Rodzinne historie: Syn kompozytora Georgija Mireckiego z Łucka
Artykuły

«Czy możesz przeżyć życie innego człowieka, nawet jeśli jest twoim ojcem?» – zastanawia się Aleksander Mirecki z Łucka. Jest synem kompozytora, pianisty i nauczyciela Georgija Mireckiego. Po śmierci ojca zabrał się za opracowywanie jego bogatego dziedzictwa muzycznego. Dziś dzieli się historią swojej rodziny z «Monitorem Wołyńskim».

Marynarz-filozof

Nasz rozmówca urodził się w 1956 r. Dorastał w Łucku przy obecnej ulicy Wynnyczenki, w prywatnym domu dwurodzinnym, wybudowanym jeszcze przez jego dziadka Adama. Dzisiaj na jego miejscu stoi pięciokondygnacyjny blok nr 49.

«Wówczas ulica nazywała się Radianśka, czyli Radziecka. Jednak na naszym domu wisiała tablica ze starą nazwą – Północna. Dzielnicowy cały czas chodził i nękał dziadka, by zdjął ten polski napis… Ukończyłem Szkołę nr 8. Dobrze się uczyłem. Byłem wesołym chłopakiem, trochę łobuzem, dlatego ciągle byłem upominany za zachowanie. Odkąd skończyłem 5 lat, dużo czytałem. Uczyłem się grać na fortepianie w Szkole Muzycznej nr 1. Jako nastolatek zainteresowałem się radioelektroniką i marynarką, dlatego po szkole wstąpiłem do Radioelektronicznej Szkoły Marynarki Wojennej w Petersburgu. Pod koniec studiów zostałem skierowany do służby we Flocie Czarnomorskiej. W 1982 r. przeniosłem się do Floty Północnej. W 1991 r., w przededniu proklamacji niepodległości Ukrainy, ze względów zdrowotnych zwolniłem się do rezerwy i wróciłem do Łucka. Ponieważ z zawodu jestem inżynierem elektroniki radiowej, pracowałem w różnych firmach komputerowych, naprawiałem sprzęt biurowy» – opowiada o sobie Aleksander Mirecki.

Z pierwszą żoną Walentyną (1955–1997, z domu Andrusenko) poznali się w Sewastopolu i pobrali w 1980 r. W 1981 r. urodził się im syn Tymur. W Łucku Walentyna pracowała jako nauczycielka klas początkowych w Szkole nr 5.

Весілля Олександра Мірецького та Валентини Андрусенко. 1980 р.

Kilka lat po tragicznej śmierci Walentyny, w 2001 r., Aleksander wziął ślub z Kateryną Iwanczuk. Udzielił go im w kościele Świętej Zofii w Żytomierzu ksiądz Ludwik Kamilewski, który był pierwszym proboszczem katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku przywróconej katolikom w 1991 r. Dla małżonków ksiądz Ludwik był duchowym mentorem. To dzięki niemu Aleksander Mirecki zainteresował się swoim polskim pochodzeniem.

Aleksander Mirecki i Kateryna Iwanczuk z księdzem Ludwikiem Kamilewskim po udzieleniu ślubu. 2001 r. Żytomierz

Kompozytor bez orkiestry

Rodzice naszego rozmówcy – Georgij (1929–1978) i Wiktoria (1935–2015) Mireccy – pobrali się w 1954 r. «Mama jest z Krzywego Rogu. Oprócz niej dziadek Hryhorij i babcia Jefrosynia Upyrenkowie mieli syna Aleksandra. Mama skończyła szkołę medyczną w Równem i została skierowana do pracy w Łucku. Była pielęgniarką w punkcie medycznym jednostki wojskowej w dzielnicy Prywokzalna. Spotkała ojca w centralnym parku miejskim, gdzie grał na akordeonie. Mama zwróciła uwagę na jego mistrzowską grę. Tak się poznali» – mówi Aleksander Mirecki.

Hryhorij i Jefrosynia Upyrenkowie z dziećmi Wiktorią i Aleksandrem

Georgij i Wiktoria Mireccy

Aleksander Mirecki z matką Wiktorią. Lata 60. XX w.

Georgij Mirecki z synem Aleksandrem

Aleksander Mirecki z kuzynką Tetianą. Lata 60. XX w.

W 1958 r. Georgij Mirecki ukończył kompozycję w Kijowskim Konserwatorium. Był uczniem i spadkobiercą stylu ukraińskich kompozytorów: Mykoły Wilińskiego, Lewka Rewuckiego, Borysa Latoszyńskiego i Kostiantyna Dańkiewicza.

«Czytając listy ojca z czasów studiów można zrozumieć, że w tamtych latach panowała straszna bieda: nauce towarzyszyły głód i chłód. Ojciec nawet grał na fortepianie w obciętych rękawiczkach, by jakoś ogrzać zdrętwiałe ręce...

Kompozytor Georgij Mirecki przy fortepianie

Georgij Mirecki (pierwszy od prawej) ze swoim zespołem wokalnym

Po ukończeniu Konserwatorium Georgij Mirecki prawie całe życie pracował na Wydziale Muzycznym Łuckiej Szkoły Pedagogicznej (obecnie Kolegium), uczył teorii i harmonii muzyki, a także gry na fortepianie. Jest autorem ponad 100 utworów muzycznych. Był cały czas kierownikiem zespołu śpiewu a cappella, który powstał przy szkole z udziałem nauczycieli. W ramach tego zespołu występował na wieczorach twórczych, koncertach, konkursach muzycznych, w radiu i telewizji.

Zespół śpiewaków Łuckiej Szkoły Pedagogicznej. Georgij Mirecki przy fortepianie

Nie zdradził swojego polskiego pochodzenia: z rodzicami najczęściej rozmawiał po polsku. Prenumerował polską prasę, w tym czasopismo «Mały Modelarz». Brał udział w konkursach poświęconych historii Polski, które były regularnie organizowane przez dziennik «Kurier Polski». Władzę radziecką traktował bez entuzjazmu: nie zgodził się na propozycję wstąpienia do Partii Komunistycznej w zamian za rozwój kariery.

Mówi się, że utalentowani ludzie mają zdolności do wszystkiego. Tata miał wiele zainteresowań. Miał złote ręce. Na przykład samodzielnie zaprojektował i złożył pięciometrową drewnianą meblościankę w salonie, zbierał sprzęt radiowy, kleił modele statków, samolotów, samochodów – takie hobby pozwalało mu zapomnieć o problemach i znaleźć spokój. Restaurował także instrumenty muzyczne. Pamiętam, że sam odnowił mechanizm młoteczkowy i ustawił zakupiony fortepian gabinetowy Rathke, a także odrestaurował XVIII-wieczną fisharmonię. Kupił ją u kapłana w starszym wieku mieszkającego pod Łuckiem. Interesował się fotografią. Zostały po nim tysiące zdjęć, w szczególności cała historia Szkoły Pedagogicznej tamtych lat w fotografiach. Ojciec nie używał gotowych chemikaliów do wywoływania zdjęć – wszystko kupował w aptece i sam robił odpowiednie mieszanki. W domu była też ogromna biblioteka i fonoteka płyt winylowych muzyki klasycznej, szlagierowej i jazzowej.

