Obaj urodzili się w tym samym 1947 r. Jeden w marcu, a drugi w kwietniu. Odeszli na zawsze z tego świata w wieku 77 lat prawie w tym samym dniu. Ósmego i dziewiątego lipca 2024 r. Może w Boskim planie potrzebni byli gdzieś w zaświatach, aby tam zachwycać, wzruszać, tworzyć. Dwaj mistrzowie, ikony polskiej kultury. Jerzy Stuhr i Tadeusz Woźniak.
Jerzy Stuhr był absolwentem polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Podczas studiów związany był z «Teatrem STU», a później zaangażowano go do «Teatru Starego» w Krakowie. Gdyby obudzono mnie z twardego snu i polecono natychmiast wymienić tytuł filmu, w którym zagrał Jerzy Stuhr, wymieniłabym natychmiast «Wodzireja». Film w reżyserii Feliksa Falka na bardzo młodej wówczas dziewczynie zrobił ogromne wrażenie.
Wyrazista postać Lutka Danielaka, parweniusza i dorobkiewicza, który dla kariery jest gotów na największe świństwo, brawurowo zagrana przez Stuhra, zapadła w mojej pamięci i tkwi tam do dziś. Główny powód to genialnie poprowadzona rola. Potem były następne kreacje w kultowych już dzisiaj filmach: «Seksmisja», «Kiler», «Shrek» (podkładał głos osiołka), «Kingsajz», «Duże zwierzę», «Spis cudzołożnic», «Obywatel Piszczyk», «Trzy kolory».
Można tak w nieskończoność. Na deskach teatru wspaniała rola, która okazała się kolejnym hitem, to «Kontrabasista» i wyreżyserowana opera Donizettiego «Don Pasquale», które miałam przyjemność oglądać na żywo. Wybitna kreacja Porfirego Piotrowicza w «Zbrodni i karze» przeniesionej na deski teatru przez Andrzeja Wajdę. Nie sposób wymienić wszystkich kreacji, ról, spektakli oraz filmów będących udziałem Jerzego Stuhra.
Aktor okazał się także znakomitym pedagogiem. Przez wiele lat piastował funkcję rektora PWST w Krakowie. «Kobieta mnie bije», «Ciemność, widzę ciemność», «Tu Ryba, wzywam cię Akwarium», «Oż ty w dziuplę kopany», «Mydłem go, mydłem» – to cytaty z filmów, w których zagrał Stuhr. Weszły do potocznego obiegu, bawiąc do dzisiaj tak samo jak za pierwszym razem.
O Jerzym Stuhrze Krzysztof Kieślowski mówił tak: «Wydaje mi się dość wyjątkowym w Polsce przypadkiem aktora, który sprawdza się i w filmie, i w telewizji, i w teatrze. Z czego to wynika? Myślę, że decydują o tym dwa elementy, o których warto powiedzieć. Pierwszy stanowi technika, wspaniała technika, opanowana do perfekcji we wszystkich właściwie szczegółach. Druga rzecz, niemniej istotna, przydatna zwłaszcza dla kina, to jego znajomość rzeczywistości. A ponad tymi dwiema umiejętnościami góruje inteligencja». Nic dodać, nic ująć. Odszedł człowiek, który swoim życiem i osiągnięciami mógłby z powodzeniem obdarować kilkanaście osób.
Każdy, kto choć troszkę lubi muzykę, musi znać absolutny hit «Zegarmistrz światła purpurowy». Ten wielki przebój wykonany przez Tadeusza Woźniaka mogli wysłuchać 11 listopada 2018 r. słuchacze w «Royal Albert Hall» w Londynie. Wspaniała piosenka na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Genialne wykonanie mega utworu na wyjątkową rocznicę.

Tadeusz Woźniak śpiewa «Zegarmistrza» na scenie «Royal Albert Hall» 11 listopada 2018 r. Klatka z wideo na YouTube.
Artysta niewątpliwie całym swoim twórczym życiem zasłużył na taki zaszczyt. Tadeusz Woźniak był muzykiem, kompozytorem i wokalistą. Początki jego kariery były dość trudne i przynajmniej wtedy nic specjalnie nie zapowiadało, że absolwent technikum elektrycznego będzie autorem muzyki do kilkuset piosenek, inscenizacji teatralnych, kilkudziesięciu przedstawień telewizyjnych oraz programów poetyckich.
Piosenki z jego muzyką znajdowały się w repertuarze takich gwiazd jak: Elżbieta Adamiak, Michał Bajor, Krystyna Prońko czy Bernard Ładysz. Pierwszy zespół, z którym artysta zaczął współpracę, nosił wyjątkową nazwę «Dzikusy». Sam Woźniak także przyjął pseudonim artystyczny Daniel Dan, albowiem jego prawdziwe nazwisko wydawało się menedżerowi «Dzikusów» mało atrakcyjne.
Z biegiem czasu pojawiły się propozycje współpracy ze znanymi już wówczas artystami. Z Czesławem Niemenem muzyk zagrał przeszło sto koncertów. Mimo że na swoim koncie miał kilkaset utworów, to jego największy przebój «Zegarmistrz» stał się kultową piosenką nawet w więzieniu.
Tak sam o tym opowiadał: «Kiedy pracowałem w teatrze w Wałbrzychu, stołowałem się u pewnej pani, która świetnie gotowała. Pewnego razu z dyrektorem Andrzejem Marią Marczewskim trafiliśmy przy obiedzie na człowieka, który kilka dni wcześniej wyszedł z więzienia, gdzie najpopularniejszym przebojem był w tym czasie «Zegarmistrz światła». Do tego stopnia, że odbył się tam festiwal «Zegarmistrza». Uczestnicy śpiewali ułożone przez siebie teksty. Po kolejnej wódce ów gość odśpiewał nam po kolei kilkadziesiąt wersji «Zegarmistrza». Następnego dnia zabrałem ze sobą magnetofon i pół litra na zachętę. Niestety, do nagrania nie doszło, bo go znowu zamknęli, za jakieś kolejne, zresztą drobne przestępstwo».
Rękopis najbardziej rozpoznawalnego utworu Tadeusza Woźniaka znajduje się w Bibliotece Narodowej obok dział Fryderyka Chopina, Krzysztofa Komedy czy Mikołaja Góreckiego.
Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka i Kowla przez ORPEG
Na głównym zdjęciu: Jerzy Stuhr w roli Lutka Danielaka. Klatka z filmu «Wodzirej»