Siła rodzinnych historii
Artykuły

Niedawno w jednym z warszawskich schowków zostało znalezione pudełko z dokumentami i zdjęciami, które należały do jednego z bohaterów naszych publikacji. Aby ustalić informacje o właścicielu, osoba, która otworzyła to pudełko, wpisała najpierw jego nazwisko w wyszukiwarce. W ten sposób trafiła na stronę internetową «Monitora Wołyńskiego», na tekst z cyklu «Rodzinne historie».

Pięć lat temu nasza redakcja opublikowała pierwszy tekst w cyklu «Rodzinne historie». Powstał on dzięki współpracy z Fundacją Wolność i Demokracja oraz wsparciu finansowemu dla naszego projektu «Rodzinne historie Polaków z obwodu wołyńskiego, rówieńskiego i tarnopolskiego» udzielonemu przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów RP, która w tamtym czasie była dysponentem środków z budżetu państwa przeznaczonych dla Polonii i Polaków za granicą (od 2024 r. dysponentem było Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP).

W tym okresie w gazecie oraz na stronie internetowej «Monitora Wołyńskiego» ukazało się 92 rodzinne historie opowiedziane nam przez ponad sto osób. Ponieważ często naszymi rozmówcami byli jednocześnie dzieci i rodzice albo małżonkowie, opowieści te najczęściej łączyliśmy w jedną.

Wiele osób nie odważało się na rozmowę z nami, twierdząc, że nie mają o czym opowiadać. Gdy jednak w końcu zaczynali swoją opowieść, odkrywaliśmy w niej tyle niesamowitych faktów, że na podstawie niektórych można by było nakręcić dobre filmy. Wiemy, że fakty te zainteresowały wielu czytelników. Cenne jest dla nas również to, że przydatne dla siebie informacje znaleźli w naszych tekstach także naukowcy.

Dr Serhij Hładyszuk, historyk, z którym rozpoczęliśmy ten projekt, a następnie dziennikarka Olga Szerszeń, która przejęła po nim pałeczkę, spisywali rodzinne historie, w szczególności w Kowlu, Tarnopolu, Kamieniu Koszyrzskim, Zdołbunowie, Równem, Krzemieńcu, Dubnie, Kostopolu, Sidorowie, Husiatynie, Zbarażu, Czortkowie, Maniewiczach, Kiwercach, Beresteczku, Kutrowie, Lubieszowie, Dąbrowicy, Suchodole i Topczy. I oczywiście szereg historii nagraliśmy w Łucku. Usłyszeliśmy opowieści z obwodów winnickiego, chmielnickiego, żytomierskiego, rówieńskiego, tarnopolskiego i wołyńskiego, z różnych regionów Polski, a także rodzinne opowieści z pogranicza polsko-białoruskiego i łotewsko-białoruskiego oraz z zesłania na Syberię i do Kazachstanu.

Niektórzy z naszych rozmówców pochodzą z rodzin od stuleci mieszkujących w swojej małej ojczyźnie. Ktoś trafił do miejscowości, w której obecnie mieszka, w czasach niepodległej Ukrainy lub w okresie sowieckim, ponieważ znalazł tam pracę, ożenił się lub przeniósł się do dzieci.

Są też inne historie.

Na przykład polscy przodkowie Romana Pawluka pochodzili z Lubelszczyzny. W czasach I wojny światowej byli uchodźcami. Po licznych przeprowadzkach powrócili na Lubelszczyznę, a w połowie lat 20. XX wieku w poszukiwaniu pracy trafili na Wołyń: najpierw do Maciejowa (obecnie Łuków), a następnie do Maniewicz.

Przodkowie Czesława Chytrego z Równego również pochodzili z Lubelszczyzny. W latach 20. kupili ziemię w kolonii Paniowo k. Jarynówki, długo karczowali pnie na niej i własnoręcznie doprowadzali ją do porządku, by móc uprawiać.

Rodzina Walentego Wakoluka trafiła na Wołyń, uciekając z Podola przed bolszewikami – tutaj znalazła schronienie u krewnych mieszkających w Krasnowoli.

