Dla czasopisma «Ziemia Wołyńska» pisali nie tylko znani fachowcy i doświadczeni amatorzy, ale także młodzi krajoznawcy. Przedstawiamy naszym czytelnikom esej Zdzisława Wattego, ucznia II klasy Państwowego Liceum w Kowlu.
Krzyk ofiar, rozdzierający i przejmujący do szpiku kości, coraz bardziej jest zagłuszany przez wrzask ochrypłych głosów maklerów z całego świata. Jęki umierających w błocie i własnej krwi żołnierzy pokrywa niezrozumiały bełkot dobiegający coraz śmielej i wyraźniej z tzw. politycznych gabinetów.
To już trzeci rok życie moich przyjaciół, jak również i moje jest odmierzane kolejnymi zbiórkami i transportami z pomocą dla Ukrainy. O przyczynie tego zaangażowania nie będę się rozpisywał, bo jest ogólnie znana. Pomimo zmęczenia darczyńców oraz coraz trudniejszego docierania do serc i sumień, udaje nam się kompletować mniejsze lub większe transporty. Ten ostatni ma jednak ze wszech miar wymiar szczególny!
«Trzecia rocznica ruskiej agresji na Ukrainę przywołuje wspomnienia pierwszych dni wojny w działalności Stowarzyszenia «Wołyński Rajd Motocyklowy». Był szok, niedowierzanie, że wojna tuż przy naszej granicy, ale i natychmiastowe działanie» – mówi Henryk Kozak, prezes WRM.
«Nawet przyjaciele ojca, którzy wyjechali do Polski, zawsze ze szczególną miłością wspominali rzekę Stochód. Jako dzieci biegaliśmy tutaj pływać i łowić ryby na wędkę. Z tatą pływaliśmy na łodzi po rozlewiskach» – opowiada Michał Kurhanowicz z Lubieszowa.
Na miejscu dzisiejszego boiska piłkarskiego przy ulicy Mychajła Hruszewskiego w Kowlu stał niegdyś majestatyczny kościół Świętego Stanisława. Ten monumentalny gmach był prawdziwą perłą architektoniczną, którą można było zobaczyć będąc daleko poza granicami miasta.
Niech podniesie rękę ten, kto nie doświadczył w swoim życiu bezsenności. Nie wydaje mi się, aby w tym momencie uniósł się w górę las rąk. Ileż to razy po ciężkim dniu marzyliśmy tylko o tym, by wskoczyć pod kołderkę i zasnąć jak kamień. Niechby wszystko wokół waliło się i paliło, a my w objęciach Morfeusza o Bożym świecie zapominamy.
«Moja najukochańsza Sianiu!!! Dzisiaj napisałem list do Rodziny (do Was) i nie mogłem się powstrzymać od powiedzenia chociaż kilku słów do Ciebie, Sianiu. Jestem Ci bardzo wdzięczny za to, że o mnie nie zapominasz» – napisał do żony w październiku 1943 r. ostarbeiter Jakiw Koroluk ze wsi Serniczki na Wołyniu. Ponad 80 lat później ten i prawie tysiąc innych listów zostały przeczytane i opracowane przez krajoznawcę i genealoga Artura Aloszyna.
Pisał w autobiografii zatytułowanej «Mamuta tu mam. Utwory zebrane spod łóżka», że miał w swoim życiu dwie wielkie wojny: drugą wojnę światową i wojnę o zwycięstwo socjalizmu. Drugą światową wygrał, a walkę o zwycięstwo socjalizmu przegrał. Takie było jego życie zawodowe: dostrzeganie absurdów egzystencji, ustroju politycznego, władzy, naszych stereotypów i zachowań.
Muzeum Krajoznawcze w Bereźnem w obwodzie rówieńskim to miejsce, gdzie historia Małyńskich zyskała nowe życie. Stała ekspozycja «(Nie)Znani Małyńscy» poświęcona temu szlacheckiemu rodowi, którego losy splatały się z dziejami regionu, oferuje odwiedzającym wyjątkowe spojrzenie na przeszłość.