Kto nie doświadczył w swoim życiu kontaktu z damskimi torebkami, ten pojęcia nie ma żadnego na temat metafizyki, z pozoru tylko, banalnych przedmiotów jakimi rzeczy owe, dla niewtajemniczonych, wydawać by się mogły.
W każdym tygodniu nadchodzi taki jeden z niecierpliwością wyczekiwany dzień, w którym radośnie chwytamy w rękę odkurzacz, ścierkę, mopa oraz wszelkie inne możliwe środki czystości i z ochotą zabieramy się do sprzątania.
To była niewielka, niepozorna książeczka, wydana na zwykłym papierze i na pierwszy rzut oka niczym nie odróżniająca się od wielu jej podobnych. Autora niestety nie pamiętam. Tym, co czyniło ją szczególną był rok wydania, 1927 i tytuł: «Savoir-vivre dla każdego».
Wraz z upływem czasu i pojawiającym się szronem na skroniach zapadamy coraz częściej na powszechną dolegliwość zwaną kurzą pamięcią i zaczynamy na własne życie patrzeć przez różowe okulary, a lata dawno minione postrzegamy tylko w jasnych barwach.
Nie lubię pająków. Każdy, nawet ten co to niby cały świat kocha, też czegoś lub kogoś nie lubi. Jeden zupy pomidorowej (choć trudno w to uwierzyć), drugi sąsiada (to akurat smutne), a jeszcze inny wycieczek rowerowych – albowiem męczą go wielce.
Posiadanie prawa jazdy, przynajmniej kategorii B, we współczesnym świecie jest czymś tak oczywistym i koniecznym jak umiejętność czytania oraz pisania. Ponieważ rzecz to powszechna, zatem i żartów na temat kierujących pojazdami wyposażonymi w konie mechaniczne jest bez liku.
Pan Lew Kraluk, o którym już kiedyś wspominałam, to mieszkaniec Kowla. Jest przystojnym, wysokim i młodym mężczyzną. Jakiś czas temu skończył 70 lat. Młodzieńczego spojrzenia niebieskich oczu mógłby mu pozazdrościć niejeden dwudziesto- i trzydziestolatek.
Hans Christian Andersen, Bracia Grimm, Charles Perrault. Któż nie zna tych nazwisk? Bajki i przypowiastki wszelkiego możliwego autoramentu towarzyszą nam przez całe życie. Wierszyki, rymowane historyjki tudzież wyliczanki mniej lub bardziej udane, ku zabawie a nauce maluczkich wymyślane, są z nami od chwili, gdy cokolwiek zaczynamy pojmować z tego nowego i jakże ogromnego świata.
«2 plus 1» – zespół popularny niegdyś ogromnie, wyśpiewywał z wielkim zaangażowaniem: «Iść, ciągle iść w stronę Słońca (…)» i wydawać by się mogło, że nie ma na świecie prostszej rzeczy niż chodzenie.
Jak kochamy? Oczywiście, że bardzo różnie. Ja na przykład kocham na odległość, czyli, jak do nieba i z powrotem. Inni kochają na ilość, jak milion dolarów choćby.