Krewni Jana Piejki z Husiatyna trafili do pobliskiego Sidorowa w obwodzie tarnopolskim podczas wysiedlania Ukraińców z Polski do Ukraińskiej SRR. Ewa, druga żona jego dziadka, była Ukrainką. Z pierwszą żoną, Rozalią, miał troje dzieci, z Ewą urodziło się jeszcze dwoje. Podczas wysiedlenia Ewa, wówczas już wdowa, wraz ze wszystkimi dziećmi trafiła do Sidorowa.

Pradziadek Marii Pustelnik, Karol Chudzicki z Lubelszczyzny, był uczestnikiem Powstania Styczniowego. Uciekając przed rosyjskimi represjami, przekroczył granicę z Austro-Węgrami i w ten sposób trafił do Czortkowa.

Pradziadek Ludmyły Płotnikowej pochodził z Bochni. Był uczestnikiem I wojny światowej, walczył w armii austro-węgierskiej, w jakiś sposób jednak znalazł się na terenie Żytomierszczyzny.

Obecnie z niecierpliwością czekamy na dalszy ciąg historii z warszawskiej piwnicy. Znalezione tam zdjęcia i dokumenty łączą w jedną opowieść Polesie Wołyńskie, więzienie w Łucku, zesłanie na Syberię, Armię Andersa, Londyn i Warszawę. Nie wiemy jeszcze, czy nam się uda to wszystko opisać, ale wierzymy w siłę rodzinnych historii. I oczywiście w siłę internetu, dzięki któremu nasze publikacje docierają do osób często niemających pojęcia o naszym istnieniu. Po prostu szukając w sieci informacji o swoich bliskich trafiają na nasze rodzinne historie. W ten sposób udało się nam pomóc niejednej rodzinie w uzupełnieniu wiedzy o sobie lub odnowieniu dawno utraconych kontaktów.

Jesteśmy wdzięczni wszystkim rozmówcom, którzy podzielili się z nami wspomnieniami, a także każdemu, kto pomagał nam w dotarciu do ludzi, podawał kontakty lub towarzyszył nam w drodze do rozmówców albo nawet podwoził własnym samochodem tam, gdzie trudno dotrzeć autobusem. Dziękujemy wszystkim domom, bibliotekom, polskim organizacjom i parafiom rzymskokatolickim, w których zostaliśmy serdecznie przyjęci, dzięki czemu mogliśmy nagrać te historie.

Szczególną wdzięczność redakcja wyraża prezesom polskich organizacji: Zofii Michalewicz ze Zdołbunowa, Janowi Piejce z Husiatyna, Mirosławie Łabeńskiej z Kostopola, Halinie Sokalskiej z Beresteczka, Władysławowi Bagińskiemu z Równego, Piotrowi Fryzowi z Tarnopola, Anatolowi herce z Kowla.

Na zakończenie podamy niezbyt optymistyczną wiadomość. W tym roku nie otrzymaliśmy od Senatu RP, obecnego dysponenta środków dla Polonii, dofinansowania na rodzinne historie. Dlatego na naszych stronach będzie ich teraz o wiele mniej. Niestety, z powodu obcięcia dotacji dla polskich mediów za granicą, nie będziemy w stanie przeznaczyć środków na przykład na dojazdy naszych dziennikarzy do rozmówców, zwłaszcza do miejscowości oddalonych od Łucka.

