Mistrzostwa Europy w piłce nożnej trwają w najlepsze. Polska reprezentacja, jak to ma w swoim zwyczaju od wielu lat, z wielkim hukiem i prędziutko pożegnała się z turniejem. Na otarcie łez zremisowaliśmy z Francją i z tego mamy się cieszyć.
Nie ma właściwie o czym pisać, bo na temat gry naszych reprezentantów w piłkę kopaną napisano i powiedziano już tyle, że na wołowej skórze by się nie zmieściło, a i tak efekt jest żaden. Po co więc strzępić sobie język po próżnicy – no chyba że na temat stylówek pana trenera Probierza można by co nieco nadmienić.
Złośliwi, jakżeby inaczej, internauci zauważyli, że selekcjoner zabrał ze sobą trzy efektowne zestawy odzienia wierzchniego, w których łaskawie przed mistrzostwami pozwolił się sfotografować. Skoro więc były tylko trzy, to logicznie rozumując, człowiek przewidział tylko trzy mecze obowiązkowe.
Kreacji w końcu się przecież (zwłaszcza w pewnym towarzystwie) nie powtarza. Zatem program obowiązkowy załatwiony, a potem to już tylko słusznie zapracowane i oczywiście wynagrodzone sowicie przez PZPN wakacje. Wprawdzie nieładnie komukolwiek w kieszeń zaglądać, ale tak sobie pomyślałam, że polskie siatkarki, a zwłaszcza siatkarze kroczący od jednego spektakularnego sukcesu do drugiego (obecnie w rankingu światowym odpowiednio czwarte i pierwsze miejsce) mogą sobie tylko o takich pieniądzach pomarzyć.
Niestety popularność, a zwłaszcza masowość piłki nożnej sprawia, że narodowa dyscyplina, jaką stała się siatkówka traktowana jest po macoszemu. Warto przy tej okazji i zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Paryżu przypomnieć pewien finałowy mecz, którego wynik prawdziwy kibic, a kilkadziesiąt lat temu patriota, wybudzony ze snu o północy recytował bez zająknienia.
Montreal 1976 rok i niezapomniany finał, który przeszedł na zawsze do historii polskiej siatkówki. Polska versus ZSRR. Najbardziej pamiętny mecz, dający tytuł mistrzów olimpijskich Polakom trwał 2 godziny i 26 minut. Mimo że zmagania rozpoczęły się o 2:30 czasu polskiego niewielu było takich, którzy o tej porze spali. Polacy broniąc po drodze dwa meczbole po dramatycznej walce wygrali 3:2.
Ówczesny trener Polski, Hubert Jerzy Wagner, miał rozpisanych 1038 sposobów ataku. Polska zwariowała. Po pierwsze z racji zdobytego tytułu, a po wtóre (a właściwie to po pierwsze), że pokonała ZSRR. To był symbol oporu, sprzeciwu i wygranej nie tylko na boisku.
Włodzimierz Stefański, Bronisław Bebel, Lech Łasko, Edward Skorek, Tomasz Wójtowicz, Wiesław Gawłowski, Mirosław Rybaczewski, Zbigniew Lubiejewski, Ryszard Bosek, Włodzimierz Sadalski, Zbigniew Zarzycki, Marek Karbar to sportowcy, którzy tworzyli historię. Byli bohaterami.

Znaczek poświęcony zwycięstwu polskiej drużyny siatkarskiej w Montrealu
Korespondent «Przeglądu Sportowego» Lech Cergowski tak pisał w swojej relacji: «Wagner płacze, prezes Romański nieżywy, wszyscy oszaleli». Polacy oszaleli jeszcze raz w tym samym roku, choć kilka miesięcy wcześniej. Był 8 kwietnia 1976 roku i Mistrzostwa Świata w hokeju. W wypchanym po brzegi Katowickim Spodku odbywa się mecz otwarcia: Polska – Związek Radziecki.
Po przegranej 1:16 na Igrzyskach w Innsbrucku polscy hokeiści modlili się tylko o jak najmniejszy wymiar kary. Dotychczas biało-czerwoni przegrali wszystkie 25 spotkań z ZSRR. Bilans bramek to dramat. 31 – 255 na korzyść Rosjan. Dawid i Goliat. Ten mecz okazał się jednak największym sukcesem w powojennej historii polskiego hokeja. Polacy pokonali absolutnych faworytów 6:4. Dokonali tego pierwszy i ostatni raz w historii. Mimo że następnego dnia przegrali z Czechosłowacją 12:0 i ostatecznie spadli z grupy A to i tak rodacy za niewiarygodne, pozytywne emocje, jakich dostarczyli podczas meczu-cudu byli im wdzięczni jeszcze przez wiele lat. Marzę więc teraz, aby polska reprezentacja w piłce nożnej wreszcie zafundowała swoim kibicom takie pozytywne wrażenia, o których obecnie możemy tylko marzyć lub wspominać.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG
Na głównym zdjęciu: Polska i radziecka drużyna hokejowa wychodzą na mecz 8 kwietnia 1976 r. Klatka z filmu dokumentalnego «Kryptonim „Obiekt”, czyli Cud nad Rawą», nakręconego w 45. rocznicę historycznego zwycięstwa.