Ojciec był szlachetnym i uczciwym człowiekiem, bardzo wrażliwym na niesprawiedliwość lub nieprawdę. Nie pasował do rzeczywistości sowieckiej. W swoim życiu napisał tylko dwie pieśni patriotyczne, i to tylko dlatego że musiał… Pod koniec lat 60. dowiedzieliśmy się, że nasz prywatny dom zostanie zburzony, a w jego miejscu zostanie wybudowany pięciokondygnacyjny blok. Naszą rodzinę, wraz z dziadkiem i babcią, mieli przekwaterować. Obawialiśmy się, że cała sześcioosobowa rodzina wyląduje w jednym trzypokojowym mieszkaniu. Poważni przyjaciele ojca, doktorzy nauk, wykładowcy Instytutu Pedagogicznego, poszli do pierwszego sekretarza komitetu obwodowego partii prosić, by załatwił sprawę. Usłyszeli: «A co on napisał o partii, o Leninie? Nic nie napisał! Niech napisze dwa utwory na 100-lecie Lenina i dostanie mieszkanie. Ojciec napisał dwie piosenki do słów słynnego wołyńskiego poety. Za to dostaliśmy oddzielne trzypokojowe mieszkanie, w którym można było umieścić instrumenty muzyczne, w tym fortepian, a dziadkowie i moja kuzynka Tetiana otrzymali mieszkanie w sąsiedniej klatce» – wspomina Aleksander Mirecki.

Georgij Mirecki jako kompozytor nie miał czasu, by w pełni ujawnić swój talent. Zmarł wcześnie – w wieku 48 lat. «Kiedy już byłem kadetem, powiedziano mi, że ojciec miał pierwszy atak serca. A kiedy na ostatnim, piątym, roku studiów, w połowie roku akademickiego, przyjechałem do Łucka, zobaczyłem w domu lustro zawieszone czarną tkaniną. Ojciec zmarł dzień przed moim przyjazdem: miał drugi atak... Był bardzo dobrym człowiekiem. Na wieczorach pamięci organizowanych w Szkole Pedagogicznej z okazji jego jubileuszy wszyscy wspominali, że nigdy nie słyszeli, by podniósł głos czy się z kimś pokłócił» – mówi Aleksander.

Georgij i Wiktoria Mireccy z synem Aleksandrem. 1978 r.

Po powrocie do Łucka zaczął porządkować archiwum swojego ojca. Według niego niektóre z dzieł jego taty, jedne z najlepszych, dłuższych utworów, niestety przepadły bez śladu. «Czy możesz przeżyć życie innego człowieka, nawet jeśli jest twoim ojcem? Zrobiłem wszystko, co mogłem. Uporządkowałem jego dziedzictwo artystyczne. Opracowałem, edytowałem i wykonałem łamanie sześciu tomów nut. Pierwsze opracowałem dość szybko, ponieważ notatki były w dobrym stanie. Inne zapisy były nieczytelne, zdarzały się niedokończone kompozycje, więc musiałem konsultować się z muzykami, by je dopracować. Udało mi się wydać pierwsze dwa tomy wybranych dzieł ojca» – zauważa nasz rozmówca.

Czy uda się wydać resztę prac (ponad 800 stron nut)? Aleksander nie ma jeszcze odpowiedzi, ponieważ w ostatnich latach pracuje nad własną monografią poświęconą podstawom metafizyki.

Rolnik i pionier wołyńskiego jazzu

Dziadkowie naszego rozmówcy ze strony ojca – Polak Adam Mirecki, s. Włodzimierza (ur. 1906) i Ukrainka Maria Denysiuk, c. Dionizego (ur. 1909). Mieli dwoje dzieci: Georgija (ojciec naszego rozmówcy) i Taisję (ur. 1931).

«Jak opowiadały moja matka i ciotka Taisja, moi prapradziadkowie (dziadkowie mojego dziadka Adama ze strony matki) za udział w polskim powstaniu w XIX w. zostali zesłani do guberni jarosławskiej. Dziadek Adam na początku I wojny światowej, w 1914 r., został wywieziony z Łucka do swoich dziadków pod Jarosław w Rosji ze względów bezpieczeństwa. Wkrótce jednak zaczęła się rewolucja październikowa. Głód. Chłód. Choroby i inne nieszczęścia. Wiosną 1919 r., gdy Łuck znalazł się pod panowaniem polskim, dziadkowie postanowili wysłać 13-letniego wnuka Adama do domu. Po drodze zachorował na tyfus i o mało nie umarł. Kiedy wrócił do Łucka, zastał tu tylko matkę. Dodać należy, że mówiła tylko po polsku. Później zbudował dom z sześcioma pokojami i dużym gankiem. Zaczął żyć z ogrodnictwa na działce, pracował także w browarni Zemana.