Natalia Denysiuk

Powiązane publikacje
Rodzinne historie: «Moje wnuczki mają imiona po swoich praprababciach»
Artykuły
«Nasza rodzina była duża i zżyta. Ci krewni, którzy z różnych powodów nie wyjechali do Polski, nie żałowali, że tu zostali. A ci, którzy zmuszeni byli do opuszczenia ojczystej ziemi, nigdy nie zapomnieli, skąd pochodzą» – mówi Halina Pidodwirna, z domu Strzemecka.
03 lipca 2026
Rodzinne historie: Ojczysty dom w Husiatynie
Artykuły
«Na początku lat 50. rodzice zaczęli budować dom. Wprowadzili się tutaj już w 1956 r., akurat wtedy, kiedy się urodziłem. Drugą połowę domu zaczęliśmy z tatą dobudowywać, gdy miałem 13 lat. Pamiętam, jak pomagałem mu kopać fundamenty. I tak, krok po kroku, w ciągu siedmiu lat skończyliśmy budowę» – wspomina Włodzimierz Bodryn z Husiatyna w rejonie czortkowskim w obwodzie tarnopolskim, parafianin kościoła Świętego Antoniego, członek Nadzbruczańskiego Stowarzyszenia Kultury i Języka Polskiego.
15 maja 2026
Rodzinne historie: «Jesteśmy jedyną katolicką rodziną w całej wsi»
Artykuły
«Mój dziadek i babcia byli Polakami. To oni mnie wychowali. I to właśnie oni zaszczepili we mnie wiarę katolicką i polskie tradycje, nauczyli mnie czytać i pisać po polsku» – opowiada Oksana Wełyka, z domu Poliszczuk.
10 kwietnia 2026
Rodzinne historie: Lechowie z Łomska
Artykuły
«Dorastałam ze świadomością, że jesteśmy jedną rodziną i pomagamy sobie nawzajem. Cenię to, skąd pochodzę, jakie są moje korzenie, kim jestem. I jestem bardzo dumna, że pochodzę z takiej rodziny. Chyba nie byłabym tak pewna siebie, gdyby nie mama, dziadek i babcia, którzy zawsze mnie wspierali» – mówi Tetiana Poliszczuk.
27 marca 2026
Rodzinne historie: Wspomnienia rówieńskiego krajoznawcy Czesława Chytrego
Artykuły
«Pamiętam, jak pięknie grały organy w kościele Świętego Antoniego. Pamiętam również, jak je zniszczono, jak splądrowano świątynię, jak ścięto krzyże na wieżach, jak wszystko rozkradziono i wywieziono. Chociaż kościół zamknięto, wciąż modliliśmy się do Boga. Zaczęliśmy się gromadzić w domach. Potajemnie. Żyliśmy w wierze katolickiej» – wspomina 79-letni Czesław Chytry z Równego. 
13 marca 2026
Rodzinne historie: Tę historię chcę przekazać moim dzieciom
Artykuły
Oleksandr Kiś przez całe życie, z wyjątkiem lat studenckich spędzonych w Winnicy, mieszka w Łucku. Jego rodzina ze strony matki pochodzi z Podola, a przodkowie ze strony ojca przenieśli się na Wołyń z województwa lubelskiego, prawdopodobnie w okresie II wojny światowej.
27 lutego 2026
Rodzinne historie: Nasza polskość kształtowała się w kościele
Artykuły
Polacy osiedlili się na Podolu w czasach I Rzeczypospolitej. I pomimo trudnych wydarzeń historycznych i odległości geograficznej, wynikającej z faktu, że od współczesnej granicy polsko-ukraińskiej dzielą ich setki kilometrów, miejscowym skupiskom Polaków udało się przetrwać i zachować tożsamość narodową.
13 lutego 2026
Rodzinne historie: «Nie przypuszczałem, że zostanę wojskowym»
Artykuły
«Mój ojciec był Ukraińcem, a mama – Polką. Ucząc się języka polskiego, czytając polskie książki, a następnie wyjeżdżając do Polski, zacząłem odkrywać w sobie więź z polską linią swojej rodziny. Teraz uważam się za ukraińskiego Polaka. Za człowieka, który ma jedno serce na dwa narody» – mówi 45-letni Andrzej Końko.
30 stycznia 2026
Rodzinne historie: «Połowa uczniów w mojej klasie była Polakami»
Artykuły
«Polaków u nas, w Nowej Borowej na Żytomierszczyźnie, było wielu. W mojej klasie chyba z połowa uczniów była Polakami, a druga – Ukraińcami» – mówi Ludmiła Wysocka, z domu Rusecka.
21 listopada 2025