rodzinne historie: «Otwarcie kościoła było dla nas wielką radością»
Artykuły
Antonina Bardyga pochodzi z Żytomierszczyzny. Do Łucka przyjechała ponad 50 lat temu. Na przełomie lat 80. i 90. była jedną z najbardziej aktywnych przedstawicielek społeczności katolickiej miasta, dzięki którym wiernym zwrócono kościół. Jako jedna z pierwszych zapisała się z siostrami do Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu.
15 listopada 2022
Rodzinne historie: Wspomnienia mamy
Artykuły
Aleksander Karaszewski z Polskiego Centrum Kultury i Edukacji im. prof. Mieczysława Krąpca w Tarnopolu dzieli się wspomnieniami swojej zmarłej matki Stefanii z domu Kupczak o życiu we Francji i na Tarnopolszczyźnie, a także o tragedii mieszkańców Tarnopola podczas walk o miasto w 1944 r.
03 listopada 2022
Rodzinne historie: «Pomagaliśmy odprawiać pierwsze msze w wołyńskich kościołach»
Artykuły
Danuta Rówieńska pochodzi z Medenic w obwodzie lwowskim. Na przełomie lat 80. i 90. była jedną z najbardziej aktywnych przedstawicieli wspólnoty wyznaniowej i polonijnej na Wołyniu, dzięki którym katedra Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku, kościoły w Maniewiczach, Lubieszowie, Lubomlu, Kamieniu Koszyrskim i innych wołyńskich miejscowościach zostały przywrócone katolikom, a także utworzono Stowarzyszenie Kultury Polskiej.
18 października 2022
Rodzinne historie: Jadwiga Gusławska i jej Krzemieniec
Artykuły
Jadwiga Gusławska z Krzemieńca to współzałożycielka i pierwszy prezes Towarzystwa Odrodzenia Kultury Polskiej imienia Juliusza Słowackiego. Była redaktorem naczelnym gazety «Wspólne Dziedzictwo» wydawanej w Krzemieńcu w latach 2001–2004. Należała do grona osób, dzięki którym odradzało się Muzeum Juliusza Słowackiego. Pani Jadwiga jest społeczniczką działającą na rzecz polskiej mniejszości na Ukrainie, a także autorką piszącą do «Monitora Wołyńskiego». Dziś poznajemy jej rodzinne historie.
04 października 2022
Rodzinne historie: «Tu się urodziliśmy i tutaj pochowani są nasi rodzice»
Artykuły
Alina Maslikowa ze Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu pochodzi z polskiej rodziny, która w okresie międzywojennym mieszkała na pograniczu białorusko-litewsko-polskim. Do Łucka przeniosła się z mężem w latach 80.
22 września 2022
Rodzinne historie: Opowieści z pogranicza białorusko-łotewskiego
Artykuły
89-letnia Anna Klebanowicz pochodzi z polskiej rodziny z północy współczesnej Białorusi. Spotkaliśmy się w Łucku, w Stowarzyszeniu Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu, którego członkinią jest od około 30 lat
22 sierpnia 2022
Rodzinne historie: Chrześniaczka Ireny Sandeckiej
Artykuły
«Jest bardzo oddana ludziom» – mówią o Emilii Wolanickiej krzemienieccy Polacy. Całe życie pracowała jako nauczycielka, zawsze była i pozostaje aktywną parafianką kościoła Świętego Stanisława w Krzemieńcu, w przeszłości była prezesem Towarzystwem Odrodzenia Kultury Polskiej im. Juliusza Słowackiego, obecnie należy do Komitetu Seniorów tej organizacji. Jednak najważniejsza dla niej zawsze była rodzina. Dlatego dziś proponujemy naszym Czytelnikom rodzinne historie Emilii Wolanickiej.
06 lipca 2022