Z tego, co wiem, dziadek Adam był jednym z pięciorga dzieci w rodzinie, z których dwoje wcześnie zmarło. Jeden brat dziadka mieszkał w Łucku, drugi – w Gdańsku. W rodzinie babci Marii było pięć sióstr. Jej przodkowie pochodzą z Czernihowa» – mówi Aleksander Mirecki.

Według rodzinnych zdjęć, które zachowały się w domu Mireckich, Adam w 1926 r., czyli w wieku 20 lat, służył w szeregach 8 Dywizji 33 Pułku Piechoty Wojska Polskiego stacjonującej w Łomży na Podlasiu.

Dziadek Adam Mirecki (po środku) – żołnierz Wojska Polskiego

Adam Mirezcki siedzi na ławie pierwszy po prawej stronie

Zdjęcie ślubne Adama i Marii Mireckich. 1928 r.

Rodzina Mireckich z dziećmi Georgijem i Taisją. 1940 r.

«Gdzie mój dziadek był podczas II wojny światowej, nie wiem. Nikt mi o tym nie opowiadał. Wiem tylko, że w okresie okupacji niemieckiej babcia została z dziećmi sama. W ich domu zakwaterowano niemieckich oficerów, dla których musiała gotować i prać.

W 1948 r. dziadek dostał radzieckie dokumenty na wszystkich członków rodziny, gdzie zostali zapisani jako Rosjanie. Niestety, polskie dokumenty zostały utracone i teraz nie mogę udowodnić, że mam polskie pochodzenie.

Dziadek skończył cztery klasy szkoły. Po wojnie zarabiał uprawiając sadzonki, pomidory, ogórki, rzodkiewkę i inne warzywa we własnej szklarni. Miał duży ogród, prawie do samej rzeki Sapałajówka. Pamiętam, że dziadek opowiadał o własnej łodzi, którą pływał po rzece i z której łowił ryby, gdy Sapałajówka nie była jeszcze taka płytka. Bardzo ciężko pracował. W lutym zaczynał sortować i sadzić nasiona, ogrzewać szklarnie, przykrywać je słomą. Następnie przesiewał kompost, sadził sadzonki z pudełek, podlewał… Taka niekończąca się praca od rana do wieczora. Miał bardzo spracowane ręce, zniszczone dłonie.

Adam Mirecki pracuje we własnej szklarni

Babcia Maria pomagała dziadkowi w gospodarstwie. Także sprzedawała uprawiane przez dziadka warzywa i sadzonki na targu. Śpiewała również w katedrze Świętej Trójcy. Miała ładny głos. Była wierząca: w domu zawsze były ikony, świece, kadzidła, modlitwy» – wspomina Aleksander Mirecki.

Pomimo braku wykształcenia muzycznego, jego dziadek Adam miał wielki talent do muzyki. Był samoukiem. Grał na sześciu instrumentach muzycznych: na skrzypcach, fortepianie, akordeonie, banjo, domrze i perkusji. Zorganizował dwa własne zespoły jazzowe. Jeden z nich w czasach radzieckich występował w restauracji hotelu «Ukraina». «Dziadek sam tworzył repertuar, rozpisywał partie i grał na perkusji. A także codziennie dostarczał do restauracji ogórki, pomidory i rzodkiewki» – dodaje pan Aleksander.

Adam Mirecki (siedzi po prawej stronie) ze swoim zespołem muzycznym

Jak wspomina nasz rozmówca, jego dziadek Adam nigdy nie pracował w niedziele. Tego dnia siadał w swoim ulubionym fotelu, wyjmował nuty i grał na skrzypcach, rzadziej – na akordeonie czy domrze. W soboty do Adama Mireckiego przychodzili koledzy i organizowali próby. Świadkami tych zajęć muzycznych byli wnukowie: Aleksander i Tetiana (córka Taisji).

