Zbigniew Herbert to jeden z najwybitniejszych poetów polskich XX wieku. Jego twórczość stała się moralnym kompasem i ironicznym komentarzem do rzeczywistości XX wieku, a wiersze są pełne napięcia między etyką a estetyką, historią a codziennością oraz heroizmem a ludzką słabością. Ale Herbert to nie tylko poeta – to także człowiek z krwi i kości, z wielkim poczuciem humoru, pasją do podróżowania i własnymi słabostkami.
Urodził się w 1924 r. we Lwowie, dorastał w czasach burzliwych i tragicznych: przeżył wojnę, okupację niemiecką i sowiecką, wiele lat tępego w swej istocie komunizmu. Studiował filozofię, prawo i ekonomię, ale to literatura stała się jego prawdziwym powołaniem. Debiutował późno, bo dopiero w 1956 r., tomem «Struna światła». Zdobył uznanie jako głos niezależny, niepokorny, nieulegający ideologicznym naciskom. Poeta, który czekał na debiut, aż minie najgorszy mrok stalinowskiego komunizmu.
Jego życie to ciągła walka – z systemem, z chorobą, z samotnością, z biedą, z komunistyczną cenzurą. Mimo to, Herbert nigdy nie stracił ironii i dystansu do tego, co wokół niego się działo. Miał duże poczucie humoru. Poświadczają to liczne wspomnienia osób, z którymi przyszło mu wędrować przez XX wiek.
Zbigniew Herbert stworzył jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w polskiej literaturze – Pana Cogito. To alter ego poety, postać filozoficzna, ale też bardzo ludzka. To on sam. Pan Cogito nie jest herosem – to ktoś, kto wątpi, kto się boi, ale mimo wszystko wybiera «trudną wolność». Jego słynny wiersz «Przesłanie Pana Cogito» jest wezwaniem do odwagi, obrony swojego zdania, pogardą dla szpiclów, katów i tchórzy, do czuwania w imię najwyższych wartości ludzkich, do wierności sobie.

Zbigniew Herbert. Fotografia z książki Aleksandra Janty «Lustra i reflektory», 1982 r. Public domain
Herbert pisał językiem pełnym odniesień do znaków kultury europejskiej. Jego poezja to połączenie klasycyzmu i filozofii z codziennością. Często też sięgał po motywy antyczne po to, by pokazać ich aktualność i powtarzalność. Był także zapalonym podróżnikiem. Włochy, Grecja, Francja, Holandia, Anglia, Szkocja – to nie tylko miejsca, które odwiedzał, ale też przestrzenie duchowe i źródła inspiracji. W jego esejach, zwłaszcza w tomie «Barbarzyńca w ogrodzie», podróż staje się formą poznania, rozmową z przeszłością.
«Podróżuję nie po to, by uciekać, ale by zrozumieć» – pisał w jednym z listów. W Grecji szukał śladów tragicznej harmonii, we Włoszech – piękna i rozkładu, w Holandii – światła i cienia. Jego spojrzenie było zawsze pełne szacunku, ale też krytyczne. Nie był turystą – był pielgrzymem. Kochał wielką miłością malarstwo.
Jednak Herbert nie był postacią pomnikową. Miał swoje słabości – zmagał się z depresją, uzależnieniem od leków, samotnością, słabością do romansów z pięknymi kobietami i z alkoholem. Jednak jak mawiał Marian Grześczak: «Znał kto kiedy poetę trzeźwego? Nie napisze taki nic dobrego». «Ale jak można było nie pić w tych szarych latach?» – chciałoby się spytać i powiedzieć: «Ten, kto nie pił, niech pierwszy rzuci kamieniem». Jan Józef Szczepański wspominał, jak Herbert po winie w najbardziej znanej restauracji warszawskiej «U Fukiera» krzyczał nocą na całe gardło: «Ludu Warszawy, pędź Moskala».
Bywał trudny w relacjach z innymi, impulsywny, czasem złośliwy wobec najbliższych. Ale właśnie te cechy czyniły go bardziej ludzkim. Bardzo ciekawy portret człowieka i poety stworzyła Joanna Siedlecka w biografii «Pan od poezji» wydanej w roku 2003.
Choć Herbert kojarzy się z powagą, jego twórczość pełna jest ironii, żartów, gry z konwencją literacką. Potrafił śmiać się z siebie, z innych i z życiowych absurdów. W wierszu «Pan Cogito obserwuje zmarłego przyjaciela» pojawia się gorzka, ale i błyskotliwa refleksja o śmierci, jej okrucieństwie wobec osoby mu bliskiej: «kiedy powrócił / nie zastał już przyjaciela / na jego miejscu / leżało coś innego /z przekrzywioną głową / i wytrzeszczonymi oczyma». Jego humor jest bardzo subtelny, często ukryty w strukturze tekstu, w kontraście między formą a treścią. To nie był śmiech dla śmiechu – to była forma obrony przed złem, okrucieństwem i absurdem świata oraz naszego istnienia. W jego wierszach ironia jest bronią w walce z oporną materią życia. W listach do przyjaciół często pisał o swoich lękach i poczuciu wyobcowania. Nie ukrywał, że pisanie bywa dla niego ucieczką, ale też formą terapii, a jego poezja nie jest wyrazem siły – ale walki.
Twórczość Herberta wciąż inspiruje – nie tylko poetów, ale też filozofów, polonistów, ludzi szukających sensu w życiu. W czasach chaosu i zmieniającego się w zawrotnym tempie świata, jego głos brzmi jak przypomnienie, że warto być wiernym sobie. Nie był idealnym człowiekiem, miał skomplikowane związki z kobietami, pił dużo alkoholu, tworzył wokół siebie różne mity, ale był autentyczny w życiu i w swojej twórczości. Nie był prorokiem, ale był świadkiem czarnej epoki XX wieku – II wojny światowej i komunizmu.
Można powiedzieć, że Zbigniew Herbert to poeta, który nie tylko pisał wiersze – on je przeżywał całym swoim życiem. Było ono pełne napięć, ale też piękne i ciekawe: ciągle w podróży, w zmaganiach z samym sobą, literatami, komunizmem, cenzurą i groteskowością istnienia. Jego twórczość to nie tylko literatura – to lekcja odwagi i jednocześnie pokory wobec siły życia i śmierci. W czasach, gdy łatwo ulec cynizmowi z powodu okrucieństwa dyktatorów, kłamstw władców i rządów, warto wrócić do jego twórczości i odczytać ją nowo w zaciszu swojego sumienia, w realiach XXI wieku.
Wiesław Pisarski,
nauczyciel języka polskiego skierowany do Kowla przez ORPEG
Na głownym zdjęciu: Tablica pamiątkowa na budynku nr 55 przy ul. Łyczakowskiej we Lwowie. Autor: Aeou, CC BY-SA 3.0