Hans Christian Andersen, Bracia Grimm, Charles Perrault. Któż nie zna tych nazwisk? Bajki i przypowiastki wszelkiego możliwego autoramentu towarzyszą nam przez całe życie. Wierszyki, rymowane historyjki tudzież wyliczanki mniej lub bardziej udane, ku zabawie a nauce maluczkich wymyślane, są z nami od chwili, gdy cokolwiek zaczynamy pojmować z tego nowego i jakże ogromnego świata.
«2 plus 1» – zespół popularny niegdyś ogromnie, wyśpiewywał z wielkim zaangażowaniem: «Iść, ciągle iść w stronę Słońca (…)» i wydawać by się mogło, że nie ma na świecie prostszej rzeczy niż chodzenie.
Jak kochamy? Oczywiście, że bardzo różnie. Ja na przykład kocham na odległość, czyli, jak do nieba i z powrotem. Inni kochają na ilość, jak milion dolarów choćby.
Dieta kapuściana, ziołowe herbatki, jedzmy tylko jajka albo wszystko oprócz jajek. Cudowne koktajle warzywne lub życie bez czekolady. Znacie to wszystko? Ja też.
Niejednokrotnie odnoszę wrażenie, że emocje, jakich doświadcza Harrison Ford w filmie «Poszukiwacze zaginionej arki», są niczym w porównaniu z tymi, jakie stają się naszym udziałem w poszukiwaniu tzw. «CZEGOŚ». Tym «czymś» może być absolutnie wszystko.
Był październik 1997 r. Cała Polska lub przynajmniej połowa z zapartym tchem czekała na walkę bokserską Andrzeja Gołoty z Lennoxem Lewisem o złoty pas mistrzowski.
Któż z nas nie kocha swojego dyrektora, kierownika, prezesa czy po prostu przełożonego w pracy. Oczywiście każdy.
W dawnych, słusznie dziś minionych, czasach ustroju wiecznej szczęśliwości, kiedy sklepy świeciły pustkami, w powszechnym użyciu funkcjonował – przekazywany z ust do ust lotem błyskawicy – komunikat, że oto coś gdzieś rzucili.
W tym szalonym i zabieganym świecie nadchodzi wreszcie tak długo oczekiwany czas świątecznego odpoczynku oraz szampańskiej zabawy, na którą szykujemy się przez cały rok.
Powszechnie wiadomo, że słów na wiatr rzucać nie należy, bo to i nieładnie, i niehonorowo. Zatem, skoro więc o mężczyznach słów kilka napisać obiecałam, tak też i czynię.