Niewątpliwie to rodzina wpłynęła na kształtowanie i rozwój talentu Georgija Mireckiego. «Dziadek wzbudził w ojcu zainteresowanie do twórczości. Bardzo mu się podobało, gdy syn rozwijał się w tym kierunku. Na koncertach ojca dziadek nie mógł powstrzymać łez. Płakał z dumy i wzruszenia… Twórcze dziedzictwo ojca jest naprawdę potężne. To prawdziwa muzyka» – mówi Aleksander Mirecki.

Olga Szerszeń

Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum Aleksandra Mireckiego

***

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: Wspomnienia rówieńskiego krajoznawcy Czesława Chytrego
Artykuły
«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego. 
13 marca 2026
Rodzinne historie: Tę historię chcę przekazać moim dzieciom
Artykuły
Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
27 lutego 2026
Rodzinne historie: Nasza polskość kształtowała się w kościele
Artykuły
Polacy osiedlili się na Podolu w czasach I Rzeczypospolitej. I pomimo trudnych wydarzeń historycznych i odległości geograficznej, wynikającej z faktu, że od współczesnej granicy polsko-ukraińskiej dzielą ich setki kilometrów, miejscowym skupiskom Polaków udało się przetrwać i zachować tożsamość narodową.
13 lutego 2026
Rodzinne historie: «Nie przypuszczałem, że zostanę wojskowym»
Artykuły
«Mój ojciec był Ukraińcem, a mama – Polką. Ucząc się języka polskiego, czytając polskie książki, a następnie wyjeżdżając do Polski, zacząłem odkrywać w sobie więź z polską linią swojej rodziny. Teraz uważam się za ukraińskiego Polaka. Za człowieka, który ma jedno serce na dwa narody» – mówi 45-letni Andrzej Końko.
30 stycznia 2026
Rodzinne historie: «Połowa uczniów w mojej klasie była Polakami»
Artykuły
«Polaków u nas, w Nowej Borowej na Żytomierszczyźnie, było wielu. W mojej klasie chyba z połowa uczniów była Polakami, a druga – Ukraińcami» – mówi Ludmiła Wysocka, z domu Rusecka.
21 listopada 2025
Rodzinne historie: Obu dziadków zamordował reżim sowiecki
Artykuły
«Obie moje babcie rozmawiały po polsku, dziadków nie znałem, bo obu zamordowały władze sowieckie» – opowiada Walenty Wysocki. Pochodzi ze wsi Nowa Borowa w obwodzie żytomierskim, obecnie mieszka w Zdołbunowie w obwodzie rówieńskim.
07 listopada 2025
Rodzinne historie: Od Krzemieńca do Buenos Aires
Artykuły
«Fascynuje mnie znajdywanie krewnych, których od dawna nie widziałam lub w ogóle nie znałam, i śledzenie, wyłapywanie wspólnych cech. Możesz nie znać człowieka, nie rozmawiać z nim przez lata, ale pokrewieństwo trwa» – mówi Natalia Urbańska (z domu Mszaniecka) z Tarnopola.
10 października 2025
Rodzinne historie: «Wszystko zaczęło się od ręczników mamy»
Artykuły
Maria Fedorczuk połączyła swoje życie z dwoma miejscowościami w obwodzie rówieńskim: w Kostopolu urodziła się i spędziła większość życia, a w Topczy w Hromadzie Korzec stworzyła etnograficzny skarbiec.
26 września 2025
Rodzinne historie: «Moi dziadkowie są przesiedleńcami»
Artykuły
Nasza rozmówczyni Lubow Doczak urodziła się i mieszka we wsi Sidorów w Hromadzie Husiatyn w rejonie czortkowskim w obwodzie tarnopolskim. Tu spotkali się i pobrali jej rodzice. «Nasze dzieciństwo było wspaniałe. Mieliśmy wielu krewnych, bardzo dobrych, wszyscy zjeżdżali się do nas na święta» – wspomina pani Lubow.
12 września 2025