Jest takie magiczne miejsce w Krakowie, które każdy turysta lub przypadkowy przechodzień, przynajmniej raz, odwiedzić powinien. Wprawdzie nie uściśniemy już osobiście dłoni Tadeusza Boya-Żeleńskiego.
Jego kariera trwała aż 60 lat. Występował do 86. roku życia. Walczył w Powstaniu Warszawskim, przeżył trzy wojny, w tym dwie światowe, stan wojenny i doczekał się wolnej Polski.
Dzisiaj niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, jak znacząca, wpływowa oraz sławna w drugiej połowie XIX wieku była osoba Wojciecha Gersona – malarza, przedstawiciela realizmu i akademizmu, ilustratora, krytyka sztuki, publicysty, a nader wszystko znakomitego nauczyciela swojej epoki. Spod jego skrzydeł wyfrunęło w świat wielu wspaniałych malarzy.
Swoją karierę zaczęła na scenie Teatru Współczesnego w Szczecinie, gdzie między innymi zagrała w przedstawieniu «Czarownice z Salem». Potem występowała w Teatrze Nowym w Poznaniu oraz w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Teatr dał jej wszystko, co może ofiarować aktorowi.
Dziwną, zachwycającą, intrygującą, a może w odczuciu niektórych okropną kompozycję mija każdy, kto w Krakowie przechodzi Plantami od ulicy Wiślnej w stronę Zwierzynieckiej. Czyli od Rynku na Wawel.
Aż trudno uwierzyć, że człowiekiem teatru został przez przypadek. Ten późniejszy reżyser i mistrz pracy z aktorem powiedział, że wybierze te studia, na które egzamin będzie pierwszy.
Zmysłowość wymieszana z kokieterią i odrobiną luksusu – a więc z pewnością Łempicka. Może być Lolita lub Tamara. Ta pierwsza drażni i zachwyca zmysł powonienia oferując wspaniałe perfumy, druga zmysł wzroku nie pozwalając zapomnieć niezwykłych obrazów.
Do pierwszego występu na scenie został potajemnie zapisany przez siostrę. To był udział w programie «Must be the music. Tylko muzyka».
Przekrwione ślepia, białe, ostre kły, wywalone jęzory, groza i przerażenie wiejące nie z jednego obrazu, lecz z tryptyku o wspólnym tytule «Napad wilków». Taki pomysł na uwiecznienie tych wyjątkowych zwierząt miał Alfred Wierusz-Kowalski, artysta którego okrzyknięto wilczym malarzem.
5 kwietnia udał się w ostatni swój rejs za horyzont zdarzeń i teraz śpiewa przed Bogiem, któremu ufał zawsze i bezwarunkowo.