Obok jesieni nie można przejść obojętnie. Z tą porą roku jest tak, jak z operą. Albo pokocha się ją całym sercem i duszą, albo w najlepszym razie stanie się czymś absolutnie obojętnym.
Dla jednych to najpiękniejszy czas w przyrodzie. Bogactwa, obfitości, feerii barw, pajęczyny i babiego lata z kropelkami rosy rozciągniętymi na kwiatach wrzosu. To także okres, kiedy powiewy wiatru wraz z zapachem i szelestem uschniętych brzozowych liści przynoszą nostalgię i tęsknotę za czymś nieokreślonym, ale takim co szarpie duszę na kawałki i porusza najbardziej wrażliwe struny ludzkiego pojmowania świata.
Zdecydowanie należę do grupy szczerych i oddanych wielbicieli tej przedostatniej fazy roku. Kocham tę «polską złotą jesień», tę szarą, bębniącą strugami deszczu w zamglone szyby. Depresyjne stany są mi nieznane i nie rozumiem wszystkich krzywiących się na kalosze, parasole i peleryny przeciwdeszczowe.
W Polsce jesień zawsze była wyrazistą porą roku. Przeżycie jesieni, jesiennego klimatu, jesiennego dnia i takiej przyrody inspirowało wielu poetów oraz artystów. Wincenty Pol w wierszu «Na jesieni» tak pisał:
«Coraz ciszej. Wrzesień! Wrzesień!
Słońce rzuca blask z ukosa
I dzień krótszy, chłodna rosa –
Ha, i jesień – polska jesień! (…)»
Niezwykła malowniczość jesieni z różnorodną paletą barw, od pełnych ciepła i złota po wszelkie odcienie szarości i zgniłej zieleni, jest wyjątkowo wdzięcznym obszarem tworzenia dla malarzy. Ten temat odnajdziemy w pracach wielu mistrzów pędzla.
Tak jest u Józefa Rapackiego («Jesienią – odlot żurawi»), Teodora Axentowicza («Liście jesienne»), Józefa Chełmońskiego («Jesień»), Jana Stanisławskiego («Jesień»), Stanisława Witkiewicza na jego fascynującym obrazie «Jesieniowisko», Juliana Fałata («Pejzaż jesienny z Bystrej»), Stanisława Kamockiego («Jesienny dzień») czy Stanisława Masłowskiego («Jesień»).

Józef Rapacki, «Jesienią – odlot żurawi». Public domain

Stanisław Witkiewicz, «Jesieniowisko». Public domain

Stanisław Kamocki, «Jesienny dzień». Public domain

Stanisław Masłowski, «Pejzaż jesienny z Rybiniszek». Public domain

Julian Fałat, «Pejzaż jesienny z Bystrej», Public domain
Ten magiczny czas od stuleci przyciągał malarzy, zwłaszcza tych, którzy byli wrażliwi na piękno przyrody i od dzieciństwa związani z naturą. Artyści niezwykle sugestywnie potrafili oddać nastrój wrześniowych i październikowych dni z często pochmurnym niebem i przyrodą przesiąkniętą wilgocią i chłodem, przez które uparcie przedzierały się promienie słońca.
Przywołany wcześniej Józef Chełmoński malował czajki nad rozlewiskami, pastuszków piekących w ognisku ziemniaki, chłopskie zagrody w jesiennej scenerii, stogi na kresach i jesienne mgły nad Styrem. Wspomniany Stanisław Kamocki przedstawiał szlacheckie dworki w anturażu wyzłoconych i rozczerwienionych klonów oraz chochołów chroniących delikatne rośliny przed zbliżającym się mrozem.
Tak, to niewątpliwie zjawiskowa, wręcz metafizyczna pora roku. Jesień to kalejdoskop barw, to pstrokate parasole, deszcz, mgła i zimno. To radość i nostalgia. To las pełen grzybów, czerwieniejące kulki jarzębiny i kwitnące mimozy, o których śpiewał Czesław Niemen słowami z wiersza «Wspomnienie» Julia Tuwima:
«Mimozami jesień się zaczyna
Złotawa, krucha i miła.
To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
Która do mnie na ulicę wychodziła (…)»
Czy może być więc coś lepszego, niż wygodny fotel, gorąca kawa w kubku, jesienny jazz i album z obrazami charakterystycznymi dla tej pory roku?
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG