Żyd z Osowy przybiegł do Wilczego z wieścią, radość rozpierała jego głos – Żyszmunt, Żyszmunt Wyszooski idzie! Ludzie z całej wsi zeszli się na przywitanie. Opłakany i uznany za zabitego na Wojnie Światowej Zygmunt Wysocki wraca do domu.
Genowefa c. Jana Wawrzynowicza z Wyrki, dziś mieszkająca w Lęborku, opowiadała, jak to w ich chacie schodzili się wszyscy sąsiedzi.
Głośne stukanie do drzwi i okien zbudziło mieszkańców Wilczego. Policja przed świtem urządziła pobudkę wszystkim mieszkańcom: «Wstawać szybko, las Pana Adama Brodnickiego się pali! Trzeba gasić! Wstawać, wstawać!»
Rozmowa z Mirosławem, synem Marcela Lipińskiego, ostatniego przedwojennego sołtysa Huty Stepańskiej, przebiegała jak wszystkie inne. Odpowiadał w rozmowach telefonicznych na zadawane mu pytania. Tak doszliśmy do tematu młyna Niemca Szmytke i jego 300-kilowej świni, chowanej na otrębach z młyna.
Rok 1940, a potem 1942 dla Huty Stepańskiej był bardzo smutny. Kolejny nawrót epidemii czerwonki spustoszył parafię powodując śmierć ponad 40 dzieci. Wtedy też zmarł młodszy brat mojego Taty, siedmioletni Władzio. Był taki radosny, wydawało się, że zasypia, a On umierał.
Zanim wybuchła II wojna światowa księdza kapitana Józefa Czajkowskiego zmobilizowano do wojska. Parafia Huta Stepańska pozostała bez kapłana. Historia działa się szybko: po miesiącu już przyszli Sowieci.
Wołyniak, Hucianin, urodzony i mieszkający w Polsce. Razem z rodziną co roku przyjeżdża do Huty Stepańskiej – Ojczyzny swoich przodków. Jest Opiekunem Miejsc Pamięci Narodowej. Z Januszem Horoszkiewiczem rozmawiamy o sprawach ważnych dla Polaków i Ukraińców.