Mówi się o nim «mazurskie morze». Nic dziwnego, jest największym jeziorem w Polsce, ostoją ryb i ptaków, miejscem uwielbianym przez plażowiczów i żeglarzy, w znacznej części jeszcze niezadeptanym i zarośniętym sitowiem. Jezioro Śniardwy uznawane jest za jeden z najpiękniejszych przyrodniczo terenów naszego kraju.
Pięć połączonych ze sobą barwnych kół na białym tle jest zapewne najbardziej rozpoznawalnym na świecie symbolem. Te splecione w dwóch szeregach kręgi nawiązują do pięciu kontynentów. Kolory obręczy – niebieski, czarny i czerwony na górze, a żółty i zielony na dole oraz dodatkowo biały, który jest tłem dla emblematu, oznaczają barwy pojawiające się na flagach wszystkich państw świata.
26 września 1939 r. oficer operacyjny czekistowskiego referatu dzielnicowego nr 2 w Kowlu, lejtnant NKWD Sirot, aresztował Władysława Jóźwiaka, mieszkańca Poznania. Należy zwrócić uwagę, że prokurator wydał nakaz aresztowania 20 grudnia, czyli trzy miesiące później.
Być w Tatrach i nie zobaczyć Morskiego Oka? To największe górskie jezioro w Polsce zna chyba każdy. Choć, żeby się do niego dostać, trzeba wykonać kilkukilometrowy spacer lub dojechać bardzo ostatnio krytykowanymi konnymi bryczkami, nie ma chyba osoby, która nie chciałaby zobaczyć jego koloru i zapierającej dech panoramy Tatr Wysokich.
Byłam na kinder party u moich serdecznych znajomych. Latorośl ukończyła wspaniałe kilkanaście lat. Niby dużo, a jeszcze przed pełnoletnością. Nic tylko zazdrościć. Ponieważ rodzice jubilata posiadają znaczne grono przyjaciół, przeto na imprezie zjawiła się dość liczna grupa wujków i cioć.
O dyplomacji kulturalnej i walce z tyranią, o literaturze i dokumentowaniu rzeczywistości oraz o wpływie wojny na poezję i ogólnie na język dyskutowali uczestnicy tegorocznego Festiwalu Literackiego «Frontera». Miał on tradycyjnie charakter międzynarodowy, chociaż zmienił swój format. Jego głównym tematem była «Zmiana ról».
«Był dla mnie jak ojciec. Wychował mnie i ukształtował mój światopogląd» – mówi Walenty Wakoluk z Łucka, założyciel gazety «Monitor Wołyński». Dziś opowiada nam o swoim wujku, Danyle Doboszyńskim, ukraińskim malarzu, grafiku, wykładowcy, bardziej znanym jako Danyło Dowboszyński.
Kontynuujemy zapoznawanie naszych czytelników z działalnością Okręgu Wołyńskiego Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, przeglądając ostatni dział «Ziemi Wołyńskiej» poświęcony wydarzeniom ruchu turystyczno-krajoznawczego.
Był symbolem potęgi Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Przez półtora wieku mieszkał w nim wielki mistrz krzyżacki i najwyższe władze zakonu. Był także siedzibą niemieckich cesarzy i polskich królów. Wielokrotnie niszczony i odbudowywany, od wieków jest wspaniałym przykładem myśli konstruktorskiej i bohaterem chlubnych i niechlubnych wydarzeń z polskiej historii.
«Osiem lat temu moje życie się zmieniło. Zostałem czytelnikiem «Monitora Wołyńskiego», dowiedziałem się o Towarzystwie Kultury Polskiej w Kowlu i działającej przy nim szkole języka polskiego. W wieku sędziwym zostałem uczniem polskiej szkoły, aby wrócić do języka swojego dzieciństwa, kiedy słuchałem rozmów rodziców» – opowiada 82-letni Lew Kraluk z Kowla.