Wanda Rad jest najstarszą członkinią Stowarzyszenia Kultury Polskiej im. Ewy Felińskiej na Wołyniu, do którego należy od założenia organizacji. 7 stycznia obchodziła 97 lat. Od urodzenia mieszka na Starym Mieście w Łucku, niedaleko Zamku Lubarta. W jej domu rozmawialiśmy o międzywojennym Łucku, pracy w Niemczech w czasie II wojny światowej i powojennej adaptacji do pokojowego życia w sowieckich realiach.
«Mieszkaliśmy niedaleko zamku»
Ojciec Wandy Rad, Tomasz Czajkowski (7 stycznia w dokumentach imię ojca pani Wanda jest podane jako Tichon), pochodził z polskiej rodziny katolickiej. Do Łucka przyjechał z Chabarowska. Matka Stefania była miejscową Ukrainką. Zdaniem pani Wandy jej rodzina była średnio zamożna i generalnie nie różniła się od innych.
«Moi rodzice pobrali się w połowie lat 20. Ojciec pracował w straży pożarnej, a mama zajmowała się domem» – opowiada moja rozmówczyni.
Pani Wanda urodziła się 1926 r. w Łucku: «Dwa lata później przyszła na świat moja młodsza siostra Zuzanna. Mieszkaliśmy na ulicy Troickiej w pobliżu zamku (dzisiaj Drahomanowa – aut.). Chodziliśmy do katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła. W rodzinie rozmawialiśmy po polsku. Do 1939 r. uczyłam się w języku polskim, chodziłam do Siedmioklasowej Szkoły Powszechnej nr 3, a następnie – w języku ukraińskim, w Szkole nr 8. Obok nas mieszkały rodziny polskie, czeskie, żydowskie i ukraińskie. Polsko-ukraińskie małżeństwa, jak u moich rodziców, były bardzo powszechne. Ukraińcy i Polacy chodzili do siebie nawzajem na święta. Mam z tamtych czasów bardzo miłe wspomnienia».

Rodzina Tomasza i Stefanii Czajkowskich z córkami Wandą (stoi) i Zuzanną. Łuck, 1930 r.
«Niemcy nas wszystkich złapali»
W latach 1939–1941 pani Wanda kontynuowała naukę w szkole ukraińskiej. Mówi, że wtedy władze radzieckie wywiozły rodziny kilku jej znajomych na Syberię.
Wraz z początkiem okupacji niemieckiej Wanda Czajkowska nadal chodziła do szkoły: «Wydawało się, że było spokojnie, ale aresztowano Żydów. Przesiedlano ich do getta, które znajdowało się w miejscu dzisiejszych ulic Karaimskiej i Bratkowskiego».
Kiedy pani Wanda miała 17 lat, została wywieziona do pracy do Niemiec: «Wtedy zabierano młodzież urodzoną w 1926 r. Pewnego razu wiosną 1943 r. poszłam ze znajomymi do kina. Niemcy przyjechali tam samochodami i złapali nas wszystkich. Było ze mną 18 osób. Najpierw przywieziono nas do Przemyśla, a stamtąd – do obozu koncentracyjnego Dachau w Niemczech, gdzie mieszkaliśmy w barakach. Przestraszyliśmy się nawet, bo jedna kobieta powiedziała, że jak tylko pójdziemy pod prysznic, to zaczną nas mordować gazem. Po kąpieli jednak wysłano nas do lekarzy. W pobliżu była czeska kolonia i tam przez kilka miesięcy pracowaliśmy w gospodarstwie, wykonując różne prace w polu. Tam nas żywiono lepiej niż w barakach. Później zabrano nas wszystkich do Monachium».
«W Monachium odbywała się selekcja. Kogoś wysłano do pracy na kolei, innego – do fabryk. Na początku nikt nie chciał mnie brać, bo byłam niska i chudziutka. Trafiłam jednak do Anny Scharl, która miała około 75 lat. Miała własną restaurację, przekształconą w czasie II wojny światowej w jadalnię. Tu pracowałam w kuchni. Na kolei nieopodal pracowali Francuzi, przychodzili do nas na obiady» – wspomina pani Wanda.
«Jak była pani traktowana podczas pracy w Niemczech?» – pytam. Odpowiada: «Było różnie, ale najczęściej dobrze. Nauczyłam się trochę niemieckiego, znałam kluczowe frazy, chociaż w kuchni niespecjalnie musiałam rozmawiać z gośćmi. Robiłam to, co mi kazano. Trzeba było codziennie przygotowywać jedzenie dla 300–400 osób, a potem po nich posprzątać. Pewnego razu ładowałam na samochód duże beczki z piwem i pod ciężarem urwały się uchwyty. Czasami było trudniej, czasami lżej. Za wykonaną pracę nie dostawałam żadnych pieniędzy».
«Co jakiś czas w środy Anna Scharl zamykała swoją restaurację w Monachium i zabierała mnie na spacer po mieście. Szłyśmy wówczas do salonu fryzjerskiego, kawiarni, czasem do kina. Późno wracałyśmy do domu i odpoczywałyśmy. Mieszkałam na drugim piętrze jadalni, w której pracowałam. Miałam mały pokoik, ale niczego mi nie brakowało. Anna Scharl była dobrym człowiekiem. Pracowałam u niej do początku 1945 r. Po wojnie nie miałam żadnych jej namiarów, więc kontakt się urwał» – mówi Wanda Rad.
«Po przybyciu Amerykanów w 1945 r. jeszcze przez pewien czas pracowałam w Monachium (w latach 1945–1947 miasto należało do amerykańskiej strefy okupacyjnej Niemiec – aut.). Później przeniosłam się do Polski i przez kilka miesięcy pracowałam w zakładzie tkackim w Łodzi. Chciałam wrócić do Łucka, więc znalazłam w mieście sowiecki sztab. W końcu zostałam odesłana do domu. Moi rodzice myśleli, że zgłosiłam się do pracy w Niemczech na ochotnika, chociaż zostałam zabrana siłą. Po powrocie czekały na mnie rozmowy z organami bezpieki» – dodaje pani Wanda.
«Pracowałaś dla Niemców – popracujesz dla nas»
Po powrocie z Niemiec na ostarbeiterów w sowieckiej Ukrainie czekało niełatwe życie. Takim osobom często nie ufano, wzywano na przesłuchania, poniżano. Uważano je za potencjalnych zdrajców.
«Po powrocie do Łucka wyszłam za mąż za Wołodymyra Rada. Pobraliśmy się w 1948 r. Pochodził z czeskiej rodziny. W 1950 r. urodził się nam syn Wiktor.
Pewnego dnia otrzymałam wezwanie od organów bezpieki. Kiedy poszłam do nich, potraktowali mnie nieprzyjaźnie i powiedzieli, że ci, którzy pracowali dla Niemców, teraz będą pracować dla nich (dla władz radzieckich – aut.). Mimo tego, że miałam małe dziecko, wysłano mnie do pracy w betoniarni w Ałczewsku» – opowiada Wanda Rad.
Swoją pracę w obwodzie ługańskim wspomina tak: «Było tam ciężko. Musieliśmy przez całe dnie dźwigać worki z cementem. Pracowałam w Ałczewsku około siedmiu miesięcy. Pewnego razu odważyłam się pójść do kierownika fabryki i powiedzieć mu, że na mnie w domu czeka małe dziecko. Obiecał, że w ciągu miesiąca przygotuje dla mnie niezbędne dokumenty. W taki sposób wróciłam do Łucka i od tamtej pory mieszkam tu na stałe».
«Wszyscy krewni zostali w Łucku»
«Po Niemczech i Ałczewsku już nigdzie się nie uczyłam. Pracowałam w fabryce obuwia w Łucku, przez pewien czas byłam kierowniczką działu modelowania. Prosili mnie, żebym wstąpiła do partii komunistycznej, ale odpowiedziałam, że do partii nie wstąpię, bo to jest to samo, co wstąpić nogą w bagno (uśmiecha się – aut.). Życie było niełatwe. Mój mąż też był zatrudniony w fabryce obuwia, był krawcem. Często pracowałam ponad normę i dostawałam podwójną pensję» – kontynuuje pani Wanda.

