Kiedy po raz pierwszy obejrzałam film Marka Koterskiego «Dzień Świra» pomyślałam, że reżyser nieco przesadził w ironizowaniu z ludzkich wad oraz, oględnie mówiąc, niedoskonałości ducha, umysłu i codziennych zachowań homo sapiens.
Świat jest długi i szeroki, a ludzie na nim różni mieszkają. Toteż przeróżne nawyki i obrzędy, będące efektem zadziwiającej częstokroć kreatywności człowieczej, z czasem przeradzają się w kultywowane przez pokolenia tradycje.
W kwietniu minie kolejna rocznica zbrodni katyńskiej. Przez wiele lat po mordzie dokonanym przez sowieckie NKWD na polskich oficerach ani ofiary stalinowskich represji, ani ich rodziny nie mogły doczekać się tzw. dziejowej sprawiedliwości. Dokumenty potwierdzające zbrodnię leżały głęboko zakopane w czeluściach rosyjskich urzędów i nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego.
Mimo chłodnego wiatru, słońca za chmurką i od czasu do czasu kilku płatków śniegu, co to się pojawiają nie wiadomo skąd, wiosna ruszyła pełną parą. Znaki na ziemi i na niebie nieomylnie wskazują, że odwrotu już nie ma.
Im więcej lat upłynie od czasu, gdy zasiadaliśmy w ławach szkolnych, tym bardziej wydają się nam one jednym, wielkim pasmem samej szczęśliwości i beztroski. We własnych wspomnieniach, które proporcjonalnie do przybywających krzyżyków stają się coraz barwniejsze, najwięcej uwagi poświęcamy tym dobrym, radosnym dniom z przeszłości.
Krzyk ofiar, rozdzierający i przejmujący do szpiku kości, coraz bardziej jest zagłuszany przez wrzask ochrypłych głosów maklerów z całego świata. Jęki umierających w błocie i własnej krwi żołnierzy pokrywa niezrozumiały bełkot dobiegający coraz śmielej i wyraźniej z tzw. politycznych gabinetów.
Niech podniesie rękę ten, kto nie doświadczył w swoim życiu bezsenności. Nie wydaje mi się, aby w tym momencie uniósł się w górę las rąk. Ileż to razy po ciężkim dniu marzyliśmy tylko o tym, by wskoczyć pod kołderkę i zasnąć jak kamień. Niechby wszystko wokół waliło się i paliło, a my w objęciach Morfeusza o Bożym świecie zapominamy.
Marysia ma piętnaście lat. Jest zdolnym dzieckiem, więc języka polskiego, którego nie rozumiała ani w ząb, nauczyła się szybko. Bo musiała. Teraz chce dalej się kształcić, nawet bardzo. Czyta więc wszystkie polskie książki, jakie tylko wpadną jej w ręce. Mówi dużo, swobodnie, ładnie buduje zdania. Pozostał akcent.
Jedni odnajdują upominki 6 grudnia pod poduszką. Innym święty Mikołaj przynosi prezenty pod choinkę, a są i tacy, którzy podarunki dostają i pod poduszkę, kiedy śpią, i pod choinkę w czasie świąt. Tacy szczęśliwcy.
Ani się człowiek nie obejrzał, a tu już znowu Święta za pasem. Czas leci, jak z bicza strzelił i kolejny rok przechodzi do historii. Teraz, gdy lat przybyło, a wiek dziecięcy, w którym z utęsknieniem czekało się na pierwszą gwiazdkę, dawno został zapomniany, już tak z niecierpliwością nie wyczekujemy Nowego Roku i kolejnego krzyżyka w metryce. No cóż, takie życie.