Jest taki moment w życiu, kiedy człowiek wchodzi w okres swojej ziemskiej wędrówki powszechnie zwany cielęcymi latami, kiedy to jeszcze pstro i zielono ma w głowie, a różne i bardzo dziwne pomysły przychodzą mu na myśl. Pojawiają się wówczas takie marzenia i wyobrażenia na temat dorosłego już funkcjonowania, o których najwięksi filozofowie nie śmieliby myśleć.
Stety lub niestety nie mam wystarczającej wiedzy na temat tego, jak wszelkie nacje świata traktują i stosują się do zakazów i rygorów nakładanych bądź narzucanych przez usankcjonowaną jurysdykcję danego kraju lub przez tzw. niepisane umowy międzyludzkie.
Życzenie pędzenia ludzkiego żywota w czasach, gdy świat nie stoi w miejscu, a w wielu jego zakątkach dzieją się rzeczy niezwykłe, szalone, wręcz rewolucyjne i rzadko spotykane, miało zapewne na celu chronić obdarowanego przed stagnacją i nudą powszechną.
Buszując po telewizyjnych kanałach natknęłam się na pewien cykliczny, jak się później okazało, program. Tytuł, jaki wpadł mi w oko, dość mnie zaintrygował i dałam się złapać na ten tani chwyt reklamowy.
Wydawałoby się, że na temat okrucieństwa i barbarzyństwa wojny w Ukrainie powiedziano i napisano już prawie wszystko. Niestety prawie. Wysadzenie tamy na Dnieprze w Nowej Kachowce oraz atak rakietowy o czwartej nad ranem na mieszkalne domy w Krzywym Rogu to kolejne dokonane akty terroru.
Milowymi krokami zbliża się czas wakacji i letniego wypoczynku. W związku z tym popadłam w zadumę nad problemem, którego nie tylko moja skromna osoba doświadcza.
Niejaki miedwiediew, były prezydent rosji, był uprzejmy na jednym z portali społecznościowych zamieścić wpis, w którym obwieścił wszem i wobec, że Polska nigdy nie będzie takim krajem jak rosja. Jak babcię kocham – prorok i wróżbita w jednej osobie! W najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczałam, że kiedykolwiek i w czymkolwiek zgodzę się z przedstawicielem moskwy.
Maj to miesiąc, w którym zaczynają kwitnąć kasztany, a tysiące polskich licealistów przystępują do jednego z najważniejszych egzaminów swojego życia, czyli do matury. W odpowiednim czasie, nieco później, to samo uczynią ich ukraińscy rówieśnicy.
Dostałam wiadomość. Smutnego SMS-a. Czytam, że po ciężkiej chorobie zmarł nasz kolega z liceum. To już trzeci. Odszedł w Szwajcarii, do której wyjechał zaraz po studiach. A przecież tak niedawno, na wyciągnięcie ręki, bawiliśmy się wszyscy na kolejnym «leciu» naszej matury.
Obejrzałam film. Nie pierwszy i nie ostatni w moim życiu, ale ten, podobnie jak «Łowca jeleni» w reżyserii Michaela Cimino, «Szeregowiec Ryan» Stevena Spielberga lub «Furia» Davida Ayera, na trwale zapisze się w mojej pamięci.