Wanda Rad

Syn Wiktor Rad
Zapytana o to, czy po wojnie miała okazję wyjechać do Polski, odpowiada: «Nawet nie myśleliśmy o wyjeździe do Polski. Wszyscy krewni zostali w Łucku. Niektórzy z rodziny męża wyjechali do Czechosłowacji. Ale w Polsce byłam chyba z pięć razy, jeździłam też do Niemiec». Mówi, że nigdy nie udało jej się pojechać do Monachium, żeby spotkać się z rodziną pani Anny Scharl, u której pracowała.
Kilka lat temu Wanda Rad podzieliła się swoimi wspomnieniami z życia religijnego w Łucku z Anatolijem Olichem, autorem książki «Dzięki nim», poświęconej łuckiej katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Wówczas zauważyła, że w czasach radzieckich wraz z innymi katolikami zbierała się na modlitwy, w szczególności w mieszkaniu pani Klesznowej (imię nieznane). Od wznowienia nabożeństw w łuckim kościele jest wierną miejscowej parafii katolickiej. Mówi: «Lubię czytać książki religijne. Już mnie bolą moje stare oczy, ale czytam o ludziach, którzy bardzo cierpieli. Musimy martwić się o wszystkich ludzi».

Na nabożeństwie ku czci ofiar rzezi wołyńskiej z udziałem prezydenta RP Andrzeja Dudy. Katedra Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku, 8 lipca 2018 r.
«Mój syn Wiktor, już nieżyjący, po wojsku pracował w fabryce. Siostra Zuzanna wyszła za mąż i pracowała w sklepie. Dobrze, że nie została zabrana do pracy do Niemiec, ona by tam nie przeżyła. Ojciec dożył do 80 lat, matka – do 81 roku. A ja wciąż żyję» – mówi pani Wanda.

Wanda Rad w sanatorium «Czerwona Kalina»

Wanda Rad podczas wyjazdu do Białegostoku na Marsz Żywej Pamięci Polskiej Syberii, 2009 r.

Wanda Rad w 2022 r.
Serhij Hładyszuk
Na głównym zdjęciu: Wanda Rad.
Fot. Anatol Olich.
Pozostałe zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Wandy Rad.
