Posiadanie prawa jazdy, przynajmniej kategorii B, we współczesnym świecie jest czymś tak oczywistym i koniecznym jak umiejętność czytania oraz pisania. Ponieważ rzecz to powszechna, zatem i żartów na temat kierujących pojazdami wyposażonymi w konie mechaniczne jest bez liku.
Pan Lew Kraluk, o którym już kiedyś wspominałam, to mieszkaniec Kowla. Jest przystojnym, wysokim i młodym mężczyzną. Jakiś czas temu skończył 70 lat. Młodzieńczego spojrzenia niebieskich oczu mógłby mu pozazdrościć niejeden dwudziesto- i trzydziestolatek.
Hans Christian Andersen, Bracia Grimm, Charles Perrault. Któż nie zna tych nazwisk? Bajki i przypowiastki wszelkiego możliwego autoramentu towarzyszą nam przez całe życie. Wierszyki, rymowane historyjki tudzież wyliczanki mniej lub bardziej udane, ku zabawie a nauce maluczkich wymyślane, są z nami od chwili, gdy cokolwiek zaczynamy pojmować z tego nowego i jakże ogromnego świata.
«2 plus 1» – zespół popularny niegdyś ogromnie, wyśpiewywał z wielkim zaangażowaniem: «Iść, ciągle iść w stronę Słońca (…)» i wydawać by się mogło, że nie ma na świecie prostszej rzeczy niż chodzenie.
Jak kochamy? Oczywiście, że bardzo różnie. Ja na przykład kocham na odległość, czyli, jak do nieba i z powrotem. Inni kochają na ilość, jak milion dolarów choćby.
Dieta kapuściana, ziołowe herbatki, jedzmy tylko jajka albo wszystko oprócz jajek. Cudowne koktajle warzywne lub życie bez czekolady. Znacie to wszystko? Ja też.
Niejednokrotnie odnoszę wrażenie, że emocje, jakich doświadcza Harrison Ford w filmie «Poszukiwacze zaginionej arki», są niczym w porównaniu z tymi, jakie stają się naszym udziałem w poszukiwaniu tzw. «CZEGOŚ». Tym «czymś» może być absolutnie wszystko.
Był październik 1997 r. Cała Polska lub przynajmniej połowa z zapartym tchem czekała na walkę bokserską Andrzeja Gołoty z Lennoxem Lewisem o złoty pas mistrzowski.
Któż z nas nie kocha swojego dyrektora, kierownika, prezesa czy po prostu przełożonego w pracy. Oczywiście każdy.
W dawnych, słusznie dziś minionych, czasach ustroju wiecznej szczęśliwości, kiedy sklepy świeciły pustkami, w powszechnym użyciu funkcjonował – przekazywany z ust do ust lotem błyskawicy – komunikat, że oto coś gdzieś rzucili.