Józef Bojanowski, starszy policjant ze Zdołbunowa, trafił do więzienia NKWD 1 października 1939 r. Poświęcony mu szkic biograficzny jest kontynuacją cyklu artykułów o funkcjonariuszach polskiej Policji Państwowej represjonowanych przez władze radzieckie.
W niedzielę, 14 maja, w katedrze rzymskokatolickiej w Łucku odbył się koncert muzyki organowej. Kolejny, lecz jednak wyjątkowy.
Ten esej poświęcimy zamordowanym w Katyniu polskim oficerom, którzy pochodzili z terenu współczesnego obwodu rówieńskiego lub byli z nim związani. Wśród zamordowanych przez sowieckich oprawców był także Innocenty Głowacki, niezasłużenie zapomniany ukraiński działacz społeczny i przedsiębiorca.
Wizyta w teatrze to jak odwiedziny u najlepszego, starego przyjaciela. Wracając do domu nigdy nie masz wrażenia, że oto straciłeś czas na głupstwa, nic nieznaczące rozważania nad garnkiem łuskanej fasoli.
Policjant Stefan Bułа, któremu poświęcono ten szkic, w przededniu II wojny światowej mieszkał i pracował we wsi Sobków w ówczesnym województwie kieleckim. Na początku września 1939 r. jego posterunek otrzymał nakaz ewakuacji. Wkrótce policjant trafił do rówieńskiego więzienia NKWD.
Instytut Polonika informuje o kolejnym projekcie, który będzie realizować na Wołyniu. Tym razem pracownicy Instytutu przeprowadzą prace konserwatorskie we wsi Hołoby koło Kowla.
Historia to żywioł okrutnej ironii. Niedługo po tym, jak idea republikanizmu osiągnęła w I Rzeczypospolitej pełną dojrzałość, nastąpiło załamanie, a nasza ojczyzna zniknęła z mapy świata.
Maj to miesiąc, w którym zaczynają kwitnąć kasztany, a tysiące polskich licealistów przystępują do jednego z najważniejszych egzaminów swojego życia, czyli do matury. W odpowiednim czasie, nieco później, to samo uczynią ich ukraińscy rówieśnicy.
Antonina Trawczyńska z Kostopola pochodzi z polsko-ukraińskiej rodziny. Urodziła się w Małych Siedliszczach, wsi, której obecnie nie ma na mapie Ukrainy. O ówczesnym życiu i o rodzinnej historii z pierwszej połowy XX w. moja rozmówczyni opowiedziała zapraszając mnie do swojego domu.
Dostałam wiadomość. Smutnego SMS-a. Czytam, że po ciężkiej chorobie zmarł nasz kolega z liceum. To już trzeci. Odszedł w Szwajcarii, do której wyjechał zaraz po studiach. A przecież tak niedawno, na wyciągnięcie ręki, bawiliśmy się wszyscy na kolejnym «leciu» naszej matury.