Miasta rozpoznajemy dzięki ciekawym zabytkom. Jednak Wrocław ma swoją dodatkową wizytówkę: majowe gitarowe granie, które od ponad dwóch dekad przyciąga tysiące muzyków z Polski i świata.
Każdego roku, 1 maja, wrocławski Rynek zamienia się w gigantyczną scenę, a jego bruk drży od dźwięku tysięcy strun. To nie jest zwykły koncert ani klasyczny festiwal. Gitarowy Rekord Świata to wydarzenie wyjątkowe – łączące amatorów i zawodowców, dzieci i seniorów, ludzi mówiących różnymi językami, ale doskonale rozumiejących się we wspólnym rytmie i prostych akordach legendarnego «Hey Joe» Jimiego Hendrixa.
Historia gitarowego grania we Wrocławiu zaczęła się w 2003 r. Wtedy na Rynku pojawiła się grupa 588 gitarzystów, którzy wspólnie zagrali «Hey Joe». Nie było wielkiej machiny promocyjnej, nie było międzynarodowych gwiazd ani telewizji satelitarnej. Był za to muzyk i pasjonat Leszek Cichoński – gitarzysta, nauczyciel, popularyzator muzyki, autor kultowego podręcznika «Blues Rock Guitar Workshop». Wpadł on na pomysł, który z dzisiejszej perspektywy wydaje się genialny w swej prostocie: zjednoczyć gitarzystów wokół jednego utworu i jednej idei – grania razem. Wystarczyło znać pięć akordów: C, G, D, A, E. Ta dostępność stała się jednym z fundamentów sukcesu wydarzenia.
«Hey Joe» to utwór-symbol. Rozpoznawalny na całym świecie, zakorzeniony w kulturze gitarowej, prosty harmonicznie, a jednocześnie niosący ogromny ładunek emocjonalny. W wykonaniu Jimiego Hendrixa stał się hymnem pokolenia lat 60., ale we Wrocławiu zyskał nowe życie.
Od kilku lat grany jest w wersji «Hey Joe – A New Story», z tekstem pozbawionym przemocy, niosącym przesłanie pokoju, jedności i pozytywnej energii.
Z każdym rokiem liczba uczestników rosła. 588 gitar w 2003 r. szybko zamieniło się w tysiące. Już po kilku latach Wrocław regularnie bił własne rekordy, stając się światowym centrum gitarowego grania. Ostatnie lata to: 7967 gitarzystów w 2023 r., 7531 – w 2024 r. i 8122 – w 2025 r. Ta ostatnia liczba jest dotąd najwyższym oficjalnym Gitarowym Rekordem Świata.
Choć liczby robią wrażenie, sami organizatorzy powtarzają: rekord jest symbolem, nie celem samym w sobie. Najważniejsze jest doświadczenie wspólnoty – moment, w którym Rynek zamiera, dyrygent unosi rękę i tysiące osób zaczynają grać jednym pulsem.
Wrocławski Rynek – jeden z największych w Europie – idealnie nadaje się do takich wydarzeń. Otwarta przestrzeń, zabytkowa architektura i centralne położenie tworzą naturalną scenografię. Dla wielu uczestników sam fakt grania w tym miejscu ma wymiar niemal symboliczny.
To wydarzenie odwraca klasyczny układ koncertowy. Publiczność przestaje być widzem, staje się orkiestrą. Zacierają się podziały między sceną a placem – każdy jest częścią całości.
Na przestrzeni lat we Wrocławiu pojawiły się największe nazwiska światowej i polskiej gitary. Co istotne – gwiazdy nie są tu «ponad» uczestnikami. Grają razem z nimi, często schodząc ze sceny, ucząc i wspierając młodych gitarzystów. Sam Leszek Cichoński określa ideę wydarzenia mianem Uni Vibe (Uniting Vibration of Music) – jednoczącej wibracji muzyki. To poczucie wspólnego pulsu, które sprawia, że na kilkanaście minut wszelkie różnice przestają mieć znaczenie. Właśnie dlatego Gitarowy Rekord Świata przyciąga nie tylko muzyków, ale też całe rodziny, turystów, ludzi, którzy przyszli «z ciekawości», a wychodzą poruszeni.
Wyjątkowym rozdziałem w historii rekordu były lata pandemiczne. Wtedy wydarzenie przeniosło się do sieci, łącząc gitarzystów z różnych krajów poprzez transmisje on-line. Ten trudny czas pokazał, że idea wspólnego grania potrafi przetrwać nawet bez fizycznego spotkania.
Od początku istnienia rekord pełnił też ważną rolę edukacyjną. Wiele osób przyznaje, że to właśnie chęć udziału w wydarzeniu była impulsem do nauki gry na gitarze. Szkoły muzyczne, ogniska artystyczne i nauczyciele przyjeżdżają do Wrocławia całymi grupami uczniów, pokazując, że gitara wciąż jest żywym instrumentem, a nie reliktem przeszłości.
W 2026 r. Wrocław po raz kolejny próbował przekroczyć granicę własnych możliwości. Aby pobić aktualny rekord, potrzebował co najmniej 8123 gitarzystów grających jednocześnie. Organizatorzy podkreślają jednak, że celem nadrzędnym znów była atmosfera, nie liczby.
Tegorocznym motywem przewodnim był polski klasyczny rock. Oprócz «Hey Joe» zabrzmiały fragmenty utworów zespołów, które ukształtowały rodzimą scenę gitarową – m.in. Perfect, IRA, Turbo czy Luxtorpeda. Niestety nie udało się pobić ponownie rekordu. 1 maja o 16:00 zabrzmiało 7649 instrumentów.
Jedną z największych nowości ostatnich lat jest oficjalna aplikacja Gitarowego Rekordu Świata. Umożliwia ona: rejestrację uczestników, dostęp do materiałów edukacyjnych, harmonogramu wydarzeń, zawiera też mapę scen i punktów rejestracyjnych, aktualności i powiadomienia na żywo. Dzięki aplikacji wydarzenie stało się lepiej zorganizowane, bardziej dostępne i przyjazne dla nowych uczestników. Aplikacja i strona wydarzenia oferują także lekcje wideo, dzięki którym nawet początkujący gitarzysta może przygotować się do wspólnego grania.
Dziś trudno wyobrazić sobie Wrocław 1 maja bez tysięcy gitar. Wydarzenie stało się rozpoznawalnym symbolem miasta, porównywalnym z największymi festiwalami muzycznymi, ale zachowało swój wspólnotowy charakter. W tym roku wróciły także pokazy Fontanny Multimedialnej. Osiedle Partynice zaprosiło na wielki miejski piknik. Odbyły się tu biegi na różnych dystansach 2,5 km i 7,5 km, wyścigi konne i Nording Walking na dystansie 2,5 km.
Gdy dźwięk «Hey Joe» wybrzmi, a Rynek powoli pustoszeje, wszyscy uczestnicy zabierają ze sobą poczucie bycia częścią czegoś większego – historii, która wciąż się pisze, struna po strunie, maj po maju. Bo w gitarowym graniu we Wrocławiu nie chodzi tylko o rekord.
Chodzi o wspólne bicie serca miasta w rytmie gitary i «Hej Joe», chodzi o poczucie wspólnoty.
Wiesław Pisarski,
nauczyciel skierowany do Kowla przez ORPEG
Fot. Bicie Gitarowego Rekordu Świata 2026 we Wrocławiu. Zrzut z ekranu