Śpiewały i odnosiły sukcesy w latach 1959–1974. Przez 15 lat wydały 15 płyt, przejechały 700 tys. kilometrów, aby koncertować w różnych częściach świata. Były pierwszym żeńskim zespołem w Polsce i w Europie.
Swoją karierę zaczęły dzięki Janowi Janikowskiemu jako uczennice Technikum Handlowego w Szczecinie, do którego przyjechały ze swoimi rodzinami z różnych stron Polski i świata. On był dla nich menedżerem, opiekunem i kompozytorem piosenek. Pracował jako nauczyciel muzyki i towaroznawstwa. Na piętnastolecie szkoły założył specjalnie zespół, aby uświetnić to wydarzenie. Jednak dziewczyny śpiewały tak dobrze, że postanowił kontynuować z nimi współpracę i stworzyć zawodowy żeński zespół wokalny.
Dzięki niemu powstały «Filipinki». W skład zespołu w jego podstawowym składzie wchodziło siedem dziewczyn: Zofia Bogdanowicz, Niki Ikonomu, Elżbieta Klausz, Krystyna Pawlaczyk, Iwona Racz, Anna Sadowa i Krystyna Sadowska. Ich pierwszym przebojem, który tak bardzo się spodobał, było «Ave Maria no morro». Potem wielkie przeboje pojawiały się cyklicznie przez cały okres istnienia polskiego girlsbandu. Starsze pokolenie pamięta na pewno: «Serwus panie Chief», «Do widzenia profesorze», «Filipinki to my», «Bal Arlekina», «Wala twist», «Wiosna majem wróci», «Charleston nastolatków», «Parasolki» czy «Kto się lubi ten się czubi».

W jednym z wczesnych wywiadów Krystyna Sadowska powiedziała: «Zawód artystki jest bardzo trudny. My w ogóle nie myślimy o tym, żeby być artystkami, tylko śpiewamy z przyjemności, dlatego że mamy z tego pewne zadowolenie i chyba w ogóle żadna z nas nie musi zostać artystką». Jednak zostały artystkami i śpiewały aż do roku 1974.
Następnym opiekunem «Filipinek» był Mateusz Święcicki. Piosenki pisali dla nich między innymi Ryszard Poznakowski, Janusz Kondratowicz, Andrzej Kuryło, Marek Gaszyński i Jonasz Kofta. Ilość solistek również się zmieniała: na początku było ich dziewięć, potem w okresie największych sukcesów siedem, następnie cztery i trzy.
«Filipinki» jako pierwszy girlsband podpisały kontrakt reklamowy, co w tamtych czasach socjalistycznej rzeczywistości PRL-u było niezwykłym wyczynem: otrzymywały kreacje na scenę, w zamian za to reklamowały wyroby zakładów odzieżowych «Dana», a potem «Mody Polskiej». Współpracowały także z czasopismem «Filipinka» (skąd zaczerpnęły swoją nazwę), skierowanym do młodzieży, niesamowicie popularnym w tych latach, które je promowało naturalną koleją rzeczy, a one w ramach wzajemności czasopismo.
Dziewczyny rozsyłały też pocztówki ze swoich tournée oraz odpisywały na listy fanów, wysyłając własnoręcznie napisane listy i same naklejając znaczki. Nie było przecież wtedy żadnych portali społecznościowych. Telewizja nagrywała z nimi wiele teledysków, które dziś z przyjemnością można oglądać w Internecie.
«Filipinki» śpiewały piętnaście lat: od 1959 do 1974. Nagrały kilkanaście płyt i dały około czterech tysięcy koncertów. Były popularne w Polsce i na całym świecie. Szczecin nie zapomniał o nich i uhonorował «Filipinki» nazywając ulicę, tramwaj i skwer przed Teatrem Polskim ich imieniem.
Jeden z internautów napisał w komentarzach pod piosenką «Serwus panie Chief»: «Nie wrzeszczą, nie krzyczą, tylko pięknie śpiewają». I to była prawda. W ich śpiewie były: szacunek dla polskiego słowa, szacunek dla słuchacza, naturalność i szczerość. Nie znajdziemy w nich żadnego manieryzmu i dziwactw. Na występach dziewczyny zawsze były uśmiechnięte i pogodne, zawsze elegancko ubrane, pełne naturalności i szczerości.
Na stronach Polskiego Radia obecnie można posłuchać wywiadów z byłymi wokalistkami.
W 2013 r. wyszła książka napisana przez Marcina Szczygielskiego, syna Iwony Racz-Szczygielskiej, zatytułowana «Filipinki – to my! Ilustrowana historia pierwszego polskiego girlsbandu». Dołączono do niej płytę z nagraniami piosenek z lat 1962–1971, które nie były jeszcze nigdy wydane.
W 2000 r. zmarła Krystyna Pawlaczyk, w 2012 r. – Krystyna Sadowska. Zmarli także ich opiekunowie Jan Janikowski i Mateusz Święcicki. Przetrwała natomiast przyjaźń z młodzieńczych lat i wspaniałe piosenki «Filipinek», które serdecznie polecamy.
Wiesław Pisarski,
nauczyciel języka polskiego skierowany do Kowla przez ORPEG
Na zdjeciach: klatki z teledysku «Filipinek»